18:01 6 Lip '06

Biel i czerwień...

Wywiad ze Zbychem - twórcą oraz pomysłodawcą akcji ' polska flaga na koncercie U2'

Oznaczenia do wywiadu:
Z - Zbych
K - kris (prowadzący)

Kris:
Rok temu gościliśmy na Stadionie Śląskim w Chorzowie wielką gwiazdę rocka - U2. Występ był szczególny - Irlandczycy przygotowali dla polskich fanów parę niespodzianek, między innymi Bono zadedykował utwór 'Miracle Drug' zmarłemu kilka miesięcy wcześniej Janowi Pawłowi II.

Niespodzianek było znacznie więcej, jednak to fani U2 zgotowali zespołowi największą.

5 lipca na Stadionie Śląskim, podczas utworu New Year’s Day publiczność utworzyła gigantyczną biało-czerwoną flagę, której pomysłodawcą był Zbych – organizator największych ogólnopolskich zlotów fanów U2, lecz przede wszystkim wielki miłośnik muzyki Irlandczyków. Opowiedz nam od czego zaczęła się akcja flaga.

Zbych:
Sam pomysł akcji powstał w kwietniu (2005). Pewnego dnia, dość przypadkowo,
oglądałem w telewizji wspominki o Janie Pawle II. Konkretnie Jego wizytę w
Poznaniu w 1997r., pod krzyżami upamiętniającymi Czerwiec 1956 roku.
Niesamowite wrażenie zrobił na mnie widok tysięcy żółtych chust którymi
wierni wiwatowali na cześć Ojca Świętego. To właśnie ten efekt wizualny
zainspirował mnie do stworzenia czegoś podobnego na koncercie U2.
(Podkreślam że chodziło mi o spektakularność wizualną, a nie "papieskie"
potraktowanie U2, tym bardziej że Bono wspominając Papieża - 2 kwietnia w
Anaheim, mylnie nazwał go Włochem, za co w pewnym sensie właśnie w Chorzowie
przeprosił). Momentalnie przyszła mi do głowy wielka biało-czerwona flaga. A
skoro polska flaga, to oczywiście New Year's Day.



K:
Wtedy narodziła się idea stworzenia czegoś niepowtarzalnego i jedynego w swoim rodzaju, jednak od pomysłu do jego wykonania prowadzi zawsze długa, ciężka praca. W jaki sposób zaczęły się przygotowania do takiej wielkiej, a zarazem trudnej akcji ?

