12:37 30 Sie '05

Lunch na Manhattanie

Wywiad został przeprowadzony przez Floriana Bruggera podczas lunchu w Market Diner na Manhattanie, w Nowym Jorku. (MAX, 1997)

MAX: Rok temu stwierdziliście, że wasz następny album będzie naprawdę rock'n'rollową płytą. Co się stało z tym planem?
BONO: Jest rock'n'rollowy.
MAX: Tak?
BONO: Oczywiście. A co dzisiaj oznacza słowo "rock'n'roll"?
MAX: To gitara, bas i perkusja.
BONO: Tak. Ale dusza rock'n'rolla zawsze leży w innowacji i energii, mieszając się z technologią, która pojawia się wokół.Na początku istniał tylko obwód drukowany, potem uległ on przeciążeniu, aż wreszcie otrzymaliśmy zniekształconą gitarę i wzmocnione instrumenty. Teraz po prostu mamy do czynienia z inną technologią, ale myślę, że dusza rock'n'rolla wciąż pozostaje taka sama. Naszą wersję rock'n'rolla definiuje piosenka Mofo. To właśnie jest rock'n'roll.
MAX: A nie rock progresywny?
BONO: On powiedział słowo na "p". Huuuh.
LARRY: Tak, zrobił to.
MAX: Nie wolno używać słowa "progresywny" czy co?
BONO: Nie, nie kiedy mówisz o rocku - rocku progresywnym. Dla nas to słowo jest zakazane. Uznaliśmy, że nie wolno nam robić pewnych rzeczy podczas nagrywania tego albumu. Ale to zabawne, bo jeśli przed czymś się wzbraniasz, ustanawiasz prohibicję, która nie daje ci spokoju. Rzeczy, które wciąż starasz się ukryć, z czasem nagle zaczynasz akceptować. Zabroniliśmy sobie angażować się w rocka progresywnego, on jest naszym wrogiem. Również w rocka gotyckiego, zakazaliśmy sobie rocka gotyckiego.
MAX: A czym jest rock progresywny?
BONO: Rock progresywny jest przegadany i zakręcony. Niestety, tak wiele jego elementów jest teraz na fali. Lubię ten termin w znaczeniu innowacji, odkrywania nowych obszarów. Ale rock progresywny kojarzy mi się z latami 70., z długimi solówkami i jeszcze gorszymi fryzurami. Ale naprawdę nie wytykam tego palcem, bo w latach 80. miałem podobną fryzurę zainspirowany drugą ligą piłkarską. Ścięliśmy włosy w czasie nagrywania tej płyty, więc nie może się ona kojarzyć z rockiem progresywnym.
KELNER: Dzień dobry.
BONO: Dzień dobry. Co słychać?
KELNER: W porządku. Czego sobie życzycie?
BONO: Ohh, poproszę śniadanie.
LARRY: A ja wegetariański omlet z kozim serem.
KELNER: Nie mamy koziego sera, może być mozzarella?
LARRY: OK. Mozzarella i gorąca herbata.
BONO: Ehhhm. Szukam czegoś meksykańskiego.
KELNER: Tak, meksykański omlet.
BONO: Yeah.
KELNER: Tost.
BONO: Yeah.
KELNER: Jaki?
BONO: Pszenny.
KELNER: Coś do picia?
BONO: Szklankę wody i kawę.
KELNER: Dziękuję.
BONO: Dziękuję bardzo.
MAX: Przez jakie muzyczne etapy i kierunki przeszliście, nagrywając tę płytę? Czy toczyliście walkę w związku z doborem muzyki?
LARRY: Nie było walki. Zawsze nagrywamy płyty w trochę nieortodoksyjny sposób. Zaczynamy od jednego pomysłu, który przechodzi przez wiele form i kończy się czymś zupełnie innym. Niektóre piosenki skończyliśmy nagrywać rano, kiedy mieliśmy jechać do Nowego Jorku, by doszlifować album. Więc wszystko się zmienia, to proces, w którym...
BONO: Staramy się wybić to sobie z głowy. Wydaje się, że odrobina chaosu w pracy jest nam potrzebna. Kiedy nagrywaliśmy Last Night on Earth, naprawdę czułem się, jakby to była ostatnia noc na ziemi. Była wtedy dziewiąta rano i nadal nie mieliśmy refrenu do tej piosenki. Trudno wytłumaczyć, dlaczego nagranie płyty zajmuje nam około dziewięciu miesięcy. Ale przez 6 miesięcy obijamy się tylko, coś sobie gramy, piszemy piosenki w studio. Tym razem pracował z nami Howie B, DJ. Granie z nim było wspaniałą zabawą. A potem zostało nam kilka tygodni, podczas których trójka z nas po prostu zagrała.
MAX: Trójka?
