Your Blue Room - Kuba Kuś, Konkurs U2 Name Of Love

Autor: Kuba Kuś

„Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników.” (Łk 15, 18-19)

 

„Nadszedł czas aby się zatrzymać, wyhamować, zastanowić się nad wszystkim co się dotychczas robiło. Nic więcej nie mów, cieszmy się delikatnym, wieczornym wiatrem… Tak wiele doświadczyliśmy. Tak wiele zobaczyliśmy, a jednak czegoś uchwycić nie mogliśmy, brakowało w naszym spojrzeniu jakiejś iskry, specjalnej soczewki aby móc dostrzec to co niektórzy nazywają istotą rzeczy…” Być może podobne myśli kłębiły się w głowie trzydziesto-kilku letniego wokalisty zespołu U2 kiedy pisał tekst utworu „Your Blue Room”. Aby w pełni zrozumieć jego wymowę trzeba cofnąć się do momentu, w którym został napisany i w jakim położeniu znajdował się wówczas zespół.

Lata dziewięćdziesiąte to okres eksplozji potęgi muzycznej U2, okres kiedy faktycznie stali się „największą rockową kapelą świata”, dołączając do absolutnej ekstraklasy muzycznej, a z czasem stając się jej liderem. Trasa ZOO TV stanowiła mariaż zespołu z nieczęsto wcześniej eksponowanym hedonizmem i przepychem. Latające trabanty, Bono poruszający się po scenie w makijażu i w złotym garniturze, parodiujący diabła, telefony do prezydenta Busha były gwoźdźmi programu wymyślonego przez U2. Do tego olbrzymia scena, trasa o prawdziwie światowym zasięgu i setki koncertów. Członkowie zespołu stawiali pierwsze kroki po egoistycznym, rozpasanym i cynicznym świecie show-biznesu; pojawił się alkohol, spotykane dziewczęta. Niech żyje rock&roll!

I nagle… cisza. Koncert się przecież kiedyś kończy, impreza i alkohol także. Tłamszona świadomość alternatywy uderza ze zdwojoną mocą pewnie gdzieś około czwartej, piątej nad ranem, w półmroku panującym w luksusowym hotelowym apartamencie. Tekst utworu może się wydawać modlitwą w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące wątpliwości co do słuszności obranej drogi. W moim przekonaniu jest on jednak bardzo intymną próbą ucieczki do krainy, która jest zarówno najbliższa, jak i najbardziej tajemnicza, niezbadana – w głąb własnej duszy („You saw me coming
Somewhere/ I can hide”). Podmiot liryczny pragnie udać się do „twojego niebieskiego pokoju”, aby tam odpocząć, zaczerpnąć metaforycznego świeżego powietrza, móc spokojnie porozmawiać.

W tekście przewija się tęsknota za tym co czyste, niewinne („The air is clean/Your skin is clear”); ma już dość sarkastycznego, cynicznego podejścia do rzeczywistości, którym karmi się show-biznes („It's a different kind of conversation”). Tytułowy „Niebieski Pokój” to ostoja w duszy podmiotu lirycznego, w której może się on spotkać z… No właśnie z kim? Z wyobrażeniem ukochanej osoby, dającym punkt odniesienia? Z ukochaną, nieżyjącą od lat matką? A może z Bogiem, do którego Bono, mimo licznych kryzysów wiary, zawsze tak lub inaczej wracał. Mi osobiście najbardziej prawdopodobna wydaje się ostatnia interpretacja.

Ukryty w „Niebieskim Pokoju” podmiot liryczny spogląda na swoje życie, ale już z innej perspektywy. Mówi, że czas to sznur pereł („time is a string of pearls”). Perła od zawsze była postrzegana jako coś niebywale pięknego, ale jednocześnie przeklętego (słynna klątwa rzucona na naszyjnik perłowy księżnej Daisy z zamku Książ) z powodu bólu małż w jakim zostaje pozyskana. Podmiot liryczny porównuje wydarzenia swojego życia do pereł – są one piękne, niesamowite i niepowtarzalne, ale za wieloma z nich kryje się jakiś ból, jakieś cierpienie. Przychodzi tu na myśl przepiękna ballada przyjaciela Bono, Boba Dylana, „Not Dark Yet” z płyty „Time Out Of Mind”, w której Dylan śpiewa, że z każdą piękną rzeczą łączy się ból („Behind every beautiful thing there’s been some kind of pain”).

