12:41 30 Sie '05

Wywiad z U2: ONE BUT NOT THE SAME

Larry, Adam, Bono i Edge udzielają wywiadu indywidualnie - każdy z nich dostaje ten sam zestaw pytań, żaden nie wie, jak odpowiedzieli pozostali.

-> Co masz w kieszeniach?
Larry: Przyciski otwierające moją bramę (opróżnia kieszenie), Lipsil, portfel, paczkę papierosów Silk Cut - pielęgnacyjnych papierosów!, homeopatyczny lek na ból gardła, zapalniczkę, scyzoryk.
Bono: Nie mam kieszeni.
Adam: Mnóstwo numerów telefonów. Czyich? Nie powiem.
Edge: W spodniach nie mam żadnych kieszeni. Ale w kieszeniach płaszcza (wyjmuje wszystko) są: Gitanes, Zippo, klucze i strasznie dużo gitarowych kostek. Zabieram je za każdym razem, kiedy opuszczam próby. Nigdy ich z powrotem nie wykładam, więc danego dnia może ich być od dziesięciu do pięćdziesięciu. Ta liczba wzrasta; czasami mam wrażenie, że one się rozmnażają w kieszeniach.

-> Co sprawiło, że zainteresowałeś się rock'n'rollem?
Larry: T Rex i Slane. Kiedy zobaczyłem, jak te zespoły grają, kiedy ujrzałem ich perkusistów, powiedziałem sobie, że też chcę tak umieć.
Adam: Tak... Zobaczyłem Stiff Little Fingers w Laurence Hotel w roku 1978, kiedy miałem 18 lat. Pokochałem energię, ekscytację i hałas.
Bono: Kilka wydarzeń miało na to wpływ: to, że zobaczyłem Elvisa, to, że zobaczyłem Toma Jonesa - tak! - i świadomość, że fascynował mnie Marc Bolan, pomimo że nie był dziewczyną. Pomyślałem: ten rock'n'roll musi mieć coś z magii, skoro do tego doszło - jestem bardzo heteroseksualny.
Edge: Moja pierwsza gitara, moje pierwsze płyty od Davida Bowie do Taste. The Beatles oczywiście byli wielcy.

-> Jaka była pierwsza płyta, którą kupiłeś?
Larry: Nowa wersja Space Oddity Davida Bowie
Adam: Miałem wiele płyt The Beatles, ale pierwszą płytą, na zakup której mogłem sobie pozwolić, była Jesus Christ Superstar. Miałem wtedy 12 lat.
Bono: Happy Christmas (War Is Over) Johna Lennona Edge: Mama We're All Crazee Now Slade

-> Jaki był pierwszy koncert, na którym byłeś?
Larry: Koncert bluesowy w Trinity College.
Adam: Rory Gallagher w The Carlton. Podobał mi się album Tattoo, lubiłem zarówno tę płytę, jak i "Irish Tour 1974". Poszedłem na koncert w 1974, kiedy miałem 14 lat. Bono: To był kabaretowy zespół, który grał w naszej szkole podstawowej, Bottle w Glasnevin. Miałem 8 lat i nigdy całkowicie nie wyzwoliłem się spod wpływu perkusji. Kiedy nagraliśmy nasz pierwszy album, marzyła mi się basowa perkusja. To właśnie perkusja przywiodła mnie do rock'n'rolla. To znaczy Larry, który stworzył U2. On był jedyną osobą, która mogła grać i wystarczyło mi samo słuchanie dźwięku jego perkusji.
Edge: Orslips w Skerries w roku 1975 czy 76. Potem widziałem Thin Lizzy w Dalymount Park, The Jam i The Clash w teatrach wokół miasta. To były naprawdę wspaniałe czasy dla koncertowania. Stiff Little Fingers, wielcy artyści, Elvis Costello, The Ramones...

