12:40 30 Sie '05

Wywiad z Bono

Bono siedzi na zielonej, miękkiej, aksamitnej sofie naprzeciw dziennikarza, Robina Denselowa, pali cienkiego papierosa i dmucha smugami dymu w kierunku sceny. Ma na sobie zielone okulary Ray Ban, fioletową zapinaną koszulę, elegancką, brązową, wełnianą marynarkę w pionowe pasy, zielone buty ze skóry węża i zielone skarpetki. Na jego szyi wisi gruby, srebrny łańcuch zrobiony przez irlandzkiego złotnika.

Przed nim stoi drewniany stolik z popielniczką, dzbankiem wody, czterema szklankami i dwiema butelkami Budweisera. Za sofą znajdują się dwie wysokie siedem na stóp książki oraz czarne kulisy przyozdobione ręcznie wykonanym logo i słowami: "Abertawe Swansea". Dzisiaj wieczorem Bono, wspomagany przez Denselowa, ma przemówić przed spoczywającą na 1200 teatralnych fotelach publicznością.

Rozmowa ta odbywa się w ramach brytyjskiego Roku Literatury 1995. Bono, wraz z Jimmy'm Carterem, Lorkiem Callaghanem, Bjork, Jane Campion, Seamusem Heaney, Arthurem Millerem i Salmanem Rushdie, jest jednym z 32 patronów przedsięwzięcia, które ma na celu promowanie literatury i rozwijanie świadomości ludzkich praw.

Bono nie udzielał wywiadu od ponad dwóch lat. Poinformowano go, że przybył dziennikarz NME i dzięki kombinacji wytrwałej zawziętości, szczęścia i życzliwej pomocy jego agentów stoimy teraz przed garderobą. Drzwi otwierają się na oścież i jesteśmy proszeni o wejście.

Garderoba jest mała i ciasna. Mieści się w niej dwuosobowa sofa, mała łazienka, rząd wielkich luster i stół z porozrzucanymi butelkami po piwie, szklankami soku pomarańczowego, nakrętkami butelek używanymi jako mini-popielniczki oraz talerzem z na wpół zjedzonymi kanapkami, udekorowanymi ozdobnie pokrojonymi rzodkiewkami.


Bono wygląda na zmęczonego i wyczerpanego.

"To nie było łatwe", mówi, odstawiając szklankę Jamesona. "Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Myślę, że w Anglii mają problem z zaakceptowaniem tekstów piosenek jako literatury. Spoglądają na nie z góry. Jak gdyby były w gorszej formie tylko z tego powodu, że nie są zapisane w żadnej książce".

Pokój stopniowo wypełnia się sponsorami, pracownikami teatru i organizatorami brytyjskiego Roku Literatury. Troje ludzi woła Bono i wręcza mu tomik poezji Welsha, kopię Under Milk Wood i unikatowy LP o tym samym tytule.

Ale czas ucieka. Jest 22.30 - godzina, o której Bono odjeżdża. Jego ochroniarz pilnuje planu, by w nęcącym samochodzie przemycić piosenkarza na zewnątrz budynku. Inny doradca informuje go, że zostało mniej niż 20 minut do odlotu z lotniska w Swansea do domu.

"Bono?" Wokalista obraca się na obcasach i spogląda na dziennikarza naszego NME. "Możemy porozmawiać przez parę minut?"

Przytakuje z aprobatą i, ignorując swojego doradcę, układa się w pozycji półleżącej na sofie. Zsuwa swoje zielone okulary i zapala jeszcze jedno małe cygaro. Ponad jego głową fani walą w okno garderoby, desperacko próbując przykuć uwagę Bono.

Czy możesz mi opowiedzieć o nowym albumie, Passangers, nagrywanym z Brianem Eno?

"Brian był częścią naszego zespołu od dawna, przez prawie 10 ubiegłych lat. Chcieliśmy zrobić nagranie, którym mógłby kierować."

Pukanie nad jego głową nie ustaje, błyskają flesze aparatów, kiedy Bono mówi. Doradca zasuwa zasłony i kiwa do fanów, by odeszli. "Już go tu nie ma", kłamie.

