10:55 2 Wrz '07

Nowe DVD U2: przeczytaj tekst z książeczki

7 września ukaże się nowe DVD U2 zawierające zapis show z trasy PopMart...

"Popmart - Live From Mexico City" to zapis koncertu, który odbył się w Foro Sol Autodromo w Mexico City, 3 grudnia 1997 roku. Całość wyreżyserował David Millet. Materiał ten był wcześniej dostępny jedynie w formacie VHS. Teraz PopMart, z licznymi niespodziankami i niepublikowanymi materiałami, ukaże się w formacie DVD.

W książeczce dołączonej do płyty będzie można przeczytać następujący tekst:

"W pochwale PopMartu

Jest taki dobrze udokumentowany, psychologiczny stan zwany 'syndromem majestatycznego łabędzia'. Osobnik nań cierpiący unosi się na wodzie niewzruszony i pewny siebie. Pod wodą zaś przebiera w panice płetwami, rozpaczliwie próbując utrzymać się na powierzchni.

Tak właśnie - pomimo statusu jednej z najlepszych kapel rockowych, czuli się muzycy U2 25 kwietnia 1997r. Dopiero co skończyli nagrywanie świetnego i odważnego zarazem albumu Pop oraz przygotowania do najeżonej onieśmielającymi technologicznymi sztuczkami 9-miesięcznej trasy koncertowej.

A wszystko to, żeby przyćmić trasę Zoo TV z 1992-93, najbardziej do tej pory spektakularne widowisko rockowe. Wydawać by się mogło, że pod względem produkcji scenicznej, wspieranej przez samego Willie'go Williamsa, już więcej osiągnąć się nie da.

Ekran o wymiarach 52 na 17 metrów i rozdzielczości 150 tysięcy pikseli plujący technikolorem, znajdziemy tu i Andy'ego Warhola, i Roy'a Lichtensteina i gigantyczną tancerkę brzucha. Trzydziestometrowa koktajlowa wykałaczka z nadzianą na nią olbrzymich rozmiarów oliwką. Piętnastometrowa cytryna i dyskotekowa kula w jednym. A nad tym wszystkim złota parabola z rzucającym się w oczy wózkiem na zakupy. Pop wyśmiewał globalną kulturę konsumpcyjną, jednocześnie się nad nią zastanawiając. Kolory, atmosfera i euforyczny blask pasowały do dźwiękowej architektury albumu, do jego nowatorskiej eksploracji kultury muzyki dance, funk, disco i house, i zdawało się, że jest to odpowiedź na dręczące muzyków pytanie: jak U2 może po raz kolejny zaistnieć na tak olbrzymią skalę na stadionach, bez jednoczesnego zbyt poważnego podejścia do samych siebie. Bono komentował entuzjastycznie: >>Chcemy zaskoczyć nie tylko innych, ale przede wszystkim samych siebie<<.

Tak też się stało, ale czy historyczny przekaz U2 - ten płynący z głębi serca, uczciwy, poważny - zdołał się przedrzeć przez krzykliwą strukturę PopMartu? No i jakie to wszystko miało szanse powodzenia? Ale powróćmy do 25 kwietnia 1997r., stadion Sam Boyd w Las Vegas.

>>Dokładnie pamiętam, jak się wtedy czułem<< - opowiada flegmatyczny zazwyczaj Adam Clayton. >>Otwierałem koncert utworem Mofo, strasznie się bałem. Byłem zlany potem. Czułem się tak, jakby ciało odmawiało mi posłuszeństwa... Cały pierwszy tydzień był taki, każda noc.<<

Pod powierzchnią wody młóciły płetwy. U2 działało bez żadnego zabezpieczenia, a pomimo tego w recenzjach nawet dzisiaj (Spin, Rolling Stone, LA Times) - poza odnotowaniem kilku potknięć w Staring At The Sun - znajdujemy ten sam co zwykle podziw. Muzycy U2 podjęli ryzyko i trafili w dziesiątkę, po nierównym początku szybko nauczyli się czerpać radość z nowego projektu. Zanim 3 grudnia 1997 r. dotarli na scenę Foro Sol Autodromo w Meksyku, na występ uwieczniony na niniejszym DVD, zdołali już objechać całą Europę i Amerykę Północną. Najważniejszy być może był koncert w zniszczonym przez wojnę Sarajewie, którym muzycy udowodnili, że wszelkie niuanse ironii i pop kultury zawarte w najnowszym albumie nie tylko nie zniszczyły, ale wręcz wzbogaciły to co U2 robi najlepiej.

Momentami koncert zarejestrowany w Meksyku dosłownie zapiera dech w piersiach. Pojawiają się muzycy, eskortowani niczym bokserzy przez śmiertelnie wystraszoną ochronę (dzień wcześniej odnotowano problemy z polityczną dynastią). Rozbrzmiewa elektryzujący, oszalały remiks Pop Muzik. Jak zwykle bezpośredni Bono krzyczy "Muchos huevos" i łapie się za krocze. Wyśmienite modyfikacje znanych piosenek - pocięta, lekka wersja Even Better Than The Real Thing; Happy Mondays wmiksowany w Hold Me, Thrill Me, Kiss Me, Kill Me. Kunsztowna solowa interpretacja Sunday Bloody Sunday w wykonaniu Edge'a, pozbawiona dwuznacznej agresywnej męskości. Rewelacyjne Where The Streets Have No Name. Tłum zaczyna śpiewać refren Pride (In The Name Of Love) i oczy Bono wilgotnieją.

No i oczywiście chwila, którą pamięta każdy, kto dostąpił szczęścia zobaczenia U2 pomiędzy kwietniem '97 a marcem '98 - mieniąca się cytryna, z której niczym z kosmicznej kapsuły wyłania się kwartet, aby zagrać na bis piosenkę Discotheque. Cytryna, The Lemon, będąca ukłonem w stronę Spinal Tap, lekkim żartem i szokującym coup de théâtre w jednym, weszła do historii rocka tak jak Stonehenge Black Sabbath czy nadmuchiwany penis Stonesów. A jeśli zastanawialiście się gdzie cytryna znajduje się teraz, Edge uchyla rąbka tajemnicy...

>>Sprawą cytryny zajmuje się nasz menedżer<< - mówi. >>Próbował nawet sprzedać cytrynę do Hard Rock Hotel w Las Vegas. Pasowałaby idealnie. Jako pojazd ma swoje ograniczenia, do pracy i z powrotem pewnie by się nie sprawdziła. Ale byłaby wspaniałym barem koktajlowym<<.

Godny koniec ikony o odurzających mocach".

  • jedrzej (źródło: onet.pl, onet.pl)

Dodaj komentarz Wymaga loginu/hasła u2forums.com. Nie masz konta? Zarejestruj się.

Komentarze (0) Strona 1

    Newsletter

    Dodaj Usuń 

    Artykuły

    więcej

    Najczęściej komentowane

    "Było to uznanie "Solidarności"... chcieliśmy po prostu powiedzieć, że bez względu na to, jak bardzo ludzie się starają, by zmienić panującą sytuację, na początku każdego nowego roku wszystko pozostaje mniej więcej takie samo - Adam