Z:
Właśnie spojrzałem w archiwum - 4 kwietnia o godzinie 10 rano wysłałem na
listę dyskusyjną U2@PL posta z propozycją akcji. Trudno powiedzieć, czy w
narodzie była tak duża trauma po Papieżu, czy też złość na Bono za pomyłkę z
Anaheim, pomysł raczej przepadł, nie wspominając o kilku niedorzecznych
komentarzach.... Ale pod koniec maja mocno zmotywowany przez Cazia
rozpocząłem promocje akcji.
Zacząłem od mocnego uderzenia, czując, że jeśli pomysł poprze organizator
(Odyssey) i patroni medialni koncertu - to sprawa jest wygrana. Początkowo
szło bardzo ciężko. W końcu firma Odyssey umieściła informację o akcji na
swojej stronie, od tego momentu szło nam (bo zaangażowała się niezliczona
rzesza fanów) dużo łatwiej, choć oficjalni patroni medialni nadal byli
oporni.
Internet zdobyliśmy najszybciej - oczywiście strony poświęcone U2, lista
dyskusyjna U2@PL, forum Heh, ale także portale muzyczne Onet , WP itd. Choć
charakter akcji był raczej narodowy, informacje o "Fladze" trafiły na
najważniejsze fora (interference, zootopia) i strony międzynarodowe (atu2,
u2tour.de), dzięki temu w akcji brali udział także Czesi, Niemcy, Słowacy
czy Rosjanie, którzy licznie przybyli do Chorzowa.
Po Internecie przyszedł czas na gazety, dzięki zaangażowaniu fanów z całej
Polski, lokalne media zaczęły informować o planowanej niespodziance dla U2.
Warto zaznaczyć, że mimo wielkich wysiłków nie udało się przekonać redakcji
naczelnej Gazety Wyborczej. Pani z działu Kultura z uporem urzędnika
odpowiadała, że wie o akcji, bo dostała już tysiąc maili i telefonów, ale
nie może obiecać że coś napiszą...i nie napisali.... a ponoć im nie jest
wszystko jedno?! (co ciekawe 6 lipca o Biało-Czerwonym Stadionie czytaliśmy
już z okładki GW). Ciut lepiej było w regionalnych oddziałach (Śląsk, Szczecin),
ale niestety w Poznaniu mimo moich osobistych wizyt i nacisków informacja
taka z Gazety - Poznań nie wyszła. Na szczęście monopolu na rynku gazet
jeszcze nie mamy i regionalne tytuły ochoczo namawiały do zabierania
białych lub czerwonych "materiałów".
Kolejnym zdobytym bastionem było radio. Dzięki staraniom nieocenionej
Elbereth akcją poważnie zainteresował się Program 3 Polskiego Radia, i nim
zdarzyłem się zorientować byłem już umówiony na nagranie, a przy okazji, na
pierwszy w moim życiu wywiad na antenie LIVE - dla Radia Merkury. Staram się
podkreślić na każdym kroku, że to co w całej akcji najpiękniejsze, to
niesamowite zaangażowanie fanów, końcowy sukces bez nich byłby niemożliwy -
wiem że ktoś namawiał do akcji w Radiu Afera, kto inny nękał do skutku
mailami i telefonami Radio Zet, takich przypadków było mnóstwo.
Zupełnie niespodziewanie, udało nam się też zdobyć telewizję! Choć nie dane
było mi śledzić (podróż) to w ostatnich 48h przed show do czynnego
biało-czerwonego udziału w koncercie namawiał Teleexpress, Panorama i
Wiadomości.... Nawet MTV Polska, które początkowo negatywnie ustosunkowało
się do akcji, zmieniło zdanie.... tego się absolutnie nie spodziewałem.

K:
Zaangażowanie fanów w akcję było zadziwiające, to właśnie dzięki nim do działania zostały pobudzone liczne media. Był to podstawowy krok, dzięki któremu akcja „flaga” miała wielkie szanse na udany finał.
Jak czułeś się tydzień przed koncertem, czy miałeś przeczucia jak wyjdzie biało-czerwona flaga w dniu wielkiego show ?

Z:
Przede wszystkim byłem strasznie zabiegany, musiałem w pracy zapiąć wszystko
na ostatni guzik, żeby móc pojechać na mały tour. Sama logistyka touru
wymagała też wielu przygotowań. Na szczęście na tydzień przed koncertem
„flaga” żyła już własnym życiem, co nie znaczy, że zeszła na dalszy plan.
Liczyłem, że będzie sporo czerwieni pod sceną, gdzie zwykle gromadzą się
najzagorzalsi fani. Niepokoiłem się o trybuny, znając polską tendencje do
narzekania i ignorancji. Słyszałem od przyjaciół, że w pociągu do Chorzowa,
gdy oni zastanawiali się jak zareaguje zespół, dwie fanki w przedziale
skomentowały - "e to jakaś głupota, po co machać, to bez sensu" itd.
Najbardziej obawiałem się właśnie takiego podejścia. Wychodząc na przeciw
tego typu rozumowaniu, wspólnie z Olive przygotowaliśmy zapasy "czerwieni"
dla udających się na płytę. Na godzinę przed otwarciem bram rozpoczęliśmy
dystrybucje - czerwone kartki A4, kawałki materiału itp. - sądząc po
zainteresowaniu, nieprzygotowanych było bardzo wielu, ale zainteresowanych
jeszcze więcej - cały nasz zapas skończył się w półtorej minuty. Widząc
takie zaangażowanie, dotychczasowych niedowiarków, byłem podbudowany.