W projekcie Passengers biorą udział U2, Brian Eno, Pavarotti, Howie B i japońska wokalistka, Holi. Płyta nagrywana była w czasie dwutygodniowej sesji w londyńskim Westside Studio zeszłego listopada i podczas pięciotygodniowej sesji w Dublinie tego lata.

Bono kontynuuje: "Chcieliśmy znaleźć się w zespole Briana. On jest wspaniałym człowiekiem i odegrał bardzo interesującą rolę w naszym własnym rozwoju. Mówi się, że wiele angielskich zespołów rock'n'rollowych chodziło do szkół artystycznych, my natomiast chodziliśmy do Briana. Zawsze wspólnie dyskutowaliśmy nad pewnymi projektami."

Ale ten album nie jest łatwy w odbiorze. Nie wydaje ci się, że niektórzy fani się zrażą?

"Myślę, że niektórzy ludzie nie będą nim zainteresowani, to pewne. Gitary zostały bardzo ciężko potraktowane i przerobione tak, że nie brzmią wcale jak gitary. Ludzie, którzy oczekują nowego albumu U2, będą zawiedzeni. Ale jeśli chcą czegoś w rodzaju podróży do... To album przeznaczony na późne noce. Jakby stworzony do słuchania w pociągu w Tokio. Każda płyta ma swoją lokalizację, miejsce, w którym słuchanie jej sprawia ci przyjemność, sypialnię czy klub. Lokalizacją tej płyty jest szybki pociąg. Ta muzyka ma zwolnione tempo, ale mimo to charakteryzuje ją dziwne poczucie prędkości w tle."

Czy ekscytuje cię fakt, że znowu wprawicie w zakłopotanie oczekiwania ludzi?

"Myślę, że to naprawdę ważne, by wciąż robić rzeczy, które dla ciebie są interesujące. W tym sensie to bardzo samolubna płyta. Ale jest na niej kilka piosenek, są również utwory instrumentalne."

A jak się pracowało z Eno, Pavarottim i Howie B?

"To fantastyczne zajmować się tym tak długo, jak my się zajmujemy i wciąż znajdywać muzykę i ludzi, z którymi chce się pracować. Dzięki Passagers dostaliśmy narzędzie służące do nawiązania współpracy z kimkolwiek, z kim chcemy... z Howie B, Pavarottim czy kimś innym. To wspaniałe. Myślę, że jedyną granicą jest tu nasza wyobraźnia i wydaje mi się, że pod tym kątem U2 jest gotowe na wszystko."

Ochroniarz trąca mnie w ramię i sugeruje Bono, że czas jechać. Jest już spóźniony na swój lot, stukanie w okno nie ustało, a jego pracownicy denerwują się.

Bono, wierzę, że następnego lata zrealizujecie nowy album.

"Zamierzamy nagrać naprawdę rockową płytę. Edge na nowo zakochał się w gitarze i wypracowuje taki dźwięk, jakiego nigdy wcześniej nie słyszeliście. To nowy instrument w jego rękach. Wszyscy są w świetnej formie. U2 bardzo pragnie nagrać wspaniały rock'n'rollowy album. Jeszcze nie wydaliśmy naszej najlepszej płyty. Uczymy się powoli. Ale naprawdę muszę już iść".

A potem wstaje i kieruje się w stronę prywatnego korytarza, by wyjść.


DWIE GODZINY WCZEŚNIEJ. Na dzisiejszy wieczór zaplanowano główną atrakcję brytyjskiego Roku Literatury. Ponad 250 tysięcy ludzi uczestniczyło w różnego typu imprezach; od poetyckich recitali do dyskusji nad literaturą celtycką i seminariów poświęconych marynarskim przyśpiewkom. Dyrektor, Dean Doran, jest podekscytowany obecnością Bono. Wierzy, iż pomoże ona zdemistyfikować literaturę i umieścić teksty piosenek na równi z poezją, beletrystyką i dramatem.

"To bardzo interesujący myśliciel i osobowość", mówi Doran. "Jego umiejętność poważnego i pełnego wrażliwości radzenia sobie ze współczesnymi problemami, jego decyzja, by poczynić ten niezwykły krok i pojawić się na festiwalu literatury, są wyrazami uznania dla jego talentu".