BONO: Oni nie liczą mnie jako muzyka. Tak naprawdę Edge tylko wtedy chce grać na gitarze, kiedy ja zaczynam się do niej zbliżać. Edge uważa gitarę za nieco głupi instrument. Cóż, w rzeczywistości to nie instrument jest dla niego głupi, ale większość osób, które na nim grają. A to dlatego, że ich muzyka zawsze brzmi albo tak samo, albo jak muzyka kogoś innego. Od ostatnich pięciu lat Ameryka ma obsesję na punkcie muzyki gitarowej oraz grunge i nie jestem w stanie odróżnić jednego gitarzysty od drugiego. Edge natomiast myśli sobie: "Co mógłbym zrobić z gitarą?". Jest niemalże zawstydzony tym, że jest gitarzystą, ponieważ chce brzmieć świeżo i uniknąć wtórności. Więc kiedy podnoszę gitarę i zaczynam grać, mówi "Ehhh, może ja to zagram", hahaha, to właśnie sprawia, że gra.
MAX: Więc rzeczywiście zagrałeś na tym albumie?
BONO: Grałem trochę, niektóre gitarowe solówki są moje.
MAX: Wow.
BONO: Nie, to nie te. To na Passengers grałem trochę na gitarze pod koniec Your Blue Room. Jest tam trochę mojej gry. Szczerze mówiąc, to smutne.
LARRY: Tak jest. Ale Bono świetnie wygląda z gitarą.
BONO: Tylko by bronić się przez jedną sekundę. Flood jest fanem mojej gry na gitarze: uważa, że jestem jedynym punkiem w zespole, ponieważ nie chcę posiadać pełnej wiedzy na temat instrumentu, na którym gram.
MAX: Szkoda, że tym razem Flood z wami nie pracował.
BONO: Flood był. Pojawiło się trochę zamieszania wokół tej sprawy, ponieważ kiedy zaczynaliśmy, Nellee Hooper zajmował jego miejsce. Ale Flood jest producentem ogólnym. Kupiliśmy mu kolczasty hełm do studio, gdyż w ciągu ostatnich kilku miesiący wkradło się tam wiele szaleństwa. Flood musiał stać się naprawdę surowy. Potrzebowaliśmy go, bo kochamy zaczynać różne rzeczy, ale ciężko nam je skończyć. Zaczynamy się nudzić, ekscytować czymś innym, więc chcemy porzucić to, co robiliśmy dotychczas. Flood był jak dorosły, który przyszedł i powiedział: "Spójrzcie, myślę, że ten kierunek jest dużo bardziej interesujący niż tamten".
KELNER: Proszę bardzo.
BONO: Wygląda fantastycznie.
KELNER: To jest twoje.
BONO: Larry, właśnie zostałem wegetarianinem. To się stało podczas trasy.
MAX: Jesteś wegetarianinem?
LARRY: Tak.
BONO: Nie jestem wystarczająco rozwinięty, by być wegetarianinem. Chociaż nim byłem. Cholera, myślałem, że do meksykańskiego omletu będzie dołączony jakiś kurczak.
MAX: Dlaczego pojechaliście do Miami, żeby nagrywać?
BONO: Głównym powodem było światło dzienne. Dosłownie: żeby zobaczyć światło. Przebywaliśmy w dublińskim studio bardzo długo i cały nasz czas wypełniała praca w sali prób. Innym powodem było poszukiwanie lokalizacji dla tej płyty. Czasami potrzebujesz takiego miejsca, a w Miami dzieją się interesujące rzeczy, czujesz tam w pewnym stopniu powiew nowego wieku. Miami jest jak skrzyżowanie Ameryki Południowej, Kuby, Karaibów i Ameryki Północnej. Pod pewnymi względami przypomina trochę Berlin, choć jest całkiem inne. Miami podlega wielu wpływom, dlatego staje się rodzajem stolicy kiczu i świetności jednocześnie. Ale ostatecznie album ten nie znalazł żadnej lokalizacji. Nagraliśmy w tym miejscu piosenkę Miami i parę innych rzeczy, ale w końcu okazało się, że zabawa, która nas tam pochłonęła, była równie ważna jak praca. Naprawdę chcieliśmy stworzyć płytę, na której znalazłoby się trochę radości i światła słonecznego.
MAX: Podczas sesji nagraniowej Achtung Baby powoli rozwijał się The Fly. Czy i tym razem stworzyłeś jakieś alter ego?
BONO: Starałem się tego nie robić, choć może poniosłem klęskę. Chciałem stworzyć osobisty album. Próbowałem unikać fikcyjnych postaci na tej płycie. Piosenka Mofo pierwotnie nazywała się The Return of the Fly, jak z filmu klasy B, a potem stała się najcięższą piosenką, jaką kiedykolwiek napisaliśmy. Czuję się, jakbym wcisnął całe moje życie w tę jedną melodię. Po skończeniu pracy mogłem stworzyć kilka postaci, ale tego nie zrobiłem.

