U2

U2

Przez długie lata na fali. Rock na najwyższym światowym poziomie poziomie. Od ponad dwudziestu lat niezmieniony skład. W tym czasie sprzedane grubo ponad 100 milionów płyt. Miliony fanów na całym świecie. I w ciąż wielkie nadzieje na przyszłość.

Samoloty, okręt i ty

Do prawdziwego U2 jeszcze długa droga. Na razie Larry nie wytrzymał, wyszedł na zewnątrz, przegonił panny i wreszcie będzie można spokojnie pogadać. Larry Mullen nie tego się spodziewał. Liczył że na jego anons wywieszony na szkolnej tablicy ogłoszeń w dublińskiej Mount Temple High School zareagują w miarę prawdziwi muzycy, a nie zgrają ignorantów z znikomym doświadczeniem. Czy sam entuzjazm wystarczy, żeby coś z tego wyszło? Larry mimo swoich czternastu lat, zdążył już pograć tu i tam. Teraz chciał założyć własną grupę. Z tym którzy przyszli na spotkanie w kuchni, tylko bracia Dave i Dik Evansowie umieli coś zagrać na gitarze, Adam Clayton miał trochę sprzętu. Pozostali - Peter Martin, Ivan McCormick i Paul Hewson - nie potrafili się wykazać podstawowymi umiejętnościami. Ten ostatni miał miał na tyle bezczelny sposób bycia, że niemal odrazu zaczął wodzić w grupie. Została mu jedynie posada wokalisty i z tego powodu poczuł się ważny, frontman numer jeden. Kuchenny band nazywał się "Feedback". "Sprężenie" zwrotne bo tak to wychodzi na polski o wiele lepiej brzmi po angielsku, ale nazwa ta nie świadczy o wyrafinowanym guście muzyków. Po półtora roku nazwa "Feedback" została oceniona krytycznie i zespół przemianowuje się w "The Hype", co z kolei jest właściwie plagiatem - tak nazywała się grupa Davida Boviego założona na przełomie lat 80' i 90'. Kariera "The Hype" trwała niecały miesiąc, to w tym czasie zespół osiąga pierwszy mały sukces. 17 Marca 1978 zespół wygrał przegląd talentów w Limerick - w nagrodę dostał 500 funtów i możliwość nagrania demo w Keystone Studios. Szansa została wykorzystana pod finalną nazwą U2. W grę wchodzi na przykład samolot szpiegowski, łódź podwodna i wreszcie sformułowanie "yoo too" - czyli pojawia się klimat wspólnoty. Świetna nazwa dla zespołu który chce walczyć o sukces. Powoli chłopaki zaczęli sobie dobierać ksywki. Do Paula przylgnęła ksywka Bonovox co w tłumaczeniu na łacinę brzmi całkiem nieźle ("czysty głos"). Dave przyjął już ostateczną ksywkę The Edge ("ostrze"). Inni członkowie pozostali przy własnych imionach.