Unosi się kurtyna i Bono zostaje przywitany entuzjastycznym wprowadzeniem. Padają słowa o tym, że U2 jest jednym z największych zespołów ostatnich dwudziestu czy trzydziestu lat, grupą posiadającą pasję, która przypomina wspaniałych amerykańskich artystów soul. I wtedy pojawia się Bono. Aplauz jest ogromny. Błyskają flesze, teatr wypełnia się światłem, a ludzie wiwatują szaleńczo, kiedy Bono posuwa się naprzód. Jest zdenerwowany i spięty, ze zgarbionymi ramionami, zmieszany podchodzi do swojego krzesła.

"To całkiem interesujące, prawda? To jest The Des O'Connor Show", mówi, a publiczność zaczyna się śmiać.

"Pierwszą rzeczą, jaką wiem o tekstach rock'n'rollowych piosenek, jest to, że nie są one literaturą. Są czymś innym. Są czymś więcej, a zarazem czymś mniej; są tylko częścią całej historii", mówi.

"Uczyłem się, na przykład, jak słuchać nagrań Michaela Jacksona i doszedłem do pewnych wniosków. Udawałem tylko, że nie znam angielskiego. I w rezultacie stałem się jego wielkim fanem. Tak myślę. To tylko "Man in The Mirror" i tak dalej, co mnie wkurza. Ale wiecie, co mam na myśli, to odmienny język. Często muzyka rock'n'rollowa jest bardzo wąska emocjonalnie. Na przykład fraza: "Chcę cię przelecieć" nie zajmie na mojej liście bardzo wysokiej pozycji. Ale to znaczy: "W jaki sposób tego chcę i dlaczego, i, o rany!, ożeniłem się".

Kobiety kaszlą nerwowo i śmieją się, mężczyźni wiwatują hałaśliwie. Bono kontynuuje.

"Był taki fantastyczny japoński przekład piosenki pod tytułem Out of Control. Myślę, że pierwszy jej wers nie należy do wielkiej poezji, ale to był pierwszy wers, napisałem go podczas swoich osiemnastych urodzin; brzmiał: 'Monday morning, 18 years bawling, how long?', coś takiego. A w japońskim przekładzie wyglądał następująco: 'Monday morning, knitting ears of food.'. Był jeszcze jeden niezły przekład, z Dalekiego Wschodu; pojawił się, kiedy dowiedziano się, że nagrałem duet z Frankiem Sinatrą. Duet nazywał się: 'I've Got You Under My Chicken.' Mógłbym to sobie napisać na płycie nagrobkowej."


Bono jest wielbicielem literatury. Posiada obszerną biblioteczkę, w której znajdują się przeróżne pozycje, od klasyki do książek o ogrodnictwie, choć często czyta jedynie 17 pierwszych stron książki, zanim z powrotem odłoży ją na półkę. Jego przemówienie na temat pisarza Allena Ginsberga podczas Festiwalu Literatury w Galway w 1995 roku zostało opisane jako "błyskotliwe i przebiegłe" i być może będzie wykorzystane jako przedmowa do przyszłej książki Ginsberga.

Dziś wieczorem Bono planuje spędzić 45 minut, dyskutując nad pisaniem tekstów i książkami, na następnie udzielając 45-minutowego wywiadu. Ale, być może nieuchronnie, mówi o U2, Pavarottim, przeładowaniu ACHTUNG BABY i ZOOROPY, o IRA, Salmanie Rushdie, Charlesie Bukowskim, o swoim nowym filmie, Million Dollar Hotel, Britpop i diable.

"Pavarotti ma osobowość ojca", mówi Bono. "Jest fantastycznym człowiekiem. Zadzwonił do mnie i poprosił, żebym napisał piosenkę. Odpowiedziałem, że nie sądzę, żeby to było możliwe, bo pracujemy nad dwoma projektami: Passengers i nowym albumem U2. Ale on nie przestawał telefonować, co było nieco zdumiewające. Każdego dnia dzwonił do domu i jeśli nie oddzwoniło się do niego natychmiast, krzyczał na gosposię i mówił: 'Powiedz Bogu, żeby do mnie zadzwonił'. Poszedłem do zespołu i powiedziałem: 'Znowu dzwonił, musimy napisać mu jakąś melodię', a oni tylko odpowiedzieli: 'Oh, fuck off'."