-> Kim jest pierwsza osoba, którą spotkasz w rock'n'roll'owym raju?
Larry: Musiałbym powiedzieć, że John Bonham, podążający tuż za Jimi Hendrixem idącym obok Briana Jonesa. Byłbym wystarczająco zadowolony, mogąc być technicznym Johna Bonhama. Zasadniczo to on był siłą Led Zeppelin. A Jimi Hendrix - byłbym szczęśliwy, robiąc sesję z Jimim. Brian Jones - nigdy nie czułem, żeby traktowano go tak, jak sobie na to zasłużył, zawsze miałem wrażenie, że był niedoceniany. Jak rock'n'roll może robić coś takiego ludziom?
Adam: Chciałbym spotkać Jimiego Hendrixa, bo nie jest nudny.
Bono: Przewidywalnie, to musiałby być Elvis. Wiesz, to, co najbardziej fascynuje mnie w Ameryce, to zderzenie dwóch kultur, afrykańskiej i europejskiej, a także to, co jest gorączką Ameryki, jej seksapilem. Te dwie kultury zagłuszają się, czasami bardzo boleśnie. Ale obie topią się w niemalże spastycznym tańcu tego jednego człowieka. Elvis Presley jako tancerz znaczy dla mnie tak samo wiele jak piosenkarz.
Edge: Mam nadzieję, że Jimi Hendrix. Nie gram tak jak Jimi Hendix, ale on naprawdę był w stanie wyrazić coś emocjonalnie poprzez swój instrument, miał w tym kierunku więcej uzdolnień niż inni gitarzyści.

-> Co jest Twoją najcenniejszą rzeczą?
Larry: Zaręczynowy pierścionek dla mojej matki od ojca.
Adam: Mój członek.

Czy to twoje ciało jest na okładce albumu?
Tak. Przez lata rozmawialiśmy z Antonem o możliwości sfotografowania nagości i zawsze któremuś z nas w pewnym momencie ten pomysł przestawał się podobać. Ale tym razem było inaczej, bo nie mieliśmy wyraźnego projektu okładki albumu, więc powiedzieliśmy: "Cóż, weźmy to zdjęcie i zobaczmy, co się stanie...".
Bono: Moja rodzina i przyjaciele.
Edge: Zaczynam przywiązywać się do gitar, co mnie bardzo martwi, ponieważ przez dziesięć czy dwanaście lat postrzegałem swoje gitary jako wroga, rzecz, z którą w pewien sposób muszę walczyć, żeby odnaleźć w niej coś nowego. Więc nigdy naprawdę nie byłem z nimi związany, ale teraz zaczynam naprawdę przywiązywać się do mojego Gibson Explorer w szczególności. Tak, moje gitary.
Lubię też niektóre z moich samochodów. Mam dwa wspaniałe mercedesy, jeden to 280SS3.5 z 1967 czy 68 roku, jest naprawdę piękny. Mam też jego wersję kabrioletową z 65 r., która również jest fantastyczna. A w niej - wspaniały zestaw stereo, jak przenośna dyskoteka, jak bycie na imprezie... wiesz, jest cool. Tak, to naprawdę moje najcenniejsze rzeczy.

A dlaczego mówisz, że martwi cię fakt, że przywiązujesz się do gitar, co w tym strasznego?
To nowa strefa mentalna. Wolę sytuację, w której trafiasz na pierwszą lepszą gitarę, jaką masz pod ręką, podnosisz ją i coś z niej wydobywasz. A to oznacza, że zaczynam się stawać profesjonalistą albo czymś w tym rodzaju, co mnie przeraża.

-> Czy kiedykolwiek spałeś na zewnątrz?
Larry: Parę razy jeździłem na motocyklowe weekendy i rozbijałem stary namiot; kiedy byłem młodszy jeździłem na kempingi z moją dziewczyną. Byłem na motocyklowym weekendzie zeszłego lata w Waterford, na Freewheelers Festival. Ogólnie rzecz biorąc, był to weekend rozpusty. Każdy może tam zjechać - nie musisz mieć motocykla, możesz tylko popatrzeć na motocykle, poplątać się i spędzić ekscytujący weekend.