Pierwsza demonstracja

O marcu ów...Ale się wtedy działo - dwie zmiany nazwy, zmiana składu, pożegnalny koncert "The Hype", a jednocześnie premiera U2. W połowie występu w Community Center w Howth Dik Evans schodzi ze sceny, żegna się z zespołem i publicznością. Dalej kapela gra we czwórkę. Bono(śpiew), The Edge(gitara), Adam Clayton(gitara basowa) i Larry Mulen(perkusja) - to już U2. Symboliczna scena, niezła dramaturgia. A w dodatku wszyscy są zadowoleni, bo Dik odszedł z własnej woli i odnajdzie się w Virgin Prunes. Kapeli której poczynań nie da się odnieść do sukcesów U2, ale która elegancko wpisała się w historię irlandzkiego rocka jako jedna z bardziej awangardowych i odjechanych, najśmielej eksperymentujących ekip(przestała istnieć w 1986roku). Prawie równo z narodzinami U2 zakończyła się edukacja Adama Claytona - został wywalony ze szkoły. Adam jest jednym z tych niebezpiecznie demoralizujących przykładów, które świadczą o tym, że i bez poważnego pobierania szkolnych nauk można w życiu osiągnąć coś wielkiego. Ale to się drogie dzieci rzadko zdarza. Claytonowi wyrzucenie wyszło na dobre - miał przez to większe ciśnienie do gry w zespole, widział w tym jedną szansę dla siebie, a że jednocześnie miał więcej czasu niż koledzy, zajął się sprawami organizacyjno-promocyjnymi. To dzięki determinacji Adama, dzięki jego ekspansywnym poczynaniom, w Keystone Studios, gdzie U2 nagrywali w nagrodę demo, zjawił się Bill Graham, wpływowy dziennikarz muzyczny zaczepiony w "Hot Press". Pomysł zaproszenia gościa był ryzykowny, bo na tamtym etapie U2 jeszcze nie byli w stanie nikogo powalić profesjonalizmem i perfekcjonizmem. To były ich pierwsze poważne nagrania, pierwsze studyjne doświadczenia. Na szczęście Graham umiał czytać między wierszami i starał się szukać pozytywów, zamiast czepiać się nierówno zagranych partii czy wpadek Bona. Uchem swym i okiem odkrył , że w koleżkach drzemie talent, a nawet przeciąga się, wstaje, zakłada kapcie i idzie myć zęby. Pewne niedociągnięcia były z miejsca zauważane ale Graham nie mógł oprzeć się wrażeniu, że ten zespół wie czego chce, że zdąża w dobrym i ciekawym kierunku, że prawdopodobnie osiągnie cel, bo tworzą go zaangażowani, oddani sprawie, pracowici ludzie. A przede wszystkim utalentowani i mający oryginalne pomysły. W "Hot Press" ukazał się całkiem sympatyczny artykuł - pierwsza publikacja na temat U2. Bono i koledzy zapewne wzięli nożyczki, po czym powiesili wycinki nad barłogami.

Deszcz meteorytów

Kasa lepiej się dzieli na czterech niż na pięciu - miał tłumaczyć menażer The Rolling Stones, pytany o to, dlaczego basista Darryl Jones nie jest regularnym członkiem zespołu. Do U2 ta zasada mogłaby mieć idealne zastosowanie - przecież Dik już sobie poszedł. Ale...Adam sam stwierdził, że jego zabawa w menażera nie może trwać wiecznie. Nie na tym polu chciał się realizować, a poza tym przydałby się kapeli ktoś z kontaktami, oblatany w branży. Ktoś kto pomógł by zespołowi wypłynąć z Dublina na szersze wody i w miarę możliwości zagwarantować, że zespół się nie utopi. Bill Graham polecił Adamowi niejakiego Paula McGuinessa, kumpla z czasów szkolnych. McGuinnes do tej pory zbierał doświadczenia głównie w branży filmowej, ale w muzycznych kręgach też był nieźle oblatany, chociażby jako menażer The Stranglers. A teraz chciałby się zająć jakąś młodszą dobrze się zapowiadającą kapelą. Wcale nie był przekonany że U2 właśnie tym zespołem. Ale spodobały mu się szczerość i entuzjazm chłopaków, a poza tym Graham mu ciągle marudził. McGuinnes zgodził się po obejrzeniu i wysłuchaniu U2 w Project Arts Centre w Dublinie. Było to w maju 1978. Oddanie się pod opiekę Paula McGuinessa szybko zaczęło przynosić efekty - na razie dość oczywiste. Już we wrześniu U2 otwiera koncert The Stranglers. W całym 1978 zagrali tylko 12 razy, z rzadka wyrywając się poza Dublin i okolice. Występ przed Stranglersami mógł się wydawać najważniejszy, ale napewno najszczęśliwszy nie był. Punkowa publiczność "nagrodziła " U2, obrzucając zespół gradem petów - skojarzenia z pięknym sierpniowym deszczem meteorytów są tu raczej nieuprawnione. Kiedy ponad rok później, w grudniu 1979, przychodzi czas na debiut w Londynie, rzeczywistość też okazuje się nieco dołująca. Bono w nielicznych wypowiedzeniach dla prasy sugerował, że przybyli podbić rynek - mieli już w rękach pierwszą płytkę U2-3 z piosenką Out Of Control w roli głównej nagraną dla irlandzkiego CBS. Zaistniała co prawda tylko w Irlandii, ale tam osiągnęła szczyty notowań. O Out Of Control Bono mówił : Zdajesz sobie sprawę że masz już 18 lat, a zarazem że w dwóch najważniejszych sprawach nie masz nic do gadania - ani w kwestii narodzin, ani w kwestii śmierci. W napisanym w 18 urodzin tekście Bono doszedł d wniosku, że nie miał kontroli nad losem, a snując w Londynie plany wyraźnie zapominał o tej konkluzji. Musiał się na dzień dobry pogodzić z tym że...przekręcano nazwę zespołu. Sprawa wydaje się niedorzeczna: jak można przekręcić nazwę, która składa się z dwóch znaków, jednej litery i jednej cyfry? Okazało się dla zblazowanych Angoli nie ma rzeczy niemożliwych. Na pierwszym koncercie występowali jako U2's, na drugim już jako V2. I nie wstrząsnęli Londynem.