Poszukuje także nowego spojrzenia, nowych perspektyw; stary punkt widzenia jest już „zużyty”. Błaga także o miłość, jest jej spragniony. Próbuje odnaleźć w owej krainie, do której się udał to czego nie doświadcza w rzeczywistości, a raczej to czego „rzeczywistością” zaślepiony nie potrafi dojrzeć. Dookoła podmiotu lirycznego, którego, jak w większości utworów U2, można utożsamić z autorem, dzieje się tyle nowych rzeczy (nowa trasa koncertowa, presja nagrywania nowej płyty, liczne niedostępne wcześniej przyjemności związane z byciem gwiazdą rocka ), że pewne „stare sprawy”, takie jak spokój, niewinna miłość, pewna dziewiczość świata, wydają się dalekie i nierzeczywiste. Przychodzi jednak moment kiedy podmiot liryczny musi opuścić swoją oazę, w której „czerpał ze źródła”, jakim była bliskość z tym Kimś. Mimo smutno związanego z odejściem, jest jednakże szczęśliwy, że umiał jednak odnaleźć ów zapomniany „Niebieski Pokój” i teraz będzie umiał odnaleźć do niego drogę, znalazł punkt odniesienia do otaczającego go chaosu („I hope I remember where it's at... your blue room”). Wraca do rzeczywistości, budzi się w ciemnym hotelowym pokoju. Jeszcze przed chwilą czuł się otulony bezgraniczną miłością, akceptacją, wiedział, że jest bezpieczny, że Ktoś nad nim czuwa. Znów nie umie dostrzec ukrytych spraw, własna niemożność go wścieka („Nothing I can't do without/
A lens to see it all up close/
Magnifying what no one knowi”). Jest zawieszony pomiędzy, nie może odnaleźć sobie miejsca, gdyż nie należy ani do jednego, hedonistycznego świata show-biznesu i rock and rolla, ani do drugiego, niewinniejszego i czystszego świata. Ciekawą rzeczą jest to, że ostatnią zwrotkę nie śpiewa Bono tylko Adam Clayton, co może świadczyć, że po powrocie z „Niebieskiego Pokoju” podmiot liryczny już nie jest tą samą osobą (zmiana głosu). To rozdarcie pomiędzy pragnieniem, pożądaniem życia jak prawdziwy gwiazdor rocka, a taką wewnętrzną, moralną dyscypliną i tęsknotą za niewinnością przewija się w twórczości Bono nie raz. Wspomnieć warto choćby niewiele wcześniejszy utwór „Acrobat” z płyty „Achtung Baby”, gdzie podmiot liryczny określa się jako tytułowy akrobata, zmuszony do przeskakiwania między własnymi światami, w jakich się obraca. W tym samym utworze pojawia się też wzmianka o tęsknocie do wiary, do Boga:

„And I'd join the movement
If there was one I could believe in
Yeah I'd break bread and wine
If there was a church I could receive in
'cause I need it now”

“Your Blue Room” jest, jak wiele utworów U2, jednocześnie modlitwą i próbą redefinicji samego siebie, uporządkowania własnej duszy, własnej świadomości. Udało mu się odnaleźć punkty odniesienia, a my, dzięki temu przepięknemu tekstowi Bono, uczestniczyć w tej niesamowitej wędrówce w poszukiwaniu autentycznego, czystego piękna, które zawsze, choćby głęboko, jest w nas.

"Nie kierowaliśmy się wcale zasadą: "załóżmy zespół i nagrajmy parę dobrych numerów". Chodziło nam bardziej o przeżycie radości związanej z przebywaniem w zespole, którego czterech członków połączyła wspólna sprawa. - Adam