Czy motocykle są tym, co obok muzyki najbardziej cię kręci?
Cóż, w powszechnym wyobrażeniu motocykle są jak dodatek do sławy i fortuny - każda gwiazda pop, każda gwiazda filmowa ma motocykl. Pomijając ten fakt, wydaje mi się, że jazda ma motocyklu jest czymś, czym mogę się stale zajmować. Nienawidzę faktu, że ludzie myślą, że jeśli jesteś gwiazdą pop i jeździsz na motocyklu, to staje się to czymś w rodzaju atrybutu macho. Nie uważam się za macho, motocykle kojarzą mi się z wolnością.
Adam: Tak, często. Cóż, raz spałem na rondzie w Londynie, w Camden, nie, przepraszam, to nie było miejsce tak olśniewające jak Camden, to było Catford. Pojechałem zobaczyć koncert Thin Lizzy na Wembley Arena organizowany w ramach 'Live and Dangerous Tour', więc to musiało być około 1976 roku. Poszedłem w tym czasie do kilku klubach w West End i nie miałem pieniędzy, żeby dostać się do domu, więc zacząłem spacerować. Zaszedłem tak daleko, jak mogłem, zanim poczułem się senny. Wybrałem rondo i obudziłem się w godzinach szczytu. Było to trochę dezorientujące, bo nie mogłem znaleźć okularów, więc wszystko, co wiedziałem, to to, że znajduję się na pasie zieleni, a samochody jeżdżą dookoła mnie. To było trochę dziwne przebudzenie.
Bono: Tak. Wiele razy. Kiedy miałem 16 lat, razem z Village, do którego należeli Gavin, Guggi, tworzyliśmy jakby gang uliczny. Zaproponowałem im, abyśmy wybrali się do starego nadmorskiego miasta w Walii i spróbowali spotkać się z moją letnią miłością sprzed roku, która miała na imię Mandy. Jedynym problemem był fakt, że był listopad. Kiedy dostaliśmy się do tego miejsca, Criccieth w północnej Walii, absolutnie pięknego nadmorskiego miasta, wspaniałego miejsca, żeby się zakochać, rozbiliśmy namiot na żyłkach na wybrzeżu. W tym roku były rekordowo silne wiatry, więc namiot porwało tornado i rzuciło o około milę w dół plaży. Pamiętam, jak kuliliśmy się w kałuży. Wtedy dokonałem wielkiego odkrycia damskiej toalety, wyposażonej w suszarki do osuszania rąk. Spaliśmy w tej toalecie, mając włączone suszarki, żeby było cieplej.
Edge: Kiedy byłem dzieckiem, jeździłem na kempingi i sypiałem czasami w namiocie; zarzuciłem to w wieku 15 czy 16 lat.

-> Kto dla Ciebie jest bohaterem?
Larry: Jesus was a cool guy.
Adam: Robert Mapplethorpe - zrobił tak wspaniałe fotografie męskiej nagości, że mężczyźni stali się dumni ze swoich ciał. Jednocześnie nie lubię chłopaków Bruce'a Webera. Myślę tylko, że męskie ciało nie powinno być zakrywane.
Bono: Bardzo zwykli ludzie, którzy stawiają czoła faktom i akceptują je.
Edge: Bóg

-> Kto dla Ciebie jest bohaterką?
Larry: Nikt.
Adam: Angelica Houston. Jest bardzo naturalną kobietą, wielką aktorką i wielką osobą.
Bono: Ali. Ona jest taka rozumna, mimo że decyduje się na życie ze mną.
Edge: Cóż, tak naprawdę to powinienem ponownie odpowiedzieć: Bóg, gdyż nie mam pewności czy On/Ona jest mężczyzną czy kobietą. Kto jest dla mnie bohaterką? Pattie Smith.

-> Jaki jes Twój najcenniejszy autograf?
Larry: Podpisane zdjęcie irlandzkiej drużyny futbolowej, które dostałem we Włoszech. Były tylko dwa i mnie przypadło jedno z nich. To prawdziwie cenna rzecz.
Adam: Mohammeda Ali. Mój dziadek budował dublińskie lotnisko; kiedy przechodził tamtędy Ali, dziadek pomyślał: "Och, zdobędę autograf dla Adama". Miałem wtedy 7 lat i ten autograf nie znaczył dla mnie zbyt wiele, ale obecnie, fakt, iż dziadek postarał się o niego, ma dla mnie duże znaczenie, gdyż wiem, jak ciężko jest prosić kogoś o autograf. W wyobraźni czarnych Amerykanów Ali był wielką figurą, ludzie naprawdę się z nim identyfikowali. Mam też autograf Johnny'ego Casha; podarował mi książkę The Man In Black i podpisał ją.
Bono: Pierwszym autografem, jaki zdobyłem, był podpis Eugene'a Lamberta, który miał dziecięcy teatrzyk kukiełek.
Edge: Naprawdę nigdy nie interesowałem się autografami. Mam jeden od BB Kinga i to jest prawdziwy skarb