K:
Determinacja w działaniu sprawiła, że Twój pomysł przyjął się z wieloma pozytywnymi opiniami a przede wszystkim 'wypalił' - kto był na koncercie w Chorzowie ten doskonale wie o czym mowa.
Jak czuł się pomysłodawca akcji, gdy podczas New Year’s Day dziesiątki tysięcy biało-czerwonych chust, kartek oraz innych materiałów stworzyły zamierzony cel ?

Z:
Oh tak trudno oddać to w słowach. Pamiętam ten moment gdy skończyli
Elevation, widziałem jak Edge kieruje się w stronę pianina i już
wiedziałem - TERAZ! Jakoś samoistnie wyrwało mi się - "szmaty w dłoń"
(śmiech). A potem to już niesamowity widok pączkującej czerwień, z sekundy
na sekundę co raz więcej. W tym morzu czerwieni spacerujący Adam. Po
kilkunastu sekundach obróciłem się w stronę trybun (stałem na zewnętrznej
części lewego wybiegu, przy targecie).To co zobaczyłem przeszło moje
najśmielsze oczekiwania. Zanim zdążyłem pomyśleć, czułem jak łzy wzruszenia
napływają do oczu. Udało się! Śląski był Biało-Czerwony. To było wręcz
surrealistyczne, a z drugiej strony tak namacalne... nie da się tego opisać.
Chwile potem stało się coś czego nikt się nie spodziewał - do akcji
przyłączył się sam Bono - zdjął kurtkę i założył ją na lewą, czerwoną stronę
(cóż za wspaniały przypadek), 2 ukłony podziękowania i chwyt za serce... czy
mogło być lepiej?

K:
Gdy opadają emocje, człowiek często myśli co mogło się jeszcze dodatkowo wydarzyć podczas
show, na które czekał wiele lat.
Czy wraz z mijającym czasem od koncertu w Chorzowie doznałeś pewnego niedosytu związanego z występem U2?

Z:
Jeżeli już jesteśmy przy drobnych rozczarowaniach, to trochę dziwi mnie, że
mimo tak ekstatycznej reakcji publiczności (przecież gorąco było nie tylko w
New Year's Day), nie dostaliśmy nic ekstra. Choć oglądając materiały video
odnoszę wrażenie że Bono chciał zaśpiewać coś małego po One - moment
zawahania z odkładaniem gitary (przecież grywał tu Unchained Melody czy
She's A Mystery To Me), no i słynna już rozmowa Bono z Edgem przed ostatnią
piosenką, choć pewnie chodziło o Happy Birthday). Zapomnijmy o dodatkowej
piosence. Proszę sobie wyobrazić co by się działo gdyby zamiast drugiego
Vertigo, zagrali na bis New Year's Day.

Z perspektywy czasu trochę szkoda, że Bono w New Year's Day jak w Sao Paulo, (gdzie nie działo
się nic szczególnego) nie szepnął magicznego słowa BRUCE. (Bruce to
techniczny odpowiedzialny za oświetlenie, często wywoływany przez Bono przy
One - np. by wygasić wszystkie światła). Gdyby Bruce rozświetlił cały
stadion, wtedy dopiero byłby widok.

Ale proszę nie myśleć, ze narzekam – do dziś nie wierzę że się udało!
Wywarliśmy niesamowite wrażenie na zespole i całej ekipie. Ciepłe słowa
Willie Williamsa w jego dzienniku, Bono wspominający Polskę w wywiadzie dla
Roling Stone'a, podziękowania od niezliczonej liczby fanów, telefon od
Odyssey, również z podziękowaniami... to wszystko było niesamowite,
niespodziewane, i niezmiernie miłe. Co najbardziej nieoczekiwane, Chorzów
odcisnął duże piętno na dalszym przebiegu trasy Vertigo.

