U2

Bono (Paul Hewson)

Latem 1984 roku uległ namowom redakcji irlandzkiego pisma "Hot Press" i podczas pobytu w Nowym Jorku przeprowadził krótki wywiad z Bobem Dylanem i Vanem Morrisonem.

Rozmowa ta została oczywiście opublikowana, chociaż wcale na to nie zasługiwała. Bono zadawał swym adwersarzom pytania zbyt szczegółowe, albo przeciwnie - zbyt ogólnikowe. Nie potrafił nadać spotkaniu interesującej dramaturgii. Nie umiał nawet zredagować tekstu rozmowy, kiedy została ona już spisana z taśmy.


Opublikowany przez "Hot Press" wywiad jest zapisem chaotycznej dyskusji o roli producenta płytowego w studiu, o nowoczesnej technologii nagraniowej, o filmie "Monty Python And The Holy Grail" i o płycie "Shot Of Love" Dylana. Nikt z całej trójki - ani Dylan, ani Bono, ani Morrison - nia ma właściwie nic interesującego do powiedznia. Dylan na wszystko narzeka, Bono ciągle pyta, czy jest dobry w roli dziennikarza, a Morrison skwapliwie potakuje i jednemu i drugiemu. A jednak jest to wywiad interesujący. Jako szkic do portretu Bono, jednej z największych indywidualności w świecie rocka ostatnich dwudziestu lat. Świadectwo jego pokornej postawy wobec artystów, których uważa za mistrzów. Ale zarazem pychy.


Bono formułuje pytania, jakby był skromnym wielbicielem Dylana i Morrisona. Ale nie ma też skrupułów, by ich od czasu do czasu skarcić... Jawi się w tej rozmowie jako spadkobierca spuścizny wielkich rocka. Ich następca. Wielki następca.


Naprawdę nazywa się Paul Hewson. Urodził się 10 maja 1960 roku w Dublinie w rodzinie zwykłego urzędnika pocztowego. W szkole kierował amatorską grupą teatralną, zanim całkowicie pochłonęła go muzyka. Nie był twórcą grupy, ale w krótkim czasie wysunął się w niej na pierwszy plan. Narzucił kolegom styl pracy, podejmował wszystkie ważne decyzje, profilował repertuar. I - co ważne - został jako lider zaakceptowany.


To on sprawił, że grupa, która w okresie debiutu wykonywała błahe piosenki z list przebojów, zaczęła tworzyć własną muzykę o punkrockowej ekspresywności. Już w 1977 roku stworzył razem z The Edge'em zręby oryginalnego repertuaru U2, takie piosenki jak "Street Mission", "Life On A Distant Planet", "Cartoon World" i "So Sad". Układały się one w dwa cykle. Bohaterem pierwszego był Głupiec, drugiego - Chłopak. Tylko drugi doczekał się późnej wersji płytowej...


Na podstawie tekstów, które pisze, można sądzić, że jest człowiekiem głęboko religijnym. Żarliwie temu zaprzecza. Mówi: "Religia przeraża mnie. Musiałbym być głupcem, żeby nie widzieć, co czyniła z moim biednym krajem. Co uczyniła z ludźmi, wśród których żyję..."


Jest człowiekiem wielu pasji i zainteresowań. Podróźnikiem (np. w 1987 roku wyjechał z żoną Ali na kilka tygodni do Etiopii: aby lepiej poznać mieszkańców tego kraju, podjęli obije pracę w szpitalu...). Malarzem i fotografikiem. Dramaturgiem. Chociaż większość czasu poświęca U2, brał też udział w nagraniach m.in. Clannad i T-Bone'a Burnette'a. Razem z The Edge'em stworzył ilustrację dźwiękową do sztuki według Mechanicznej pomarańczy Burgessa.


Trudno sobie wyobrazić U2 bez któregokolwiek z czwórki muzyków, którzy tworzą grupę. Jedno jest pewne. Gdyby zabrakło Bono, na pewno nie byłoby U2.

 

(...) Bono - łagodny mężczyzna o melodyjnym głosie, strażnik wiecznie żywej idei wszechświatowego pokoju, dyplomata na międzynarodową skalę, piewca idei Amnesty International, kumpel samego Papieża.
Czego jak czego, ale temperamentu mu nie brak. Wie, że to niedobrze, ale niektórzy potrzebują takiego nakrętu. (...)

"Nie kierowaliśmy się wcale zasadą: "załóżmy zespół i nagrajmy parę dobrych numerów". Chodziło nam bardziej o przeżycie radości związanej z przebywaniem w zespole, którego czterech członków połączyła wspólna sprawa. - Adam