MAX: Jakie inne strony swojego charakteru ostatnio odkryłeś?
BONO: Nikt nie jest jednym typem osobowości, każdy posiada wiele różnych wymiarów. Problem w tym , że kiedy stajesz się członkiem zespołu, jesteś sprzedawany jako konkretny rodzaj osoby. Codziennie budzę się jako ktoś inny i generalnie jestem tym zaskoczony. Chciałbym czuć się tak, jak się czułem wczoraj, ale nie czuję się tak i nie mogę tego zmienić. Budzę się albo bardzo zły, albo bardzo dobry. Nie wydaje mi się, żebym był w stanie to kontrolować. Nie wiem, czy można to nazwać osobowościami.
MAX: Kiedy słuchałem albumu, miałem wrażenie, że zaangażowaliście się w wiele tematów religijnych.
BONO: Wiesz, w połowie jestem katolikiem i mam wrażenie, że katolicyzm w Irlandii nie wiąże się z radością charakterystyczną dla Ameryki Łacińskiej. Oni mają karnawał, którego nie ma w Europie Północnej. My mamy do czynienia z wszystkimi rodzajami wyrzeczeń, ale nie ze świętowaniem - ono nigdy nie pojawiało się w Dublinie ani nawet w Anglii.W Miami można dostrzec hiszpańskie wpływy, stąd odmienne podejście do spraw religijnych - ludzie ze swoją wiarą czują się naturalnie i wygodnie. Takie podejście znalazłem przede wszystkim u hiszpańskich katolików i naprawdę mnie to zafascynowało. Chciałem też zbadać kwestię wielkich fryzur i łajdaków palących cygara w Miami. Zatem moim celem jest uczynić swoją pracę jednocześnie cenną i makulaturową. Larry, lepiej ty teraz mów, bo obiad mi stygnie.
LARRY: Porozmawiajmy o sporcie. Jak radzi sobie Bayern Monachium?
MAX: Wygrał zimowe finały, a Jurgen Klinsmann jest w świetnej formie.
LARRY: Bardzo miło mi to słyszeć.
MAX: Klinsmann był ostatnio pod ogromna presją, ale strzelił złotego gola.
LARRY: I znowu jest faworyzowany?
MAX: Tak, ale myśli o opuszczeniu Bayernu Monachium. To wszystko, co mogę ci powiedzieć o sporcie. A ty - o czym opowiesz?
LARRY: Cóż, mogę ci powiedzieć, że Jack Charlton, były selekcjoner irlandzkiej reprezentacji, właśnie został obywatelem Irlandii i otrzymał irlandzki paszport. To wielka transakcja. A Roy Keane, on jest George'em Bestem lat 90?. Znasz George'a Besta?
MAX: Przykro mi, może zmieńmy temat.
LARRY: Gimnastyka.
MAX: Nie, porozmawiajmy o czymś innym.
BONO: A ja stałem się obywatelem Bośni i dostałem bośniacki paszport.
MAX: Wciąż planujecie zagrać w Bośni?
BONO: Jeśli będziemy mogli. Trudno namówić Larry'ego.
LARRY: Tak, ponieważ wszystkie pokoje hotelowe są nieporządne, a obsługa trochę niechlujna. Nie, żartuję, naprawdę chcielibyśmy tam zagrać.
MAX: W jakich innych państwach wystąpicie?
LARRY: Dyskutujemy nad możliwością wyjazdu do miejsc takich jak Egipt.
BONO: Rozmawiasz z właściwym człowiekiem. Larry chciałby, żeby wszyscy zagrali w jego salonie i żeby tam zebrała się cała publiczność. Tylko mu to zaproponuj.
LARRY: Nie, to nieprawda. Naprawdę cieszę się, będąc na trasie przez dwa czy trzy tygodnie.
MAX: Ale miałeś trzy lata domowego życia.
LARRY: Kiedy ostatni raz byłeś w studio nagraniowym? Twoje życie toczy się w studio, nieustannie przybywasz z tymi facetami. Miałem ochotę po prostu uciec do Nowego Jorku.
BONO: Kiedy nagrywasz płytę, czujesz się, jakbyś wychodził na imprezę. Tracisz kontakt z ludźmi, przyjaciółmi i życiem. Ma to w sobie dreszczyk emocji. Jedynym sposobem, aby nakłonić Larry'ego do udzielania wywiadów, była obietnica ukończenia nagrań w zamian.
LARRY: Wracając do pytania. Tym razem planujemy odwiedzić pewne niezwykłe miejsca, jak Azja, Argentyna. Naprawdę nie mogę się doczekać, chociaż moje jedyne obawy wiążą się z właściwymi cenami biletów. Zasadniczo nie chcemy grać dla części populacji. Chcemy grać dla wszystkich. Kiedy wybierasz się w takie miejsca, jadą z tobą ekipy telewizyjne do robienia sponsoringu, a my musimy znaleźć na to sposób. Chcemy wystąpić w tych krajach, ale nie za wszelką cenę. Trasa będzie krótsza niż poprzednia. Nie tak wiele miast. Będzie trwała około półtora roku.