K:
Można powiedzieć, że Polacy po raz kolejny byli promotorami a przede wszystkim wykonawcami genialnego pomysłu. Czy podczas innych koncertów na trasie Vertigo Tour zdarzyły się podobne ‘inscenizacje’ w wykonaniu fanów ?

Z:
Pojawili się naśladowcy, opisani przez Williego mianem "Polish-style
audience" - w Paryżu (białe balony) i Gothenburgu (białe flagi), zdaje się że także w Barcelonie i Portland. Jednak żadna z tych akcji nie była aż tak efektowna jak w Polsce.

Ale oprócz niespotykanego wcześniej zaangażowania fanów, Chorzów wywarł także inny wpływ na Vertigo Tour.
Jestem pewien że nowa kurtka Bono (od 20 lipca w Mediolanie) z czerwonymi elementami to efekt Chorzowa.
Wizażysta Bono, musiał zauważyć, że wokalista U2 po przebraniu na lewą - czerwoną - stronę był lepiej widoczny niż w litej czerni.

Co jeszcze ciekawsze, na 4tym legu, Bono zaczynał koncert z kurtką na lewej
stronie - gdzie zamiast czerwonej podpinki była flaga kraju (Brazylia,
Argentyna) w którym odbywał się show... trudno nie dostrzec inspiracji
chorzowskim zachowaniem Bono.

Jednak bez wątpienia najważniejsze było to, że Polska na długo zapadła w
pamięć zespołu. Najlepiej świadczą o tym wydarzenia na koncertach już po
Chorzowie, oczywiście w trakcie New Year's Day'a.


K:
Na ilu koncertach U2 przyszło Ci się bawić?

Z:
Oh, trochę się już tego przez lata nazbierało (choć do końca życia będę
żałował ZooTV w Berlinie, tak blisko Poznania, już byłem fanem, ale to była
jeszcze inna rzeczywistość).
Łącznie już na 13, a po kolei: PopMart 1997 w Warszawie, Elevation 2001 (to był wielki
przypadek i jeszcze raz dzięki dla Marka i Ariadny) w Kolonii i Wiedniu. A
na Vertigo zaszalałem. Tylko nie chce żeby wyszło to jak jakaś
przechwalanka. Po prostu zrealizowałem swoje marzenie, i może żeby niektórym
uświadomić - kosztowało mnie to wiele wyrzeczeń bo zarabiam tyle ile
zarabiam i nadal jeżdżę Polonezem :). W sumie na Vertigo byłem na ośmiu
koncertach, udało nam się zgrać (co przy skali przedsięwzięcia było nie lada
wyzwaniem) ekipę przyjaciół-fanatyków i wspólnie ruszyliśmy na przygodę
życia. Bruksela i Gelsenkirchen (nasz Vertigo leg1), a potem Wiedeń,
Chorzów, Berlin, dwa Paryże (leg2) i już na pożegnanie Monachium (nasz mini
leg3). To były cudowne i niezapomniane chwile, a przy tym doskonałe wakacje,
boje się, że coś tak wspaniałego, już się nigdy nie powtórzy.

K:
Zatrzymajmy się przy koncercie warszawskim, który odbył się w 1997 roku podczas trasy Popmart Tour.
Jaka panowała przed tym koncertem atmosfera ? Czy było zainteresowanie ówczesnym występem U2 na Służewcu ?

Z:
Zainteresowanie było wielkie a atmosfera, hm na pewno napięta. Koncert
pierwotnie miał się odbyć na Stadionie Śląskim, bilety (ładne kolorowe)
zakupione i potem bomba - koncertu nie będzie. Przez kilka tygodni żyliśmy w
niepewności (zacząłem nawet orientować się jakby tu do Pragi pojechać), ale
potem ogłoszono, że jednak przyjadą, ale do Warszawy. Bilety zostały
wymienione na ohydne bezduszne druczki. W porównaniu do 2005 roku - koncert
miał gigantyczną promocję billboardową. Trudno ocenić atmosferę oczekiwania
wśród fanów, bo w tamtych czasach (praktycznie bez Internetu), nie było tak
wspaniałej społeczności fanów U2 jak dziś. Były raczej grupki znajomych,
mniej lub bardziej lubiących U2. W każdym razie, ja nie mogłem się doczekać.
Wreszcie miało się spełnić moje największe koncertowe marzenie...