Będziemy wielcy

Cała nadzieja a ojczystej Irlandii. W styczniu 1980 odsieczą okazało się zaproszenie do występu w Late Late Show, jednym z najpopularniejszych irlandzkich programów telewizyjnych. Udane przedsięwzięcie. kolejny zastrzyk wiary w siebie, U2 wraz z ogłoszeniem wyników dorocznego plebiscytu "Hot Press" - zwyciężyli w pięciu kategoriach, pokonując między innymi The Boomtown Rats i Thin Lizzy. Nieźle, jak na zespół bez albumu. Ale to się miało niebawem zmienić. Tymczasem nagrali drugi singiel, Another Day, który znów odniósł lokalny sukces i na pewno pomógł U2 w uczynieniu poważnego kroku na przód. Otóż w marcu 1980 roku zespół podpisał kontrakt z Island Records - na cztery płyty, cztery lata, z opcją przedłużenia. Debiutancki album mają przygotować w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy, ale celują już w jesień. Zanim wejdą do studia, wystąpią po raz pierwszy na dużym festiwalu - co prawda w rodzinnym Dublinie, ale piętnasto tysięczna publiczność i świadomość że gra się przed The Police może poprawić humor. Żadne pety - meteory nie lecą w ich kierunku.

Po latach słyszę na "Boy" trochę Banshees, trochę Bozzcocks, odrobinę The Skids i jednocześnie sporo naszych własnych, dziko oryginalnych pomysłów - zeznawał The Edge na łamach "Q". Wierzyliśmy, że odniesiemy ogromny sukces dużo, dużo wcześniej, niż niż mieliśmy prawo zacząć tak myśleć - to było dość szokujące podejście. Adam od samego początku nie miał cienia wątpliwości że będziemy wielcy...Boy, debiutancki album, ukazał się 20 października 1980. Z okładki spoglądał trochę smutnym, trochę naiwnym wzrokiem Peter Rowman, siedmioletni chłopiec wybrany przez zespół za symbol niewinności. Tylko w stanach Boy miał inną okładkę, bo firma Warner reprezentująca interesy U2 za Oceanem uznała, że jest to fotografia niebezpiecznie kontrowersyjna. Aż strach pomyśleć, co siedziało w głowach cenzorów z Warnera... Mały Rowan wylądował na okładce Boy nieprzypadkowo, bo nieprzypadkowa jest zbieżność nazwisk Paula Rowana i Dereka Rowana. Są braćmi, a ten drugi, starszy, był wokalistą wspomnianych wcześniej Virgin Prunes.

Na rynku brytyjskim debiut U2 wylądował całkiem przyzwoicie - 52 miejsce w rankingach to może nie jest powód do robienia Monte Carlo z szampana, ale wstydu nie ma. Zainteresowanie mediów nieco wzrosło - zespół wystąpił w rockowym programie telewizji BBG The Old Grey Whistle Test. W USA Boy ukazał się w marcu 1981 i szczytował, że tak powiem 63 pozycję, co też nie było porażką. Nad amerykańskim rynkiem U2 zaczęli pracować już w grudniu, dając kilka dobrze przyjętych koncertów na wschodnim wybrzeżu - na poważniejszą trasę przyszedł czas w nowym roku. U2 tłukli się od klubu do klubu po całych stanach, a że to kraj duży, był czas na inspirujące obserwacje i przemyślenia. Podróże się opłaciły - postęp można było łatwo zauważyć, licząc widzów na pierwszych i ostatnich koncertach trasy. Przyrost był kilkunastokrotny - od około trzystu osób na początku po ponad trzy tysiące na finiszu. Również we własnej okolicy U2 grali coraz lepsze, coraz większe koncerty, a przede wszystkim zabierali się już do pracy nad nowym materiałem.