MAX: Larry, kontrolujesz wszystkie sprawy handlowe i wydaje się, że ma to duże znaczenie dla finansów trasy. Czy masz już jakieś nowe pomysły?
LARRY: Pytasz mnie, dlaczego nazwaliśmy album Pop?
MAX: Dlaczego nazwaliście album Pop?
LARRY: Cóż, nazwa ta świetnie wygląda na T-shirtach. Po prostu powiedziałem do chłopaków: "Patrzcie, POP rewelacyjnie wygląda na T-shirtach, dlaczego nie mielibyśmy nazwać albumu POP?". Oto powód.
MAX: Czy U2 znowu będzie sprzedawać prezerwatywy?
LARRY: Tak, pop-up. Nie rozmawiajmy o prezerwatywach.
BONO: Zero seksu w Irlandii.
LARRY: Nie ma seksu w Irlandii. Tak, zajmuję się sprawami handlowymi. Ponieważ nigdy nie angażowaliśmy sponsorów, jest to jeden ze sposobów, dzięki którym możemy sfinansować trasę.
BONO: Larry nadzoruje to, bo wiele rzeczy, które ludzie kupują podczas koncertów, zrobione jest w podrzędnych sklepikach, a z ludzi zdziera się pieniądze. Od lat Larry zawsze się upewniał. Myślę, ze to jeden z powodów, dla których ludzie chcą kupować rzeczy od nas.
MAX: Czy granie na stadionach sprawia wam przyjemność?
BONO: Doszliśmy do wniosku, że grając w wielkich otwartych miejscach, z pewnością sprawimy, że nasze koncerty będą wyjątkowymi wydarzeniami. Ta stara hippisowska idea, by pojawić się i zagrać dla stu tysięcy ludzi, którzy stoją w błocie, nic nie widzą i nic nie słyszą, nie pasuje do lat 90., więc nie powinniśmy być z tego powodu zakłopotani, powinniśmy raczej brać udział w tworzeniu tych wspaniałych rzeczy.
MAX: Ale te imprezy są bardzo drogie.
BONO: Kosztują fortunę. Nasza ostatnia trasa kosztowała 125 tys. dolarów dziennie. Prawdę powiedziawszy, decydując się na to, ryzykujemy bankructwem. Zajmowanie się rzeczami tego typu jest niezwykle ekscytujące, ale tym razem postanowiliśmy być bardziej ostrożni. Zrobiliśmy lepszy interes z naszym sponsorem. Mamy teraz bardzo doświadczonego sponsora, zarobiliśmy wystarczającą ilość pieniędzy na muzyce, jak również na T-shirtach i rzeczach temu podobnych.
MAX: Gwiazdy rocka zawsze sprawiają wrażenie zakłopotanych, kiedy muszą mówić o pieniądzach, nie wydaje się wam?
BONO: Masz rację. W białej muzyce, zwłaszcza w białym rocku w Ameryce, a nawet w muzyce indie w Anglii, spotykasz się z prawdziwym zażenowaniem w związku z rozmowami o pieniądzach. Masz do czynienia z ludźmi, którzy są bardzo nieśmiali i mówią: "Tak naprawdę nie chcę być członkiem zespołu, nie wiem, jak to się stało, jestem tutaj, odnoszę sukcesy, dostałem się do głównego nurtu, mam wielką dyrekcję, ale to wszystko to trochę zbyt wiele". Takich tendencji nie dostrzegasz w hip-hopie - w nim jest dużo więcej wolności, ponieważ ci faceci po prostu mówią: "Muzyka jest muzyką, ale dbam też o biznes". Są w tym dużo bardziej uczciwi.
MAX: Wydawało się, że U2 miało problem z zarabianiem forsy w latach 80.
BONO: Błąd, który popełniliśmy, wiązał się z tym, że próbowaliśmy się tłumaczyć. Staraliśmy się być czyści w naszym podejściu do osiągniętego sukcesu. Była w tym prawość, a to może być dla artysty bardzo niebezpieczne. Więc zaczęliśmy sobie z tym radzić, mówiąc: "Nie jesteśmy prawi". Odnaleźliśmy wyzwolenie nie tylko w słuchaniu czarnej muzyki, ale również w jej filozofiach.
MAX: Jakie filozofie dostrzegasz w czarnej muzyce, poza tą określającą podejście do pieniędzy?
