One - Marcin Kowrygo, Konkurs U2 Name Of Love

Autor: Marcin Kowrygo

One.

Kiedy piszę ten list, miasto wita kolejny dzień  w odcieniach sepii i
objęciach gęstej mgły, nieśmiało przebijanej przez latarnie i surowe
blokowiska. Nie ma to jak objazdówka po mieście o poranku. Myślałem o
tym wszystkim, co się wydarzyło - nie wiem, czy jest lepiej, czy coś
się zmienia. Może dławię się własnym rozgoryczeniem i kaleczę sobie
pięści, waląc w betonową płytę szarej rzeczywistości, może kolejny raz
zasługuję na to, abyś potraktował mnie swoim chłodnym, wystudiowanym
cynizmem. Pewnie znowu masz rację, żyję ideami. Wiem jedno. Odkąd mur
już nie stoi, zaczęliśmy sobie budować nowy - tym razem w naszych
sercach. Jeżeli nie będziemy go burzyć każdego dnia, opuści nas to, co
najważniejsze.

Miłość.

Nie musisz powtarzać, że nie znosisz tego pustego i nadużywanego
słowa. Nie tylko tobie robi się niedobrze, kiedy słyszysz o tych
drętwych i wyidealizowanych historyjkach rodem z taniego romansidła.
Nawet ja wiem, że to tak nie działa. Oboje wiemy, że różni nas zbyt
wiele. Można powiedzieć, że jesteśmy całkowicie zgodni co do tego, że
nigdy się nie dogadamy. Jako ludzie generalnie nie przepadamy za
pomaganiem sobie w tym niezbyt przyjaznym świecie. Jedno spojrzenie
przez okno i wiesz, że każda z tych mrówek na dole ma swoje mrowisko.
Dwa trabanty mogą jechać w tę samą stronę, ale gdy tylko nadarzy się
okazja, zrobią wszystko, żeby mijać się na przeciwnych pasach.

Korki bywają nieznośne.

A jednak jesteśmy jednym. Każdy z nas gdzieś w głębi serca tęskni do
tego, by doświadczać ciepła i troski. By wierzyć, że życie nie jest
równoznaczne z doświadczaniem pustki i wyobcowania. Miłość to nie
jakieś uczucie dane nam z niebios, to porozumienie wtedy, kiedy tak
bardzo o nie trudno. Jeśli ją zaniedbasz albo będziesz jej przeczyć,
odejdzie. Jeżeli jej nie doświadczasz, chcesz, aby również inni
odchodzili bez niej, a wtedy koło bólu się zamyka. Może taka trudna
miłość jest cenniejsza, kiedy wiesz, jak łatwo możesz ją stracić?

Wspierajmy się.

Nie cofniemy już przeszłości. Nadchodzą różne zmiany, życie zyskuje
inny smak, może jest trochę bardziej znośne, ale to wszystko. Tak
naprawdę pozostaliśmy tymi samymi ludźmi, którzy nie zapomną o tym, co
się stało i co ich poróżniło - a im usilniej będziemy sobie wmawiać,
że mogłoby być inaczej, tym bardziej zauważymy, jak iluzoryczne i
żałosne takie próby są. Nie proś o przebaczenie, bo go nie uzyskasz;
tak samo ja wiem, że mnie nie zaakceptujesz. Po prostu musisz z tym
żyć. Jedyne, co możemy to pomagać sobie tacy, jacy jesteśmy i jacy
umrzemy.

Jezus.

Lubię czytać Nowy Testament. Nie zastanawiam się wtedy nawet nad swoją
wiarą czy jej brakiem. Kiedy jest mi źle, chcę ponownie sięgać do
historii kogoś, kto wierzył w to, że jedna miłość potrafi wziąć na
siebie zło całego świata i je pokonać. Chcę wierzyć, na przekór
wątpliwościom dnia codziennego, że jest w nas coś dobrego, czego nie
będziemy w stanie się wyzbyć. Z drugiej strony, pełno jest takich,
którzy bawią się w zbawców świata i uważają, że mają gotową receptę na
wszystko. Przypominają mi o tobie. Czasami widzę cię jako
uzdrowiciela, który sam nie potrafi się uleczyć, a chciałby zmieniać
innych i posiadać monopol naprawdę. Ale to też chyba się nie zmieni...
Kończę. Zrobisz z tym listem, co będziesz chciał - pewnie jak
poprzednie znajdzie miejsce w kominku czy na śmietniku, ale może już
znudzi Ci się darcie kolejnych papierów na drobne strzępy. Wiesz, tak
sobie myślę, że można by z niego zlepić całkiem niezły kawałek. Taki
pełen żalu i pretensji, poprzecinany przez rany i blizny, pojednawczy
hymn ludzkości. Co ty na to? Na ślub się raczej nie nada...

P.S. Stłuczki zbliżają ludzi. Nawet, jeżeli kierowcy jadą w przeciwne strony.

Po przyjeździe do Etiopii nie przeżyłem żadnego szoku kulturowego. Zupełnie inaczej było po powrocie tutaj. Zacząłem zadawać sobie podstawowoe pytania dotyczące życia w Pierwszym Świecie przeciwstawionym Trzeciemu. Ludzie, których zostawiłem - Bono