-> Twoje ulubione zdjęcie jest z...?
Larry: Larry Mullen Jr. i David Bowie.
Adam: Mam zdjęcie z całującym mnie Petem Townsendem. Wprowadzaliśmy The Who do The Hall of Fame w Nowym Jorku kilka lat temu i wręczałem mu nagrodę. Poznałem go na wylot przez te lata i był dobrym przyjacielem.
Bono: Jest takie zdjęcie, które Anton zrobił mnie i ojcu. Ojciec ma na nim kapelusz kowbojski na głowie i kraciastą koszulę, siedzi w przyczepie, za kulisami jednego z naszych koncertów. Wygląda na gwiazdę rock'n'rolla bardziej niż ja - trzyma w ręku gitarę i sprawia wrażenie piosenkarza county'n'western. To moja ulubiona fotografia. Mam też zdjęcie z Bobem Dylanem, które kiedyś uratowało mnie przed zamknięciem w areszcie. Jechałem samochodem w Los Angeles i nie miałem przy sobie dowodu tożsamości. Kiedy przetrząsałem torbę, gliniarz spytał mnie: "Co się dzieje?", a ja odpowiedziałem: "Nie mam dowodu tożsamości, ale mam swoje zdjęcie z Bobem Dylanem", a on powiedział, że może być.
Edge: Mam zdjęcie z Bono i Keithem Richardsem, które naprawdę lubię.

-> Co jest najgorszą rzeczą w byciu na trasie?
Larry: Kiedy koncerty się nie udają, popadasz w czarną rozpacz.
Bono: Albo dajesz z siebie wszystko, albo wszystko się rozpada.
Adam: Spotkania z tymi wszystkimi ludźmi, których nazwiska zapominasz. Spotkania z ludźmi, których rozpoznajesz i powinieneś pamiętać, jak się nazywają, ale za żadne skarby nie możesz sobie przypomnieć.
Edge: Pomijając fakt, iż jesteś zmuszonym opuścić ludzi, których kochasz, najgorszą rzeczą w trasie koncertowej jest to, że wracasz do domu i spędzasz dwa miesiące, odzwyczajając się od niej, próbując na nowo powiązać te wszystkie nitki twojego życia, które zostawiłeś. To bardzo trudne, bo przez długi czas wydaje ci się, że normalne życie jest wyjątkowo dziwne. Przez kilka pierwszych poranków budzisz się i sięgasz po telefon, żeby zamówić u obsługi hotelowej śniadanie. Orientujesz się wtedy, ze jesteś we własnym domu i zastanawiasz się, dlaczego nie ma tu CNN w telewizji i rzeczy do tego podobnych, ani ludzi, którzy zadają ci dziwne pytania. Około 7.00 zaczynasz się robić niespokojny, uświadamiasz sobie, że nie ma show. Dzieją się dziwne rzeczy, pewne utwory muzyczne, których używaliśmy jako intro... Jesteś w domu i kiedy ktoś włączy odtwarzacz, zaczynasz nagle czuć zdenerwowanie, adrenalina rośnie - to jest jak reakcja psa Pawłowa. Jest taka piosenka, 4th of July, której używaliśmy cały ten czas: wciąż nie mogę jej słuchać, nie myśląc o tym, że zamierzamy robić show.

-> Czy kiedykolwiek chciałeś być kimś innym?
Larry: Tylko wtedy, gdy znajdę się w kłopotliwej sytuacji.
Adam: Nie.
Bono: Tak. Ale osobą, którą chciałbym być najbardziej, jestem ja sam, ktokolwiek miałby to być. Mam na myśli fakt, iż codziennie budzę się jako inna osoba. To chyba Edge kiedyś powiedział o mnie: "Niezła zgraja facetów".
Edge: Cały czas. Myślałem nawet, że życie byłoby dużo lepsze, gdybym był kimś innym. Cóż, wszystko poszło ku lepszemu w ciągu ostatnich kilku lat, ale myślę, że dawniej nie potrafiłem się zaakceptować, dlatego czułem, że tak naprawdę nie byłem w stanie cieszyć się z bycia sobą. Wydaje mi się jednak, że przez ostatnich kilka lat nauczyłem się tego i nauka ta pozytywnie na mnie wpłynęła. Rzeczywiście, mając w tym wprawę, jestem bardziej zabawny i chyba też jestem lepszym człowiekiem, lepszym autorem tekstów i muzykiem niż przedtem. To prawdziwa męka, jeśli nie lubisz siebie, bo ze sobą spędzasz naprawdę wiele czasu.

