09:24 2 Lut '07

Bono otwiera okno w niebie - Kto jest kim w nowym teledysku U2

W niesamowitym klipie do piosenki U2 "Window In the Skies" ("Okno w niebie"), Elvis Presley, Johnny Cash, Billie Holiday, Marvin Gaye oraz półnagi Iggy Pop wyręczają Bono w śpiewaniu słów piosenki.

Zamiast grającego na gitarze Edge'a zobaczymy Jimiego Hendrixa, Kurta Cobaina, Elvisa Costello i bardzo młodego Keitha Richardsa - z czasów, kiedy wyglądał jak sobowtór George'a Harrisona.

I - co powiecie na to? - na fortepianie gra Vladimir Horowitz. A na basie ten śmieszny gość z Wilco! A zwariowany Keith Moon na perkusji!

A to wszystko dzięki magii... umów wyrażających zgodę na wykorzystanie wizerunku.

"Window In the Skies" to prawdziwe cudo montażu, złożone z około 100 fragmentów archiwalnych filmów, przedstawiających muzyków grających koncerty. Wszystko zostało zmontowane tak przemyślnie, że ruchy ust artystów idealnie pasują do tekstu U2, a ich gesty - do muzyki. Nawet Frank Sinatra sprawnie dyryguje piosenką pod koniec teledysku.

To tryumf postmodernistycznej rekonstrukcji, trwający cztery minuty i 19 sekund hołd złożony najbardziej kochanym postaciom muzyki popularnej. Takim, które wywarły na nią największy wpływ.

Niech inne, pomniejsze zespoły zapraszają do teledysków swoich mniej znanych przyjaciół! U2 zaprosiło na swoją imprezę wszystkich największych - i prawie nikt nie odmówił przybycia: jest i Ray Charles, i Joe Strummer, jest Smokey Robinson, Patti Smith, Jerry Lee Lewis, Robert Plant, Ronnie Spector, Roy Orbison. Pojawiło się też kilku słynnych "nowych" - od rapera Kanye Westa po kanadyjski zespół Arcade Fire.

- Chcieliśmy uczcić tych wielkich artystów - mówi Gary Koepke, reżyser klipu. - Grali muzykę przez wiele lat, dążyli do wielkości. Chcieliśmy oddać hołd im i ich pasji. Ten klip po prostu musiał zostać zrobiony. Właściwie to sam się zrobił.

No, niezupełnie. Praca nad tym niezwykłym klipem zajęła aż trzy miesiące - i bardzo wiele godzin. Teledysk został hitem YouTube i VH1, stał się też przyczynkiem do niekończących się dyskusji na forach internetowych. Fani spierają się o to, kto i w którym momencie pojawia się w teledysku (to Lou Reed, nie Jim Morrison, jest w 44. sekundzie; Beyonce, nie Britney Spears w 1:47. Lista wszystkich artystów może się wkrótce pojawić na stronach U2).

Koepke pilnował tworzenia ogólnej koncepcji klipu, ale najżmudniejszą pracę zostawił innym - byli wśród nich trzej młodzi montażyści: jego syn, Max, David Brodie i Julian Wadsworth.

- Mają po dwadzieścia parę lat, kochają muzykę i w pełni zaangażowali się w ten projekt. Gdybym poszedł do kogoś w swoim wieku, dobrze po czterdziestce, pewnie żachnąłby się tylko i powiedział, że zwariowałem. To młody duch naprawdę pociągnął całą sprawę.

Przed pracą nad "Window in the Skies" Koepke zrobił dokładnie jeden teledysk ("Slow Burn" Davida Bowiego). Pracuje w przemyśle reklamowym, jest współzałożycielem Modernista!, agencji działającej w Bostonie. W zeszłym roku Modernista! połączyła siły z Bobbym Shriverem i samozwańczym zbawicielem świata, Bono, w akcji "Choose Red" ("Wybierz czerwień"), inicjatywie zbierającej fundusze na rzecz ofiar AIDS w Afryce.

Koepke mówi, że wszystko zaczęło się tak naprawdę kręcić w momencie, gdy Bono zaprezentował mu nową piosenkę U2, która miała trafić na płytę z największymi hitami zespołu.