BONO: Rzeczy takie jak technologia. W białej muzyce tkwią pewne fałszywe idee autentyzmu. "Jestem tutaj w moich podartych dżinsach, gram na gitarze, nie zamierzam angażować się w tę nową technologię, jestem purystą", itp. Z drugiej strony pojawiają się szesnastoletnie dzieciaki pochodzące z Harlemu czy z miejsc temu podobnych i tworzą dźwięk nowego wieku. Nie boją się nowej technologii. Poza tym są tak samo wściekli jak ludzie z hip-hopu, ich muzyka zawsze posiada "hip"; punk tego nie ma, jest bardzo północnoeuropejski. Tutaj jest rytm, seks w muzyce.
MAX: Co nastąpi po ZOO TV? Czy nie jest trudno zaskoczyć publiczność czymś nowym?
LARRY: Tak, jest bardzo trudno.
MAX: Co więc możecie z tym zrobić?
LARRY: Ludzie pytają: "W jaki sposób zamierzacie przewyższyć ZOO TV?". Nie mamy w planach przebijać ZOO TV. ZOO TV była dla nas częścią multimedialnego projektu, to nie był tylko drobny epizod, to było coś dużo większego. Nasza kolejna trasa będzie zawierać pewne elementy ZOO TV. Ale nigdy nie zadeklarowałbym, że nie wrócimy kiedyś do idei czterech facetów na scenie z akustycznymi gitarami. Nie wiem, co moglibyśmy zrobić. Często rozmawiamy o możliwości nagrania irlandzkiej płyty, tradycjonalnej irlandzkiej płyty, a taka naprawdę nie pasowałaby do ZOO TV. Nie wykluczamy tego.
BONO: Nie wykluczamy niczego. Zastanawiamy się nad tym, co zrobiłby Andy Warhol lub ktoś, kto ma dostęp do tych wszystkich rzeczy, którymi my dysponujemy. Wprowadzamy 50 tysięcy ludzi w przestrzeń kosmiczną, czy mógłbyś oprzeć się stworzeniu z tego czegoś wyjątkowego? To, co robisz, jest koniecznością. Masz dostęp do systemu PA, piszesz bardzo osobistą muzykę, pojawiają się ludzie, którzy chcą na to patrzeć, ale stoją z tyłu. To szansa na to, bo zrobić coś nadzwyczajnego. To praca, a praca nie może być nudna. Nie chcemy mówić zbyt wiele na temat naszej trasy, ponieważ wciąż nad nią pracujemy. Ale mogę powiedzieć jedno: ostatnio zabraliśmy w drogę stację telewizyjną, tym razem zabieramy supermarket.
MAX: Czy to jest właśnie idea Pop?
BONO: Tak, kluczowym słowem jest wolność, jakiej zaznawał Andy Warhol. W latach 50. i 60. malarze byli zmuszeni mieszkać w pokojach na poddaszu i przyglądać się funkcjonującym w świecie zakazom. Warhol uwolnił się od tego, powiedział po prostu: "Jestem tu, żyję na tym świecie, dysponuję wolnością, dzięki której mogę czerpać ze świata to, co chcę i ignorować to, na co nie mam ochoty".

MAX: Kiedy zaznajomiłeś się z Andy'm Warholem?
BONO: Inspirował mnie trochę, kiedy byłem dzieckiem, dorastałem, czytając Warhola i naprawdę mi imponował. Teraz ponownie do niego sięgam. W jego życiu można znaleźć tak piękne rzeczy: był, na przykład, katolikiem, o czym nigdy nikomu nie powiedział. Zeszłej nocy wpadłem do Tony'ego, właściciela galerii i przyjaciela Andy'ego Warhola i dowiedziałem się od niego, ze Andy rzeczywiście był bardzo zabawnym facetem. Podczas Bożego Narodzenia i innych okazji w ciągu roku działał w organizacjach charytatywnych, karmiąc ludzi.Rzeczy, o których nigdy nikomu nie mówił, ponieważ jego publicznym wizerunkiem było: "skomercjalizowany".
MAX: Więc będziesz bawił się różnymi postaciami na scenie?
BONO: Nie wiem. Piosenki powiedzą nam, co robić. Piosenki zawsze mówią ci, co robić i to właśnie był powód, dla którego powstała ZOO TV. Tamte utwory zabrały nas w tamto miejsce, nowe utwory zabiorą nas w inne. Nie sądzę, by ta trasa była tak hiperaktywna i przeładowana mediami, ponieważ nie wydaje mi się, by nasze nowe piosenki mówiły właśnie o tym. Uważam je za bardzo osobiste. To wielowymiarowa płyta. Zaczyna się imprezowo, ale potem zmienia swój charakter, a to przykuwa uwagę.
MAX: W piosence Gone z nowego albumu pojawia się wers: "What you leave behind, you don't miss anyway". Cieszysz się złą sławą z powodu pozostawiania wszystkiego za sobą.