"Pavarotti powiedziałby rzeczy takie jak: 'Będę do ciebie dzwonił co dzień, co godzinę, pojawię się w twoich snach, będę szeptał do uszu twoich dzieci'. Ale to taki zaszczyt."

Piosenka, jaką U2 nagrali z Pavarottim, nosi tytuł Miss Sarajevo. Zagrali ją na koncercie w rodzinnym mieście Pavarottiego, Modenie, 12 października podczas charytatywnego koncertu na rzecz Bośni, organizowanego w ramach projektu "Pavarotti i Przyjaciele". Utwór pojawia się na płycie Passangers.

Opowiada historię o konkursie piękności zorganizowanym w zniszczonym bośniackim mieście.

"Myślę, że musimy być zręczniejsi w sposobie powtarzania tych samych argumentów. Dawniej byłem zbyt zmęczony, by bezpośrednio mówić na te tematy; miałem wrażenie, że nie przyniesie to żadnego rezultatu. Tematem piosenki jest konkurs piękności, który tam zorganizowano. Zamieniono szałas w dyskotekę i potwornie głośno puszczano muzykę, tak aby zagłuszyć odgłosy pocisków. Oglądano MTV, grano muzykę naszą i innych ludzi".

"Jedna kobieta, po tym, jak ostrzeliwanie nasiliło się, opuszcza szałas i idzie do domu grać i ćwiczyć gamy. Nikt nie próbuje jej zatrzymać. Następnie na scenę wychodzą dziewczyny biorące udział w konkursie. Jak gdyby chciały użyć swojego piękna jako broni, żeby stawić czoła atakującym. Wychodzą na scenę i pytają: 'Naprawdę chcecie nas zabić?'. To wielki surrealistyczny akt buntu".

A potem Bono zwraca się do publiczności. "Czy mogę ukraść komuś papierosa?"

Zaczyna się przetrząsanie toreb, marynarek i kieszeni. Ktoś krzyczy "papieros" i za chwilę Bono go dostaje.

"Jeśli są miedzy wami jacyś dziennikarze, nie mówcie, proszę, mojemu ojcu ani matce, że palę. Mówiłem ojcu, że tylko palę, ale się nie zaciągam, a on odpowiedział: 'Bez wątpienia doprowadzi cię to do poważniejszych rzeczy'."

Minęły dwa lata i trzy miesiące, odkąd U2 zrealizowali swój ostatni album, ZOOROPĘ. Płyta dostała się na pierwsze miejsca brytyjskich i amerykańskich list przebojów. Zawiera ona piosenkę Dirty Day, zadedykowaną później legendarnemu amerykańskiemu autorowi rock'n'rollowemu, Charlesowi Bukowskiemu.

"Bukowski to niewiarygodny charakter. Przyszedł zobaczyć, jak gramy. Powiedział (naśladując z powagą amerykański akcent): 'Ostatni raz byłem na koncercie rockowym we wczesnych latach 70'. Larry zaśpiewał i zadedykował mu Dirty Old Town. 75 - letni bydlak ze łzami w oczach".

"Zadzwonił raz do mnie, żeby powiedzieć, że umiera. To było u mnie w domu, około szóstej rano, całkiem na luzie. Następnym razem zadzwonił i powiedział (naśladując akcent): 'Pieprzyłem się ze Śmiercią i zanosi się na to, przegram w przyszłym czerwcu'. I rzeczywiście, umarł zaraz po tym".

ZOOROPA pojawiła się w połowie trasy ZOO TV, która rozpoczęła się w Lakeland Civic Centre Arena, na Florydzie. Wraz z ZOO TV na koncertowej scenie pojawiły się multimedia. W Michigan Bono zadzwonił do Speedy Pizza i zamówił 10 tysięcy sztuk pizzy dla fanów. Godzinę później przyniesiono 100 sztuk. Podczas ZOO TV prowadzono transmisję Sarajewa, a na Wembley do U2 przyłączył się Salman Rushdie.