Pierwszy raz w życiu

Przestrzeń, siła, nadzieja, świeżość... Kształtujący się coraz wyraźniej styl U2 był niczym jakieś luft-wunder-waffe. Śpiew Bono i gitara The Edga'a szybowały swobodnie i śmiało gdzieś w powietrzu, a na dole czekała mocna, dobrze zorganizowana baza zwiadowana przez Adama i Larry'ego. Może i żaden z muzyków U2 nie miał by szans błyśnięcia techniką na jakimś festiwalu jazzowym, ale na tym większy szacunek zasługuje fakt, że wyrobili sobie własny, charakterystyczny i oryginalny styl. Już w latach 80' muzycy na całym świecie używali wyrażeń typu "grać pod The Edge'a ", bębnienie Larry'ego też było rozpoznawalne. The Edge jest przykładem, jak wielką siłą może być prostota. Przecież nie wygrywał karkołomnych solówek, czym w owych czasach mógłby przecież zaimponować tłumom. Nie stosował nawet wielu skomplikowanych akordów - wręcz je upraszczał i co najwyżej łączył w sposób, który niejeden podręcznik uznał by za naganny.

Dla mnie wyzwaniem jest podarcie na strzępy przepisów gry na gitarze i powiedzenie sobie: OK, załóżmy, że to jest mój instrument i zastanówmy się, co mogę z nim zrobić takiego, czego nikt wcześniej nie zrobił - tak The Edge opisywał na łamach miesięcznika "Guitar Player" swoje podejście do grania. Za każdym razem, kiedy zaczynam pracować nad nowym utworem, natychmiast staram się wszystko zapomnieć, oczyścić głowę i ręce ze wszystkiego, co mogło by sprawić, że nowy numer stanie się podobny do jakiejś poprzedniej piosenki czy płyty. Staram się nakręcić na podejścia w stylu: biorę gitarę do ręki pierwszy raz w życiu - co mogę z nią zrobić? To sposób na przedstawienie się przez świadomość do pokładów podświadomości, gdzie czeka prawdziwa, wartościowa kreatywność. The Edge przede wszystkim od początku ostro atakował gitarę - subtelniejsze partie były tylko wyjątkowymi potwierdzeniami regułę. Skądś się wzięła jego ksywka widocznie The Edge ma nie tylko ostry kształt głowy, ale i charakter. Symptomatyczny jest też fakt, że dubliński dom gitarzysty ma kolor wściekle różowy. Taki wybór musi robić wrażenie nawet wśród mieszkańców Irlandii, słynących z upodobania do malowania swych domostw na mocne, żywe kolory. W końcu duże zachmurzenie nie należy tam do anomalii pogodowych, a w dodatku jesień idzie. Konkretnie październik...

October, drugi album U2, ukazał się w wiadomym miesiącu 1981roku. Słuchałem ostatnio tej płyty po dłuższej przerwie i trudno mi uwierzyć, że przyczyniłem się do jego powstania - recenzował Bono w jednym z wywiadów. To wielki album...Natomiast producent Steven Lillywhite przypominał dość trudne okoliczności w jakich rzecz powstała. Podczas amerykańskiej trasy Bono zgubił wszystkie swoje teksty napisane na October - mówił. Trasa była długa i intensywna, by nie zmarnować zainteresowania, jakim w stanach cieszyła się płyta Boy. Kiedy U2 wrócili do domu wyszło na to niemal z marszu, że mają wejść do studia. Tymczasem nic jeszcze nie było gotowe! u2 photos Widocznie U2 służy praca pod ciśnieniem... Lillywhite podał dość grzeczną wersją wydarzeń. Wieść niesie, że teksty bezczelnie ukradły trzy groupies, które trafiły do garderoby muzyków po koncercie w Portland...