-> Co jest najgorszym aspektem bucia w U2?
Larry: Zobowiązanie, ponieważ odpowiedzialność jest tak duża, a obietnica złożona ludziom tak wiążąca, że nie ma ucieczki. Ale, w sumie, to to czego potrzebujemy i czego pragniemy.
Adam: Kiepsko nam idzie podejmowanie decyzji. Nie chodzi o to, ze dokonujemy złych wyborów, ale o to, że to zabiera nam wiele czasu.
Bono: Pamiętam, jak mówiłem do brata lub ojca: "Wiesz, jeśli przyjdą tu jacyś ludzie, na przykład z prasy, i będą o nas pytać, zapytaj nas, zanim udzielisz wywiadu albo powiesz coś o zespole". A wtedy mój brat powiedział: "Dobrze, ok, ale czy wy zapytacie nas?"
Edge: Jest bardzo mało negatywnych aspektów bycia w U2. Nacisk, aby kontynuować swoją pracę i nie pozwolić jej wygasnąć. Czasami myślę, że jesteśmy naprawdę bardzo leniwi.

Serio?
Tak, bo zbyt dobrze się bawimy, w rzeczywistości nie chwytamy rzeczy za kark i nie rzucamy się na nie. Czekamy do ostatniej minuty. Prawda o tym zawarta jest na tej płycie. Wyjechaliśmy na 10 dni z pięciu tygodni, żeby wrócić tuż przed ostatecznym terminem. Zostały nam 3 tygodnie i w ciągu tych trzech tygodni zrobiliśmy większość wokali i zmiksowaliśmy je. Jako osoby zwlekające jesteśmy bardzo utalentowani.

-> Czy kiedykolwiek chciałbyś być Larrym, Adamem, Edgem czy Bono?
Larry: Czasami chciałbym być tak utalentowany jak Edge w grze na gitarze lub Bono w pisaniu tekstów czy Adam w innych rzeczach.

Sugerujesz, że jesteś mniej utalentowany?
Nie, chciałbym tylko mieć część tych talentów.
Adam: Czasami chciałbym być Larrym, tak. Dlaczego? Lubię jego psa, JJ, labradora.
Bono: Bas jest najmodniejszym instrumentem w rock'n'rollu, perkusja jest najbardziej ekscytująca. Chcę bardzo źle grać na gitarze i naprawdę źle na niej gram.
Edge: Czasami bycie Larrym byłoby świetne, ale myślę, że gdybym nim był, prawdopodobnie miałbym stos tego całego echo-sprzętu do gry, więc nie sadzę, żeby cokolwiek się zmieniło.

-> Co dla Ciebie znaczy szczęście?
Larry: Happiness is a warm gun.
Adam: Podróżowanie, możliwość przebywania w różnych środowiskach i konieczność życia na własny rachunek. Kilka lat temu pojechałem do Nowego Jorku i na miesiąc wynająłem mieszkanie. Było to w czasie, gdy zespół nic nie robił, więc założyłem sobie dom, w którym nie było nikogo, kto mógłby mnie instruować, jak sobie radzić. Załapałem, o co chodzi w metrze i z grubsza zaklimatyzowałem się. Zawsze miałem paranoję Nowego Jorku. Dawniej go nienawidziłem, ale teraz naprawdę go lubię. Mieszkałem w Village, w zachodnim Village. Normalnie, kiedy podróżujesz z zespołem, zwykle przejeżdżasz przez różne miejsca, ale nigdy nie masz okazji ich poznać, więc pomyślałem: "Cóż, pojadę do Nowego Jorku i czegoś się o nim dowiem". Przygotowywaliśmy się wtedy do nagrywania płyty i chciałem być w miejscu, które stymulowałoby mnie kulturalnie, muzycznie i artystycznie.
Bono: Słowem, które zawsze bardziej lubiłem niż "szczęście", jest "radość". Szczęście jest nastrojem, który przychodzi i odchodzi, podczas gdy radość po prostu jest.
Edge: Ludzie, rodzina i przyjaciele, możliwość przebywania z nimi, to jest to. Myślę, że samotność jest prawdopodobnie najtrudniejszą rzeczą do przezwyciężenia, a w dzisiejszych czasach jest straszliwie powszechna.