- Prawdopodobnie każdy ma swoją własną interpretację tego utworu - mówi reżyser. - Ale według mnie, mówi on o czasie i o potędze miłości.

I w jakiś sposób ta właśnie interpretacja naprowadziła go na pomysł z montażem... muzyków.

W rezultacie, w teledysku pojawiają się fragmenty 137 klipów, wśród których znalazły się też ujęcia tłumów, w których - przez krótkie momenty można się dopatrzeć członków U2. Są zdjęcia ludzi w tańcu, całujących się par, rozkwitających kwiatów - i wreszcie to, co Koepke określa mianem "ujęcia za kupę kasy" - wybuch atomowy zmieniający się w zachód słońca. Najważniejsze jednak - są gwiazdy, których obecność dominuje cały teledysk.

Wszystko to było możliwe trochę dzięki pracy Bruce'a Connera (tego od znalezionych materiałów filmowych do "A Movie"), trochę Christiana Marclaya (tego od multimedialnych prezentacji) - a przede wszystkim dzięki Jeffowi Estowowi. Jeff jest członkiem zarządu Modernista!, spędził więc niezliczone godziny negocjując umowy licencyjne na wykorzystanie archiwalnych zdjęć, lub usiłując sprawić, by można było wykorzystać wizerunek poszczególnych gwiazd.

By przekonać przedstawicieli kolejnych znakomitości do wyrażenia zgody, Estow tłumaczył, że klip będzie "zrobiony w bardzo dobrym guście i będzie hołdem, złożonym artystom z różnych epok i reprezentującym różne gatunki muzyczne. Wszystkim, którzy stanowią inspirację dla U2".

Prawnik Sinatry podpisał kontrakt niemal natychmiast (nie zaszkodziło też to, że Bono nagrywał z Sinatrą jeszcze za życia wielkiego piosenkarza). Wkrótce potem zgodę na "udział" w projekcie wyrazili przedstawiciele Presleya. Dostarczyli też twórcom klipu materiały ze koncertu Elvisa z 1968 - znaleziono w nich ujęcia, które idealnie pasowały do śpiewu Bono.

- Potem mówiliśmy już innym artystom, że Sinatra i Elvis będą w klipie, i wszystko zaczęło nabierać tempa - wspomina Estow.

Klip pokazuje największe muzyczne sławy, ale nie był pomyślany jako coś w rodzaju leksykonu.

- Oczywiście opuściliśmy kilka legend, kilka osób, które chętnie byśmy widzieli w naszym klipie - opowiada Estow.

Zabrakło choćby Boba Dylana, Vana Morrisona, Jamesa Browna, Chucka Berryego czy Bruce'a Springsteena. Beatlesi nie znaleźli się w ostatecznej wersji, ale ich prawnicy zatwierdzili projekt po przewidzianych na to terminach. I cóż, ponieważ Beatlesi to Beatlesi, trzeba było wszystko przemontować. Nowa wersja klipu ukaże się pewnie w tym tygodniu. Potem, jak twierdzi Koepke, koniec z teledyskami. W każdym razie koniec z teledyskami, w których z czteroosobowej grupy w montażowni robią się tysiące ludzi.

- Realizacja tego projektu zabrała nam trzy miesiące - mówi. - Jeśli zrobię kiedyś jakikolwiek klip, będzie to długie ujęcie wschodzącego słońca, z grającą w tle muzyką. Sztuka konceptualna!

  • jedrzej (źródło: J. Freedom du Lac, The Washington Post)

Dodaj komentarz Wymaga loginu/hasła u2forums.com. Nie masz konta? Zarejestruj się.

Komentarze (0) Strona 1

    Newsletter

    Dodaj Usuń 

    Artykuły

    więcej

    Najczęściej komentowane

    Po przyjeździe do Etiopii nie przeżyłem żadnego szoku kulturowego. Zupełnie inaczej było po powrocie tutaj. Zacząłem zadawać sobie podstawowoe pytania dotyczące życia w Pierwszym Świecie przeciwstawionym Trzeciemu. Ludzie, których zostawiłem - Bono