K:
Jak wyglądał sam koncert ? Pamiętasz może te emocje, dźwięki, na które tyle czeka fan ?

Z:
Z koncertu tak naprawdę pamiętam niewiele. Oczywiście New Year's Day - z
zupełnie nieoczekiwanym hołdem dla Solidarności i Wałęsy, to była wielka
niespodzianka i bardzo miły akcent. Pride - ogłuszający ryk 70-tysięcy
gardeł, Until... bo na to czekałem najbardziej.

Ale prawdziwa metafizyka to było - Please. Tamtego dnia, to była moja
piosenka, rozpaczliwy krzyk. Tej solówki Edge'a, ale przede wszystkim Bono
rzucającego się w transie na scenie, nie zapomnę nigdy, to było coś
przeszywającego do głębi duszy.

Pamiętam też cytrynę i żal, że pokazali ją wcześniej w Canal+ (Live from
Rotterdam) bo nie robiła już takiego wrażenia, no i jeszcze One z pięknymi
animacjami i to tyle, ale z pewnych powodów myślami, niestety byłem gdzie indziej.

K:
Wymieniłeś wcześniej koncerty, na których byłeś. Które z nich szczególnie zapadły Ci w pamięci?


Z:
Wszystkie (śmiech), ale poważnie, Kolonia 2001.
Nie ma nic lepszego niż U2 w hali, pewnego rodzaju intymność, atmosfera zupełnie inna od tej ze stadionu. Wielka szkoda, że nie dotarli do nas z tym show, zwłaszcza po tak wspaniałym przyjęciu na Służewcu.
Niesiony jakimś dziwnym przeczuciem, ale też i żalem, napisałem na polskiej fladze „WHY NOT IN POLAND”, i gdy tylko usłyszałem pierwsze dźwięki New Year’s Day wyjąłem ją, z nadzieją, że Bono ją zauważy. To co się wydarzyło o 21:37, 12 lipca 2001 to był zupełny surrealizm. Bono wziął flagę, polską flagę, w trakcie najbardziej polskiej piosenki U2… pamiętam, że przez kilka minut byłem w innej rzeczywistości.
Czysto muzycznie - drugi Wiedeń 2001, bo spontanicznie zagrali tak oczekiwane przeze mnie 11 O’Clock Tick Tock. Gelsenkirchen 2005, bo choć stałem daleko, to atmosfera była naprawdę wspaniała, a czysto muzycznie właśnie ten koncert z Vertigo Tour był dla mnie najlepszy, naprawdę odpłynąłem w Streets czy Mysterious Ways.

Po cudownym i przepełnionym emocjami Chorzowie, nastąpiła jakaś niesamowita kumulacja wydarzeń o których nie śniłem, i dzięki temu każdy kolejny koncert był wyjątkowy.
W Berlinie - 7 lipca – gdy tylko zaczęli New Year’s Day, w wielu miejscach pojawiły się polskie flagi (Polaków było tam naprawdę dużo). To był szok gdy Bono zawołał – VIVA POLAND! A potem jeszcze „We have friends from Poland!”. To wszystko był efekt Chorzowa, bonus, którego nikt się nie spodziewał.
Bardziej osobiście – Bono wziął słonecznika od mojej dziewczyny, przez chwile popatrzył jej prosto w oczy, po czym posłał buziaka… hm, nawet nie byłem zazdrosny (śmiech)