Dzień i noc z Wałęsą

W Wielkiej Brytanii October trafia na 11 miejsce listy bestsellerów, a singiel Fire plasuje się na 35 pozycji. Kolejna piosenka singlowa, Gloria nie szybuje tal wysoko, ale zato na długie lata wejdzie do obowiązkowego repertuaru koncertowego U2. Wszystko idzie jak trzeba, czyli w górę. Powodem do zadowolenia jest również także samodzielny występ w styczniu 1982 w Dublinie - o tyle wyjątkowy, że bilety kupiło aż 5000 fanów. Pod koniec stycznia właśnie zaczyna się trasa po Irlandii, potem zespół znów leci do stanów, gdzie w lutym, marcu i kwietniu właściwie dzień po dniu gra koncerty - to musiała być mordercza jazda. Latem U2 obstawia Europę, występuje na kilku dużych festiwalach. A zaraz potem znowu do studia - w sierpniu 1982 i znowu w Dublinie. Zimna wojna trwa w najlepsze, mamy tu Thatcher i Regana, tam ZSRR, jest Solidarność, będzie stan wojenny, jest konflikt w Nikaragui, który ze wzglądu na nieoficjalne zaangażowanie mocarstw nabiera wymiaru międzynarodowego, jest może niezbyt duża, ale ważna wojna o Falkladny... A przede wszystkim chodzi o wojnę przeciwko temu, co się słusznie nie podoba Bono, jego kolegom i podobnie myślącym ludziom. W The Refugee Bono poruszy temat emigrantów, który dotyczy przecież nie tylko uciekinierów z krajów trzeciego świata, ale także rodaków U2 - w Stanach Bono miał szansę przyjrzeć się temu problemowi. Dla nas szczególnie istotny jest New Years Day inspirowany postacią i działalnością Lecha Wałęsy i Solidarności. Ten jak i wiele innych tekstów, jest jednak mocno metaforyczny. Na płytce znajdzie się także miejsce na bardziej osobiste refleksje - Two Hearst As One ma bezpośredni związek z niejaką Ali która 21 sierpnia stanęła z Bono na ślubnym kobiercu.

Chmury na krwistoczerwonym niebie

Nowy rok 1983 zaczął się nadzwyczaj pomyślnie. Singiel - nomen omen - New Year's Day zawędrował na 10 miejsce w Wielkiej Brytanii, a w lutym album War na pierwsze! Tym samym ustawił standard, który będzie obowiązywał przez długie lata. W stanach nastąpił ogromny skok w notowaniach - 12 pozycja. Do sukcesu na wyspach na pewno przyczyniła się trasa koncertowa zorganizowana jeszcze przed wydaniem War. Jeżdżąc w grudniu 1982 po Szkocji, Anglii, a także kilku krajach na starym kontynencie zespół najwidoczniej zdołał podgrzać atmosferę wokół War, zanim jeszcze wybuchła. Okazuje się że schemat, najpierw "płyta potem trasa" opłaca się czasem przestawić. A i tak w marcu chłopaki poprawili, znów atakując Szkocję i Anglię, tym razem na większą skalę. Chcąc podbić jak najwięcej serc, U2 dobrowolnie wpakowali się w kieracik trasa-płyta-trasa-płyta. Bono nawet na miesiąc miodowy mógł poświęcić tylko parę dni. Wiosną stany, latem festiwale, jesienią po raz pierwszy Japonia - dla krajów kwitnącej wiśni rockowe nadal były zjawiskiem egzotycznym. Grzeczni japończycy jeszcze nie przesiąknęli jazdami subkulturowymi. Współpraca publiczności z U2 sprowadzała się do układnego klaskania. Tymczasem jak powinien wyglądać prwadziwy koncert cały świat mógł zobaczyć już w listopadzie 1983, gdy ukazał się pierwszy materiał U2 na żywo, Under A Blood Red Sky - na mini albumie i video. Można było sobie obejrzeć świetny show z Denwer, który o mało co nie został odwołany za względu na deszcz, który sprawiał wrażenie początku potopu. Tytuł Under A Blood Red Sky to wers z New Year's Day - gdy Bono w Denver zaśpiewał tę piosenkę, zmienił słowa na Under A Thunder Cloud And Rain, nawiązując w ten sposób do warunków atmosferycznych. Ale po burzy przychodzi spokój - przez pierwsze miesiące 1984 wokół U2 panowała względna cisza. W końcu kiedyś trzeba odpocząć.


