08:22 12 Cze '07

Bono poleca: Czy gwiazdy rocka mogą zmienić świat?

Główny tekst specjalnego numeru Independent, redagowanego przez wokalistę U2

Czy sławni ludzie są na tyle władni, by dokonywać zmian? Według Bono - nie. I wiele osób się z nim zgadza. Nawet ci, którym najbardziej zależy na zmienianiu świata. A może szczególnie oni.

Ale przecież Live8 i Make Poverty History zorganizowano w oparciu o popularność gwiazd?

Po tym, jak przywódcy bogatego świata wystosowali swój komunikat na szczycie w Gleneagles, zrobiła się awantura. Kumi Naidoo, szef Global Call to Action Against Poverty (międzynarodowa kampania, której Make Poverty History było tylko brytyjską filią), podczas konferencji prasowej wyraził swoje niezadowolenie. W kampanii wzięło udział około 157 milionów ludzi w 75 krajach na całym świecie. Do tego dodajmy 3,8 miliarda osób, które w takim czy innym momencie słuchali któregoś z 10 koncertów Live8. I 38 milionów podpisanych pod petycją Live8, którą Bono i Bob Geldof wręczyli przywódcom G8 w przededniu Gleneagles. - Ludzie krzyczą - mówił Kumi - a w odpowiedzi przywódcy bogatego świata zaledwie szepczą.

Geldofa to zirytowało. Rzecz jasna, G8 nie dostarczyło wszystkiego, czego biedni na całym świecie potrzebują. Ale jego uczestnicy przyrzekli co roku podwajać pomoc, z której połowa ma być przeznaczana dla Afryki. Anulowali 100 procent wielostronnego zadłużenia kontynentu. Po raz pierwszy zgodzili się, że kraje rozwijające się powinny integrować się z globalnym rynkiem w tempie, które odpowiada im, a nie krajom bogatym. I zaaprobowali ponad 50 z 980 rekomendacji Komisji na rzecz Afryki, nad czym Geldof pracował przez cały poprzedni rok. Daleko temu do ideału, ale stanowiło dramatyczny krok naprzód, który wypadałoby docenić, zanim poprosi się o jeszcze. - Nieuznanie tego jest kompletnym skandalem - uważa Geldof. (...)

Czyli to aktywiści zmieniają świat?

Do pewnego stopnia. W ostatnim roku można było obserwować najżywsze w historii protesty przeciwko zaniedbywaniu Afryki. W Wielkiej Brytanii akcja nabrała ogromnego rozmachu, agencje zajmujące się pomocą, kościoły, związki zawodowe, zrzeszenia studentów i inne grupy stworzyły imponującą koalicję, domagając się działań. Wywarło to wpływ na Tony'ego Blaira i Gordona Browna, którzy - trzeba to przyznać - przychylnie odnieśli się do zmian. Z pewnością świadomość, że jest w kraju poważny elektorat gotowy ich nagrodzić za działanie w sprawie Afryki, nie zaszkodziła. Ale też nie wystarczyła. Geldof założył, że siła przekonywania Komisji na rzecz Afryki i głęboka analiza ekonomiczna, na której jej argumenty były oparte, w połączeniu z imponującym poparciem społecznym, wystarczą. Kłopot w tym, że nie napotkały na stosowny oddźwięk zagranicą. Grupy prowadzące kampanie w Niemczech, Francji, Japonii i - co szczególnie ważne - w Stanach Zjednoczonych, nie były nawet w przybliżeniu równie wpływowe. (...)

W takim razie, jakim cudem udało się tak wiele osiągnąć?

Kiedy Bob Geldof w końcu zorientował się, że polityczni przywódcy reszty świata nie działali pod taką presją społeczną, jak Blair i Brown, przystał na propozycję Bono, by zrobić powtórkę z Live Aid. Dopiero po ujawnieniu szczegółów koncertu Live8 odbywającego się na własnym podwórku każdego z przywódców grupy G8, atmosfera w kuluarach Gleneagles zaczęła się zmieniać. Nagle urzędnicy przygotowujący dokumentację dla szczytu zaczęli kłaść na stoły rzeczy, o których wcześniej nie chcieli nawet myśleć. To wtedy pojawiły się zobowiązania znacznego zwiększenia pomocy i wtedy uzgodniono anulowanie zadłużenia.

Czyli to politycy zmieniają świat?