-> Co jest u Ciebie najlepszą rzeczą?
Larry: Mój pies.
Adam: ???
Bono: Mój nos.
Edge: Nie chrapię.

-> Co jest u Ciebie najgorszą rzeczą?
Larry: Rozpatruję rzeczy w kategoriach "czarny-biały".
Adam: Rano jestem bardzo zły i zrzędliwy. Nie oddzywam się zbyt wiele.

A ile czasu potrzebujesz, żeby się ocknąć?
Około dwóch godzin i litra kawy.
Bono: Mój nos.
Edge: Do tego stopnia angażuję się w pewne rzeczy, że tracę z oczu inne. Kiedy jestem maksymalnie skoncentrowany na płycie, trasie koncertowej albo czymś innym, wiele rzeczy z mojego życia odkładam na bok.

-> Jakim zwierzęciem chciałbyś być?
Larry: Aaah! Muchą. Ponieważ Bono napisał o musze, a to, co jest wystarczająco dobre dla Bono, jest wystarczająco dobre dla mnie.
Adam: Żyrafą. Dlaczego? Bo potem spotkałbym inne żyrafy.
Bono: Antylopą gnu. Z pewnością miałbyś poczucie humoru, gdybyś się tak nazywał.
Edge: Jednym z tych wielkich kotów - mógłbym tylko wygrzewać się na słońcu jak pantera czy gepard.

-> Czy jest coś czego nie masz, a co chciałbyś mieć?
larry: Chciałbym grać na gitarze.
Adam: Naomi Campbell.
Bono: Stopy. Moje nogi zdają się odmawiać posłuszeństwa.
Edge: Klon. Klon z dobrym wyczuciem czasu, któremu mógłbym nakazywać robienie rzeczy, których sam nie mogę zrobić.

-> Czy kiedykolwiek chciałeś być kobietą?
Larry: Szczerze mówiąc, nigdy o tym nie myślałem.
Adam: Tak, myślę, że byłbym dużo lepszą kobietą niż jestem mężczyzną. Wydaje mi się, że moje predyspozycje rozwijają się raczej w tamtym kierunku. Nie mam nic przeciwko przebieraniu się, nie uważam, żeby sprawiało większą różnicę. Chętnie bym nosił damską bieliznę, gdyby tylko był odpowiedni rozmiar.
Bono: Kiedy fotografowaliśmy się w damskich przebraniach, Edge wyglądał jak Winnie The Witch, Adam jak Księżna Yorku, Larry jak statysta w tanim filmie, a ja jak... Barbara Bush.
Edge: Bardziej zastanawiałem się, jak by to było, niż chciałem być kobietą. Wciąż fascynuje mnie taka możliwość, fascynują mnie umysły kobiet, sposób, w jaki one myślą, ooh. Jest kilku takich ludzi, w których głowach chciałbym przez chwilę pobyć, wiesz, Poncjusz Piłat, Judasz Iskariota, Charles Manson, ludzie, których nie możesz pojąć. I - wszystkie kobiety.

-> Czy kiedykolwiek skłamałeś?
Larry: Tak. Wczoraj ktoś telefonował i poprosiłem przyjaciela, żeby powiedział, że mnie nie ma. Bujam, ale nie kłamię.
Adam: Tak, cały czas.
Bono: Wszystko, co mówię, jest kłamstwem.
Edge: O tak. Największym kłamstwem było: "Tak, umiem grać", kiedy miałem pierwszy koncert z Drifting Cowboys. To był zespół country, który grał w centrum Irlandii piosenki ludzi, których w tym czasie nienawidziłem, takich jak George Jones i Hank Williams, a których z czasem polubiłem. Larry, mój brat, Dick i ja graliśmy z nimi kilka koncertów. Raz Larry zasnął w Sylwestra o 3 nad ranem, grając na perkusji i nikt tego nawet nie zauważył.