Dumna budowla

Dźwięki, które The Edge zwykł wydobywać ze swej gitary, niektórych recenzantów pobudzały do metafor architektonicznych - ten i ów wspominał o strzelistych katedrach. Wiadomo, że takie miejsca mają swój niesamowity klimat, potrafią być inspirujące. Wojna, którą toczyło U2, była wymierzona także przeciwko muzycznej sztampie, komercji, przeciwko nie zawsze gustownym propozycjom muzycznym z początku lat 80'. Jeśli chcesz walczyć ze sztampą, zacznij od siebie, daj dobry przykład - po nagraniu trzech albumów przyszedł czas na zmiany. Bono, The Edge, Adam i Larry nie byli zainteresowani zmianami składu swego własnego zespołu, ale już producenta Stevena Lilliwithe'a nie namawiali na siłę do dalszej współpracy. Świeża krew nie zaszkodzi - padło na Briana Eno, z czego nie bardzo się cieszyli ludzie z firmy płytowej, gdyż Eno jawił im się jako osobnik nieprzewidywalny i w dodatku nie bardzo pasujący do gitarowej przecież muzyki U2, oraz Daniela Lonoisa. Eno zaczął od mocnego akcentu, namawiając zespół do nagrywania w starym zamku Slane, który należał do Lorda Henry'ego Mountcharlesa. Konieczne było zorganizowanie przenośnego studia. Zamek zapewnił niezapomniane wrażenia - wspaniałą atmosferę i przerwy w dostawie prądu. Ale nie ma co się zrażać drobiazgami. Końcówka prac nad albumem The Unforgettable Fire zrobiła się nerwowa z innego powodu - Bono nie wyrabiał się z tekstami a koncerty kolejnej trasy były już zakontraktowane. Wszystko udało się na styk - zespół nie miał nawet czasu na próby, dzięki którym mógłby się przygotować na granie nowych utworów na żywo. Bo trzeba było lecieć - i to daleko bo do Nowej Zelandii, potem do Australii. Wrócą do Europy dopiero w październiku i po to by też grać dalej - Francja, Belgia, Holandia i Wreszcie Wyspy Brytyjskie. A tam byli na Antypodach, Pride, pierwszy singiel z nowego albumu, piął się w górę jak szalony, by zatrzymać się na trzecim miejscu listy - najwyżej ze wszystkich dotychczasowych singli U2.

Pride(In The Name Of Love) to piosenka, do napisania której zainspirowała Bona postać Martina Luthera Kinga. Dla wokalisty był on symbolem walki o prawa człowieka, bez uciekania się do przemocy, walki w imieniu miłości, a nie w imieniu prawa. Znów kłaniają się inspiracje zebrane podczas amerykańskich tras - podobno wielkie wrażenie zrobiła na zespole wizyta w Muzeum Pokoju w Chicago, gdzie Lutherowi została poświęcona spora ekspozycja. W sumie dość szczęśliwie się złożyło, że Pride, utwór o tak szlachetnym przesłaniu, był jednocześnie trafiony pod względem komercyjnym, idealnie nadawał się na przebój. Swoją drogą tekst sugerował sposób rozwiązywania problemów w ojczystej Irlandii.

Sam album The Unforgettable Fire wspiął się w notowaniach po obu stronach Oceanu równie wysoko co War. Na początku 1985 nakład płyty przekroczy magiczną granicę - milion sprzedanych egzemplarzy. Choć jest połowa dekady, magazyn "Rolling Stone" ogłosi U2 zespołem lat 80'. Czyli znów sukces, choć w niektórych wywiadach Bono ostrzegał, że reszta materiału z The Unforgettable Fire nie jest tak łatwo przyswajalna jak Pride. Nie strzelił tym sobie samobója - ludziom się podobało, a singiel z tytułowym kawałkiem uplasował się w Wielkiej Brytanii na 6 miejscu. Album na rynku pojawił się tradycyjnie w październiku, choć to nie jest tradycja, której U2 będzie się trzymać kurczowo. W listopadzie zespół weźmie natomiast udział w pierwszej spektakularnej akcji charytatywnej - przywiązanie do takich przedsięwzięć wejdzie chłopakom dużo bardziej w krew niż październikowe premiery.

Kto wie?