"Musicie pamiętać, że byłem wtedy przebrany za diabła, więc myślę, że pasowało to do Szatańskich wersetów. Dylemat Rushdie'go zbliża go do rock'n'rolla bardziej, że niż wam się wydaje. Myślę, że będąc pod presją, zachowywał się z ogromnym wdziękiem i humorem. To musiało być dla niego przerażające, stać na scenie przy Wembley z diabłem. Ale ja lubię takie zamieszanie"

Lubiłeś przebierać się za diabła?

"Przebieranie się za diabła było fantastyczne. Cieszyłem się każdą minutą. Zdumiewającą rzeczą był fakt, że pewna kobieta, Eunice Shriver, która założyła Special Olimpics - jest jedną z Kennedy'ch i amerykańską Irlandką, przypuszczam - przyszła nas zobaczyć. Jest niewiarygodną erudytką i ma ogromną wiedzę, naprawdę bystra kobieta. Po skończeniu show powiedziała: 'Wiecie, kiedy dawniej chodziłam na koncerty U2, widywałam jakby anioły', po czym dodała: 'Dzisiaj zobaczyłam zarówno diabły jak i anioły na scenie i myślę, że tak jest lepiej. To uczciwsza walka.' Macphisto spacerował po Watykanie. To było wspaniałe. Naprawdę sprawiało mi wiele radości. Chodzić po Watykanie ze swoją laseczką i mówić: 'Któregoś dnia to może być moje'."

"Muszę akceptować śmiałe posunięcia i karykaturyzację, jakie pojawiają się, kiedy stajesz się członkiem wielkiego zespołu. Możesz wtedy wymyślać alter ego i mieć z tego niezły ubaw. Ideą wcale nie była parodia ani odzwierciedlanie jakiejś strony twojego charakteru; chodziło po prostu o stworzenie odmiennych postaci. Stały się one sposobem na zwabienie publiczności, ponieważ w głębi jestem naprawdę miłym facetem."

"To przeładowanie mediów było jak zawrót głowy. Taki rodzaj zamieszania jest wspaniałą zabawą dla rock'n'rollowego zespołu. Byliśmy bardzo podekscytowani, pracując z tymi wszystkimi rzeczami, które pojawiały się w czasie koncertów. Takie proste sposoby, jak na przykład użycie telefonu, są czymś, co prawdopodobnie nigdy nie przyszło głowy Elvisowi. Ale w latach 90. fakt, że możesz podnieść słuchawkę telefonu i zadzwonić do Białego Domu czy Alessandry Mussolini, był zdumiewający. Mogłeś widzieć 17 tysięcy ludzi, śpiewając I Just Called To Say I Love You do telefonu."

"Był to w pewnym sensie sposób na to, jak w czasie dwuletniej trasy nie stać się nudnym. Pojawiały się fantastyczne rzeczy, jak na przykład transmisja z Sarajewa, których nie można było powtórzyć podczas następnego show. Nie doszedłem do ostatecznej konkluzji. Ale to wciąż wydaje mi się niezwykłe i wyobrażam sobie, że z pewnością powstało w naszej wspólnej głowie."

MACPHISTO został odłożony na bok, kiedy U2 posunęli się krok naprzód. Na marginesie Passengers, Bono i Edge napisali piosenkę zatytułowaną GolenEye do mającego się niebawem pojawić filmu o Jamesie Bondzie. Bono pracuje nad swoim własnym filmem i wspólnie z Christy Moore nagrywa nowy hymn propagujący pokój w Irlandii, North and South of the River. Piosenka jest apelem o rozwiązanie problemów Północnej Irlandii, ale U2 przysięgli nie grać jej na żywo.

"Gdyby na tym etapie U2 zagrało tę piosenkę, byłby to dostateczny powód, by znowu zaczęły się kłopoty. Wystarczająco duża ilość sińców i blizn jest argumentem, dla którego nie chcę angażować się te sprawy w sposób taki jak dawniej. Myślę, że teraz powinniśmy być sprytniejsi. Ale to jest znaczący moment. Nie wiem, czy taki moment nadejdzie kiedyś ponownie. Prawdziwym bohaterem jest John Hume, człowiek, który wykonuje tę samą pracę od 20 lat. On jest Martinem Lutherem Kingiem tej chwili".