BONO: Hahaha. Dokonałeś swoich badań. To prawda. Powodem być może jest fakt, iż nigdy nie czułem przywiązania do rzeczy. Zwykłem zjadać lunch Larry'ego i sypiać w domu Edge'a. Nawet kiedy nie miałem pieniędzy, zawsze czułem się bogaty. Oczywiście w tej piosence mówię o przeszłości. Wiesz, jak ludzie narzekają na bycie gwiazdami rock'n'rolla, przez cały czas słyszysz od tych zepsutych gwiazdek pop, jakie to ciężkie życie. W chwili, w której Larry poprosił mnie, bym dołączył do zespołu, zaczęła się wielka przygoda i kiedy napisaliśmy Gone, poczułem się tak, jakby to była dla nas ostatnia piosenka. Właśnie takie miałem odczucia tamtego dnia. Chciałem powiedzieć, że to było fantastyczne, kochałem to w całości, nawet rzeczy mniej miłe, radowałem się wszystkim, więc mogłem to również wyzwolić.
MAX: Wróćmy do rzeczy materialnych. Co dzisiaj zostawiłeś za sobą?
BONO: Dziś rano zawieruszył się pierścionek, który dał mi Larry, drugi, który od niego dostałem. Piękny srebrny pierścionek. Tamten zaginął rok temu, więc Larry podarował mi drugi, dokładnie taki sam, platynowy. Nie, z białego złota. Na platynowy przygotowuje się, chcąc nie chcąc, teraz. Jeśli nie znajdę tego pierścionka, dostanę platynowy, ale jestem pewien, że mi się uda.
MAX: Larry, czy sukces Mission Impossible przyniósł ci wiele satysfakcji?
LARRY: Tak, sukces był fantastyczny, ale traktuję go raczej jako bonus. Prawdziwie ekscytujące było to, że kiedy zaczynaliśmy jako zespół, ludzie z firm nagraniowych mówili rzeczy takie jak: "Grupa jest wspaniała, ale perkusista musi odejść". Było coś przyjemnego w wyjściu zza zestawu perkusyjnego, w zrobieniu czegoś, co przyniosło sukces, w pracy połączonej z dobrą zabawą. Więc dla wszystkich ludzi, którzy mówili: "Larry powinien zawsze być taki" - fuck you. To było zupełnie inne doświadczenie: kiedy pracujesz z U2, masz wokalistę czy gitarzystę, który pomoże ci się wydostać z bałaganu, który zrobiłeś, teraz możesz liczyć tylko na siebie. To było pożyteczne.
MAX: W latach 80. byliście najgłośniejszym zespołem folk, w latach 90. - gwiazdami rock'n'rolla. Kim jesteście teraz?
BONO: Byliśmy flash punk.
MAX: Flash punk?
BONO: Owszem, tak nazwał nas Mick Jones. Nie wiem, co robimy teraz.
LARRY: Straciliśmy wątek.
BONO: Hahaha, tak. Wydaje mi się, że duże znaczenie ma to, by nie przypisać naszej nowej płyty do jednej lokalizacji i nie kojarzyć U2 z jednym typem rzeczy. Rzeczywiście chcieliśmy wydać album, który brzmiałby trochę jak mieszanka naszych kolekcji nagrań. Muzyki, której słuchaliśmy poprzez pryzmat U2. A słuchaliśmy bardzo różnych rzeczy, każdy z nas. Pewnej nocy w moim domu puszczaliśmy płyty od Sex Pistols po Chic, Tricky, Donnę Summer, disco z lat siedemdziesiątych i dynamiczną muzykę metalową. Myślę, że w dzisiejszych czasach muzyka jest nie jest jednogatunkowa, a pogląd, iż powinno się tworzyć rzeczy w jednym typie, jest staroświecki. Jeśli pewnego dnia budzisz się z piosenką pop, napisz piosenkę pop, jeśli następnego dnia budzisz się z muzyką murzyńską - zajmij się nią, kimkolwiek jesteś. Pop zawiera piosenkę w stylu science-fiction gospel, psychodeliczny pop, trans-stuff, hip-hopowy i trip-hopowy feeling w Playboy Mansion - robiliśmy po prostu wszystko, na co mieliśmy ochotę.
MAX: Co myślicie na temat powrotów, jakie mają obecnie miejsce: Sex Pistols, Kiss i Supertramp?
LARRY: Jeśli potrzebujesz pieniędzy, zrób to.
BONO: Jeśli ludzie chcą tego słuchać... Prawo nie zabrania. Muszę przyznać, że nigdy nie słyszałem nagrań Kiss. Ani jednej piosenki. Być może kiedyś mi się zdarzyło, ale nie wiedziałem, że to ich kawałki. Johnny Rotten może robić, co chce, tak czy owak jest zabawny. To smutne wiedzieć, że muzyka punkowa wybijała się przez 20 lat, a teraz zmienia się w tak zwany, ahhm, party punk. 18-latkowie walczą raczej z muzyką rodziców niż przeciwko muzyce rodziców. To dziwne.