Do They Now It's Christmas?, utwór nagrany przez Band Aid złożony z wielu sławnych muzyków. Inicjatywa Boba Geldofa i Midge'a Ure'a to taki ruch oddolny w odpowiedzi na bezczynność polityków w kwestii rozwiązania olbrzymiego problemu głodu w Afryce. My tu przygotowujemy się do świąt, pełen wypas, kasa leje się strumieniami, a w Etiopii miliony ludzi umierają z głodu. Efekt akcji przeszedł najśmielsze oczekiwania - dzięki sprzedaży singla Do They Now It's Christmas? (oczywiście szczytował na liście) uzyskano 8 milionów funtów które, zostały przeznaczone na pomoc głodującym w Afryce. To osiągnięcie za kilka miesięcy, w lipcu 1985 zostanie przebite dużo większą imprezą. Dla U2 występ na Wembley to piękny gest i wspaniała szansa (wszyscy artyści którzy wystąpili grali za friko). Brali udział w przedsięwzięciu w którym udało się zebrać 60 milionów funtów na pomoc ludziom z krajów Trzeciego Świata, imprezie, która doskonale korelowała z ideałami zespołu, a jednocześnie - taka prawda - wypromowała muzykę U2 na niespotykaną dotąd skalę. A jednak Bono schodząc ze sceny był trochę wkurzony - nie zdążyli zagrać Pride, bo przedłużył się inny utwór, podczas którego wokalista uparł się wyciągnąć z publiczności partnerkę do tańca...

Live Aid to tylko i aż jeden koncert - U2 znów intensywnie podróżują po Stanach, potem Europa. Ładnych parędziesiąt występów. Czas na odpoczynek Bono też wykorzystuje dość pracowicie. We wrześniu z żoną Ali pojechał do...Etiopii, by na własne oczy przekonać się, jaką skalę mają problemy tego kraju i co daje pomoc, której w jakiejś części sam udzielił. W pewnej górskiej miejscowości został zorganizowany konkurs edukacyjny - sprytną metodą przedstawień oceniających się o pantomimę oświecano ludność w temacie zdrowia, higieny i co - jeszcze bardziej praktyczne - rolnictwa. Obraz Etiopii smutno kontrastował z takimi miejscami w Afryce jak Sun City w RPA - apartheidowa oaza rozrywki i luksusu. Bono wziął udział w nagraniu charytatywnego singla Sun City, z którego dochód trafił na konto fundacji Artits United Against Apartheid. W tym okresie U2 wyraźnie skupiają się na działalności charytatywnej i uświadamianiu zachodnim społeczeństwom wagi problemów, które są dalej niż czubek nosa.

W styczniu 1986 wychodzi pierwszy numer pisma "Propaganda" - raczej nieregularnika niż kwartalnika, który ukazuje się do dziś u jest - że tak powiem - organem U2. Źródłem wiadomości o zespole i sprawach, które go interesują. W pierwszym numerze była między innymi wzmianka o nowych kontraktach podpisywanych przez Mother Records - firmę płytową założoną przez muzyków z myślą o pomocy w karierze młodym kapelom. To też swego rodzaju działalność charytatywna, ale w kolejce czekają przedsięwzięcia większego kalibru - Self Aid, jedyny europejski występ U2 w 1986 roku. Wielka, festiwalowa impreza w Dublinie, transmitowana przez radio i telewizję. Celem Self Aid - jak sama nazwa wskazuje była pomoc w rozwiązaniu wewnętrznych problemów Irlandii, przede wszystkim kwestii bezrobocia. Dzięki imprezie pracę natychmiast znalazło prawie półtora tysiąca bezrobotnych, zebrano też pokaźną sumę pieniędzy. Potem w czerwcu U2 wyrusza do Stanów, by wziąć udział w Conspiracy Of Hope Tour, organizowanym z okazji 25-lecia istnienia Amnesty International. Obecność za Oceanem Bono wykorzystał do złożenia wizyty w Nikaragui, gdzie od 1979 trwa wojna domowa po obaleniu przez Sandinistów reżimu Somozy.

Nie mam pojęcia, co będzie dalej, właśnie to jest wspaniałe, że będąc w U2 nigdy nie wiem, co się wydarzy. Po rostu musimy mieć chęć do pracy, jeżeli my będziecmy chcieli pracować, ludzie będą chcieli nas słuchać - Bono