Ale to był dopiero początek. 2 dni później, gdy staliśmy pod sceną w Paryżu, w trakcie New Year’s Day, Bono na widok naszych 2 polskich flag, odchylił kurtkę i pokazał z uśmiechem swoją czerwoną podpinkę, a potem złapał się za serce. Choć było to bardzo subtelne nawiązanie, to dla nas niesamowicie wzruszające. Ale prawdziwe fajerwerki Bono zafundował nam dzień później.
Dość zmęczeni (koncert dzień po dniu) znów byliśmy pod sceną, i choć to niewiarygodne, wyraźnie widziałem jak na początku New Year’s Day Bono szukał wzrokiem polskich flag. Gdy tylko nas spostrzegł, szeroko się uśmiechnął. Byłem przekonany, że to tyle, taki malutki akcent, ale w końcówce, nagle podszedł do nas i gestem poprosił o flagę.
Rozłożył ją na scenie, pokłonił się … kilka chwil potem, w Beautiful Day, wrócił i wyciągnął do nas rękę ze słowami „In return for Grace” na ustach. Poczułem się w czepku urodzony, tak wysoko jak wtedy nigdy nie skakałem „It’s a beautiful day”, to było niezapomniane przeżycie. Bono dziękował za flagę… a może to tylko moja wyobraźnia?
Aura mistyczności tej sytuacji dotarła do mnie dopiero gdy wychodziliśmy ze Stade De France. Był 10 lipca 2005 roku - Bono znów wziął ode mnie flagę, tą samą co w Kolonii 2001. Pamiętam dokładnie - napis WHY NOT IN POLAND powstał 10 lipca 2001 roku…. Co do dnia 4 lata wcześniej. Magia liczb? Przypadek? Ktoś mi kiedyś powiedział – nic nie dzieje się przypadkowo.

K:
Dziękuję za chwile, które poświęciłeś aby ten wywiad został zrealizowany. Mam nadzieje że U2 wróci jeszcze do Polski i w niedalekiej przyszłości i będzie znowu co wspominać.

Z:
Ależ, nie ma za co, to była dla mnie wielka przyjemność. Myślę, że jeśli zespół ma coś do powiedzenia w tej biznesowej machinie, to przyjadą na pewno. To co zobaczyli w Chorzowie, musiało zostać w ich pamięci na długo. W tym miejscu jeszcze raz pragnę podziękować wszystkim, dzięki którym mogłem przeżyć tak wiele niezapomnianych chwil na koncertach U2, bez Waszego zaangażowania Flaga nigdy by się nie udała. W ramach podziękowań zapraszam wszystkich do odświeżenia wspomnień. Specjalnie z okazji rocznicy koncertu U2 przygotowałem transkrypcję koncertu oraz filmik dokumentalny "Historia flagi", który możecie obejrzeć tutaj



"Historia flagi" to także dodatek na wspaniałym fanowskim dvd "Sky falls in Poland", które przygotował Bartek Manana69, a które od 5 lipca możecie bezpłatnie pobrać z U2torrents . Przypominam, że cały ten projekt video został przygotowany przez fanów, dla fanów.
Apeluje o wymienianie się i darmowe udostępnianie innym. Każda forma sprzedaży tego dvd będzie nadużyciem, zarówno w stosunku do U2, jak i fanów zaangażowanych w powstanie projektu. Pozdrawiam wszystkich, do zobaczenia na zlotach i koncertach i jeszcze raz dzięki Wam wszystkim Biało-Czerwonym szaleńcom, szacunek!

  • jedrzej (źródło: Kris & Zbych, U2-site.com)

Dodaj komentarz Wymaga loginu/hasła u2forums.com. Nie masz konta? Zarejestruj się.

Komentarze (0) Strona 1

    Newsletter

    Dodaj Usuń 

    Artykuły

    więcej

    Najczęściej komentowane

    Po przyjeździe do Etiopii nie przeżyłem żadnego szoku kulturowego. Zupełnie inaczej było po powrocie tutaj. Zacząłem zadawać sobie podstawowoe pytania dotyczące życia w Pierwszym Świecie przeciwstawionym Trzeciemu. Ludzie, których zostawiłem - Bono