-> Czy masz jakieś tajemnice?
Larry: Tak, wiele.

Zdradzisz mi jakąś?
Nie.
Adam: Tak, dużo.

Jakie?
Nie pamiętam.
Bono: Tak. A secret is something you tell one other person and I'm not telling you, child. (śmieje się)
Edge: O tak,. Wiele tajemnic. Wiesz, a secret is something you tell one other person. Wow, muszę ci jedną zdradzić? Miałem album Led Zeppelin. W rzeczywistości należał do mojego brata, ale słuchałem go kilka razy. Ten sekret nie brzmi prawdziwie? W późniejszych latach, sięgałem po wczesne albumy tylko po to, by złapać wibrafon. Inne sekrety? Nie, nie mogę...

-> Kiedy ostatni płakałeś i dlaczego?
Larry: (długa, długa przerwa) Nie zamierzam odpowiadać na to pytanie.
Adam: Chyba kiedy nagrywaliśmy album, bo czas ten był bardzo zagmatwany. Emocjonalnie zawsze jestem bardzo wkurzony po zakończeniu trasy koncertowej. Wracasz do domu i musisz na nowo przyzwyczajać się do normalnego życia. To bardzo frustrujące, kiedy zabiera ci się coś, co było motywacją dla twojego życia. Wiesz, codziennie rano wstajesz, wiedząc, że wieczorem będziesz robił show, a kiedy to się kończy, musisz wrócić do domu, płacić rachunki za elektryczność, otwierać drzwi listonoszowi czy coś w tym stylu. Rośnie wtedy frustracja i zamęt w stosunku do tego, kim jesteś, gdzie jesteś i co robisz. Wtedy dużo płaczę.

Czy to się wiąże z samotnością?
Myślę, że życie jest samotne. Nie ma znaczenia, co ostatecznie zrobisz, faktem jest, że podejmujesz decyzje i dokonujesz wyborów na własną odpowiedzialność, nikt cię nie może w tym wyręczyć i na tym właśnie polega samotność.
Bono: Wydaje mi się, że wszystko robię przesadnie: dużo się śmieję, dużo płaczę, dużo walczę, dużo kocham, jem za dużo, piję za dużo, próbuję za dużo, płaczę za dużo. Podaj cebulę...
Edge: Kiedy oglądałem Spinal Tap, bo to takie prawdziwe.

-> Czy wierzysz w cuda?
Larry: Zawsze wierzę, że istnieje szansa realizująca się poprzez nadzieję, wiarę czy wręcz cuda.
Adam: Tak. Zrobiliśmy Achtung Baby! Dla mnie fakt, że U2 wciąż jest razem, istnieje i nagrywa płyty, mimo wszystkich przeciwności, jest cudem. W pewnym sensie cudem, bo nie mówię tego w jakimś głębokim znaczeniu, ale na pewno świadomość tego, że zaszliśmy tak daleko, przekonuje mnie, że coś w tym musiało być.

Zdumiewa cię to?
Sukces zespołu? Tak, owszem. Generalnie czuję szacunek dla faktu, iż cztery osoby, które tak naprawdę były bardzo młode i niedoświadczone, mogą jeździć po świecie i spotykać się z ludźmi.
Bono: Tak. Większość ludzi zajmujących się muzyką widzi poruszającą się w pewien sposób duszę.
Edge: Tak! To, że U2 osiągnęło tak wiele! Wierzę w cuda, modlitwę i wiarę

  • jedrzej (źródło: BP Fallon, 1992)

Dodaj komentarz Wymaga loginu/hasła u2forums.com. Nie masz konta? Zarejestruj się.

Komentarze (0) Strona 1

    Newsletter

    Dodaj Usuń 

    Artykuły

    więcej

    Najczęściej komentowane

    W U2 wyjątkowa jest muzyka, nie muzycy. Muzyka, która jest na zmianę potężna i wzruszająca, współczesna, ponadczasowa, prowokująca do głębokich przemyśleń, od czasu do czasu absurdalna, a czasami zabawna - Bono