MAX: Wyobrażacie sobie, jak wasz zespół rozpada się za 5 lat i na nowo schodzi za 10 lat?
LARRY: Jestem w stanie sobie wyobrazić, ale nie sądzę, by mogło się to odbyć w tradycyjny sposób. Nie wydaje mi się, by któryś z nas zdecydował na trasę powrotną.
BONO: Raczej sam wejdę w płomienie.
LARRY: Mogę niemalże zagwarantować, że nie będzie rozpadu i powrotu, co najwyżej sytuacja, w której ludzie rozchodzą się, by robić rzeczy na własny rachunek, a potem ponownie się spotykają, jeśli mają na to ochotę.
BONO: Musimy modyfikować wyobrażenia na temat tego, czym jest zespół rockowy. Co możemy zrobić? Andy Warhol mówił: "Bądź twórczy ma każdym froncie". To nie jest tak, że muzyka jest świetna, a media okropne, nie! Zaangażowaliśmy się na przykład w stacje telewizyjne, więc weszliśmy na ten obszar w ZOO TV. Dzieje się tyle rzeczy.
MAX: Bono, co z twoim filmem, Million Dollar Hotel?
LARRY: Chce, żebym zagrał główną rolę, ale nie może sobie na mnie pozwolić.
MAX: Naprawdę?
LARRY: Tak, jestem zbyt drogi.
BONO: Hahaha, rzeczywiście. Napisałem tę historię z Nicholasem Kleinem, bardzo bystrym, zabawnym facetem, a teraz Wim Wenders jest gotów stanąć za kamerą, więc mu ją przekazuję. Większość ludzi mówi, że oddając swoją historię reżyserowi, w pewien sposób przestajesz być jej właścicielem, ale ja wcale się tak nie czuję. Przeciwnie - mam wrażenie, jakby to zawsze była historia Wima. Ponieważ pisze on o Ameryce z bardzo ciekawej perspektywy. A Million Dollar Hotel jest narzędziem, którego może użyć. Z drugiej strony większość ludzi nie dostrzega w nim poczucia humoru. A on dysponuje rozwiniętym poczuciem humoru. Ten film jest jednocześnie bardzo zabawny i bardzo smutny. Nie mogę ci powiedzieć, kto w nim zagra, ale pojawią się tu pewni uroczy ludzie. Tak, to wspaniałe.
MAX: A jakie są twoje plany, Larry?
LARRY: To, o czym marzę, to znaleźć bardzo młodego reżysera i napisać muzykę do jego filmu. Nie w ten sposób, by najpierw zrobić zdjęcia, a potem dopisać muzykę: zależy mi na tym, by robić to jednocześnie. Właśnie tym chciałbym zająć się w przyszłości, bez pośpiechu. Niekoniecznie mam na myśli piosenki, mówię raczej o dźwiękach i pejzażach.
BONO: Dekorator ogrodów. Bardzo dobrze.
MAX: Czego możemy oczekiwać od kolejnego stulecia?
BONO: To bardzo wielkie pytanie dla małego, popowego zespołu.
LARRY: Politycznie czy osobiście?
MAX: I tak, i tak.
LARRY: Muszę położyć nowy dach na moim domu w Dublinie. A także uporać się z trasą.
BONO: Ludzie zawsze pytają: "Gdybyś mógł żyć w innych czasach, które byś wybrał?". Ja naprawdę lubię dzisiejsze czasy, nie dlatego, że wszystko jest w porządku, istnieje bowiem wiele rzeczy niewłaściwych i obecna sytuacja w najmniejszym stopniu nie przypomina lat 60. W latach 60. panował optymizm w związku z przyszłością. Ludzie czuli, że mogą zmienić wszystko, a ja obecnie tego nie czuję. Teraz pojawia się pewien rodzaj desperacji. Jest wystarczająco wiele jedzenia na świecie, ale ludzie nie chcą się nim dzielić, jest wystarczająco inteligencji, by móc rozwiązać wszystkie problemy. To, co obecnie rzuca mi się w oczy, to fakt, że ludzie muszą najpierw zacząć przyglądać się sobie, potem dopiero winić system polityczny. Dlatego właśnie staram się pisać osobiste piosenki. Myślę, że to klucz do przyszłości: dotyczy ona nie tyle systemu, ile tego, w jaki sposób ludzie mogą przetrwać w tym systemie i jaki mogą mieć na niego wpływ. Żyjemy teraz w najbardziej decydującym czasie.
MAX: Od dawna popierasz Greenpeace i Amnesty International. Myślisz o zaangażowaniu się w jakąś inną organizację?