Nie całkiem. Pozostawieni samym sobie, robią najmniej, jak tylko się da. Relacje między Afryką a krajami rozwiniętymi to historia nieustannie rozbudzanych i niweczonych nadziei, łamanych obietnic i marnowanych szans. Przyrzeczenia "edukacji dla wszystkich" okazały się płonne, podobnie jak zobowiązania dotyczące HIV i AIDS. Inicjatywy zmierzające do ograniczenia korupcji pozostały nieratyfikowane i niezrealizowane. Po każdej nowej potwornej tragedii świat mówi "nigdy więcej", ale jego politycy patrzą przez palce na handel bronią. Programy anulowania zadłużenia obwarowuje się warunkami nie do spełnienia. Bogate kraje są pełne dobrych chęci w czasie międzynarodowych konferencji, ale potem dochodzą do wniosku, że obietnice albo terminy ich realizacji były nierealistyczne. Cele są wyznaczane, zmieniane, znowu przedefiniowywane, a w końcu bogaty świat robi tylko tyle, żeby ograniczyć rozmiary własnej porażki. Lista poronionych przedsięwzięć przywódców bogatego świata budzi zażenowanie. Bez impulsu ze strony bojowników i aktywistów niewiele by się działo.

Ale jest coś jeszcze. Podczas potwornego głodu w Etiopii w latach 1984-85 polityką rozwoju w Wielkiej Brytanii zajmował się minister, którego ranga była niższa nawet od statusu tego biednego frajera, któremu wciśnięto Irlandię Północną. To wtedy Live Aid obudziło sumienia nowego pokolenia. Koncert można było obejrzeć na ekranach 98 procent telewizorów na świecie. Wśród fanów słuchających Queen i Status Quo, byli dwaj młodzi ludzie, Tony Blair i Gordon Brown. Byli dziećmi Live Aid, a ich sumienia zostały naznaczone w sposób, którego nie mogli zignorować, kiedy dziesiątki lat później stali się, odpowiednio - premierem i ministrem skarbu.
W takim razie gwiazdy rocka zmieniają jednak świat?

No dobra. Ale z pomocą przyjaciół, w tym nas wszystkich: fanów, aktywistów, polityków, a ostatnio także konsumentów (czemu dowodzi projekt "RED" - 16.05.06. "The Independent", redagowany przez Bono, ukazał się w specjalnej, czerwonej szacie; połowa pieniędzy ze sprzedaży nakładu ma trafić na konto fundacji Product RED).

- Sława jest śmieszna - mówi Bono - ale to kapitał i chcę swoim mądrze dysponować - dodaje. Kto zmienia świat? My wszyscy. Bo każdy z nas, na swój sposób, ma do rozporządzenia własny kapitał. I musimy mądrze go wydawać.

Czy sława zapewnia jakikolwiek realny wpływ polityczny?

Tak...

* Wykorzystując swoją sławę, muzycy rokowi albo gwiazdy filmowe mogą podnosić poziom społecznej świadomości w takich kwestiach, jak głód w Etiopii czy konflikt w Darfurze.
* Politycy zawsze zauważają, kiedy ktoś sławny angażuje się w kampanię i zawstydza ich, nakłaniając do działania.
* Udział sławnych ludzi może sprawić, że kampanie staną się modne, że nabiorą rozmachu, którego organizacje pozarządowe nie zdołałyby osiągnąć

Nie...

* Mimo udziału tak wielu wielkich gwiazd, według niektórych aktywistów polityczne efekty Live8 były niezadowalające.
* Organizacje pozarządowe, kościoły, zrzeszenia studentów i inne grupy, mogą odnosić równe, jeśli nie większe sukcesy w skutecznym przekazywaniu politycznych komunikatów i piętnowaniu niesprawiedliwości.
* Nic nie dojdzie do skutku, jeśli politycy nie będą podejmować właściwych decyzji.

  • jedrzej (źródło: Paul Vallely, The Independent)

Dodaj komentarz Wymaga loginu/hasła u2forums.com. Nie masz konta? Zarejestruj się.

Komentarze (0) Strona 1

    Newsletter

    Dodaj Usuń 

    Artykuły

    więcej

    Najczęściej komentowane

    "Nie kierowaliśmy się wcale zasadą: "załóżmy zespół i nagrajmy parę dobrych numerów". Chodziło nam bardziej o przeżycie radości związanej z przebywaniem w zespole, którego czterech członków połączyła wspólna sprawa. - Adam