"Jestem na tyle związany ze Starym Testamentem i Kalifornią, by wierzyć w zadośćuczynienie i karmę. Naprawdę mam wrażenie, że nadszedł bardzo ważny czas dla Wielkiej Brytanii, ponieważ zna ona wiele sposobów na wyjście z tej sytuacji. Ja zaś nie chciałbym być tym, który naprzykrza się, nosząc cały ten bagaż. Myślę, że byłoby wspaniale, gdyby książę Karol przyjechał do Irlandii i powiedział: 'Wydarzyła się tutaj straszliwa tragedia i my byliśmy jej częścią, więc pozwólcie nam popracować nad jakimś rozwiązaniem'. Myślę, że coś takiego mogłoby przynieść rezultat. W końcu - w czym innym członkowie królewskiej rodziny są dobrzy?".

Zdjęcia do filmu Bono, Million Dollar Hotel, rozpoczną się w następnym roku w Los Angeles, a reżyserem będzie Wim Wenders. Scenariusz opowiada o hotelu w dolnym LA; jego pisanie zajęło 5 lat.

"W hotelu mieszkają wszystkie typy ludzi, ludzie z całej Ameryki. Są tu prostytutki, dealerzy narkotykowi... Kiedy odwiedzałem ten hotel, jedna prostytutka została zrzucona z okna piętnastego piętra i zbierano jej ciało z ulicy. To najbardziej zdumiewające miejsce, więc po tym wydarzeniu zacząłem pisać scenariusz".

AKT II. Bono-głos literatury powoli przeistacza się w Bono-gwiazdę rock'n'rolla. Robi sobie dwudziestominutową przerwę, po czym wraca, by odpowiadać na pytania publiczności.

- Czy jesteście częścią dublińskiej sceny?

"Myślę, że w Dublinie ludzie wyjątkowo nas nienawidzą, co mi najzupełniej odpowiada. To zrozumiałe, że stając się tak wielkim zespołem jak U2, irytujesz ludzi, którzy muszą to cały czas znosić."
- Jak się czujesz z nową fryzurą i co sądzisz o tym, fakcie, iż Gazza ją skopiował?

"On jest taki dziecinny. Zawarliśmy układ. Mógłby obciąć się krótko, gdybym ja zrobił sobie dredy, których on się pozbył."

- Co sadzisz o Supergrass?

"Supergrass? Wciąż palą".

- Jak wpływają na twoją pracę uznanie i krytyka?

"Rozwijam w sobie umiejętności Mike'a Tysona. Chciałbym więcej. Proszę, więcej. To byłby taki wstyd, gdyby pojawiły się one dopiero po śmierci."

- Czy zdjęcia Adama na okładce ACHTUNG BABY poddane były jakiejś obróbce, czy rzeczywiście jest on tak utalentowany?

"Jest zdecydowanie najważniejszym członkiem U2".

- Zastanawiałeś się po wizycie w Graceland, czy kiedy odejdziesz, twój dom będzie otwarty dla zwiedzających?

"To zabawne, bo właśnie pracujemy nad lodami 'Bono', przywiozłem ich trochę ze sobą".

Kolejne pytania.

- Gdyby któryś z członków zespołu zginął śmiercią tragiczną, czy wyobrażasz sobie siebie nagrywającego 25 lat później, stare piosenki odgrzebane z czasów, gdy on żył?

"Wszystko, co wartościowe, zostało już nagrane. Moim zdaniem pomysł z wydawaniem starych nagrań jest bezsensowny".

- To znaczy, że The Beatles popełniają błąd?

"Nie, będę słuchał starej tandety. Kupię te płyty z nadzieją, że są dobre, ale nawet jeśli okażą się beznadziejne, prawdopodobnie będę ich słuchał ze względu na głos Johna Lennona".

- Wystąpiłbyś w Omen 5?

"Omen 5? Ty to powiedziałeś! To zabawne - matka nazywała mnie kiedyś 'Antychryst'."

- Lubisz muzykę grunge?

"Uważam, że ta muzyka jest straszliwie nudna. Offspring mają ciężki obowiązek. Mogę przyzwyczaić się do Offspring, ale muszę być naprawdę rozdrażniony".

- Jak pracowało się z Bobem Dylanem?

"Obudziłem się pewnego dnia ze strasznym kacem i miałem w głowie melodię. Zapisałem ją i brzmiała jak piosenka Boba Dylana, więc pomyślałem sobie, że może to faktycznie jest jego kawałek - ślad megalomanii z mojej strony - więc kiedy miałem okazję go spotkać, zapytałem: 'Czy to nie jest jedna z twoich piosenek?', a on odpowiedział: 'Nie, ale wiesz, moglibyśmy nad nią teraz popracować'. Jestem jego fanem, a to jest jeden z powodów, dla których pracuję z innymi ludźmi... Johnnym Cashem, Frankiem Sinatrą. W Starym Testamencie pojawia się idea przyjmowania błogosławieństw. Pracuję więc, mając nadzieję, ze ci ludzie położą na mnie ręce i przekażą mi swoje fluidy".

- Czy to prawda, że podczas ZOO TV Tour obudziłeś się pewnego dnia otoczony przez prostytutki, z wężem boa wokół szyi?

"To był pyton, nie boa. Czasem podczas trasy przydarzają ci się zabawne rzeczy. Kiedy podróżujesz po świecie, widzisz ludzi, którzy trzymają pytony, ale ten akurat był znakiem, który mówił: 'Wracaj do domu'. Więc wróciłem".

- Kto jest bliżej Boga - Blur czy Oasis?

"Przede wszystkim, to ja jestem Bogiem. A Liam jest moim jedynym synem. Myślę, że oba zespoły piszą dobre piosenki i tak dalej, ale naprawdę mam wrażenie, że kiedy ten facet, Liam, śpiewa, to w tym coś jest, pewien rodzaj bólu, jak również gniewu, i ten ból właśnie odróżnia jego muzykę od twórczości innych. To magiczne. Jego zespół jest wspaniały. On jest... on jest... Jestem z siebie bardzo zadowolony."

"Lubię dziewczynę faceta z Blur. Elastica, ma świetny zespół. Są dobrzy. To grupa, która naprawdę chce być tak wielkim zespołem jak Rolling Stones czy The Beatles. A to bardzo interesujące, bo w latach 80. wieszano cię za takie ambicje, podczas gdy niezależne firmy nagraniowe uśmierciły rock'n'rolla. Naprawdę mam nadzieję, że istnieją wielkie zespoły, które wydostaną się z tego i pójdą swoja drogą. Jeśli jesteś nieśmiały, nie zakładaj rock'n'rollowego zespołu."

I na koniec...

- Czy mógłbym dostać okulary słoneczne, które dzisiaj nosisz?

"To bardzo elvisowskie z twojej strony. Hmm... Bardzo je lubię. Czy nie wystarczy ci moja sztuka?"

Bono mówi trochę więcej o tekstach piosenek, jedynym obszarze jego życia, na którym - jak sam mówi - jest całkowicie szczery. Omija pytania dotyczące religii: "Sam tego naprawdę nie lubię. Jestem wierzący. Ale jako reklama nie wypadam najlepiej".

Pod koniec, tak jak wtedy, gdy grał dla 50 tysięcy fanów w pobliżu Cardiff Arms Park, schodzi ze sceny, by ucałować dziewczynę, która dała mu papierosa.

A potem odchodzi. Setki fanów gromadzą się na zewnątrz w oczekiwaniu na przelotne ujrzenie Bono. Trzydzieści minut później zostają poinformowani, że wokalista już opuścił budynek, więc wzruszają ramionami i powoli odchodzą.

  • jedrzej (źródło: NME)

Dodaj komentarz Wymaga loginu/hasła u2forums.com. Nie masz konta? Zarejestruj się.

Komentarze (0) Strona 1

    Newsletter

    Dodaj Usuń 

    Artykuły

    więcej

    Najczęściej komentowane

    W U2 wyjątkowa jest muzyka, nie muzycy. Muzyka, która jest na zmianę potężna i wzruszająca, współczesna, ponadczasowa, prowokująca do głębokich przemyśleń, od czasu do czasu absurdalna, a czasami zabawna - Bono