BONO: Wszyscy jesteśmy zaangażowani w różnego typu organizacje. Wszyscy mamy pomysły na to, co chcemy robić. Niektóre mają ogromny zasięg, inne są całkiem małe. Masz niewielki wpływ na wielkie problemy lub duży wpływ na małe problemy. Myślę, że U2 staje się atrakcyjne dla różnych organizacji, ponieważ nasza muzyka jest dość osobista.. Amnesty angażuje się w sprawy ludzi, których aresztowano - to rzecz osobista: piszesz kartkę i dzięki temu wywierasz jakiś wpływ. Pojawiają się też większe problemy, za które w pewnym stopniu wszyscy jesteśmy odpowiedzialni.
MAX: Wasz wizerunek w latach 80. określało hasło: "U2 starają się ocalić świat". W latach 90. próbowaliście odrzucić tę wizytówkę. Jaki był powód?
BONO: Musisz być ostrożniejszy w angażowaniu się w kampanie, żyjemy przecież w wieku przepełnionym mediami. Z mojego punktu widzenia wiele rzeczy, które musimy robić, jest natury prywatnej. Wygląda to tak: jeśli my się czymś zajmujemy, to z pewnością jest to wyjątkowe. Ludziom znudziły się koncerty charytatywne, są nimi znużeni, musisz więc zdobyć się na więcej wyobraźni. Kreatywność jest kluczowym pojęciem, ponieważ obecnie ludzi nie ograniczają limity dotyczące tego, co są w stanie zrobić, ale limity stanowiące o tym, do czego zdolna jest ich wyobraźnia. Przykładem jest praca DJ'a - nie musi grać, musi tylko wiedzieć. Myślę, że powinniśmy być bardzo kreatywni w podejściu do różnych rzeczy. Może to jest lekcja, której się nauczyliśmy.
LARRY: Ludziom znudziły się akcje charytatywne, to tragiczne, bo dzieje się coraz gorzej. Poparcie tego typu jest potrzebne, ale niemożliwe jest, bo działać w taki sam sposób jak dotychczas.
BONO: Zdecydowanie musimy znaleźć nowe sposoby. Ludzie, którzy kupują nasze płyty, są bardzo świadomi. Mówię to, sadząc po Propagandzie, naszym magazynie. Istnieje wiele osób, które chcą coś zrobić w związku z tym, gdzie przybywają i gdzie żyją. Nie chcą jednak zapisywać się do organizacji, to wszystko. Teraz opracowano nową filozofię. W latach sześćdziesiątych ludzie wycofywali się i tworzyli własną kulturę. W latach osiemdziesiątych, w czasie bardzo materialistycznym, pojawiało się hasło: "Zapomnijmy o wszystkim i cieszmy się łupami". W latach dziewięćdziesiątych ludzie zaczynają orientować się, że żyjemy na tym świecie, pracujemy i dokonujemy zmian w bardzo znaczący sposób. Myślę, że tak się właśnie dzieje.
MAX: Co sądzicie o planach zjednoczenia Europy za pomocą jednej waluty?
BONO: Pewnego dnia słyszałem historię o tym, że ponieważ Niemcy, Anglicy i Francuzi nigdy nie dojdą do porozumienia, gdzie powinien stanąć bank europejski, planuje się umieścić go w Dublinie. Jest na to bardzo niewielka szansa, ale to byłoby takie zabawne. Irlandczycy nie są materialistami i w tym sensie wydają się najlepszymi kandydatami, by objąć kierownictwo. Wierz mi, ci wszyscy bankierzy natychmiast zaczną podążać za modą i pić w dublińskich barach, to byłoby bardzo zabawne. Dlatego mówię: przenieście bank do Dublina!
MAX: Co sądzisz o idei zjednoczonej Europy?
BONO: Jest sprytna, bo dzięki zniesieniu podziałów można bardzo wiele zyskać. Również poprzez poznanie różnic między nami. Idea jedności zawsze mnie przerażała. Lubię różnorodność, ale nie lubię podziałów.
MAX: Przenieśmy się w rejon przyjemniejszych tematów. Larry, ostatecznie zrobiłeś sobie tatuaż. Dlaczego wybrałeś ten motyw? To rodzaj słońca, tak?
LARRY: Tak.
MAX: Opowiedz o tym.
LARRY: To rzecz osobista. Od dawna chciałem sobie coś wytatuować, ale nie lubię igieł, więc ostatecznie upiłem się mocno, pojechałem na Woodstock i tam to zrobiłem. Planowałem to od dziesięciu lat.
MAX: Bono, a co z tobą?
BONO: Uczucie pierścienia na penisie, które poczułem, było wystarczające. To zbyt wielki ciężar jak dla jednego człowieka. Nie, w tej dziedzinie jestem nietknięty.
MAX: Gwiazdy rocka zawsze chcą nosić tatuaże.
LARRY: To ogólnikowe stwierdzenie. Moja dziewczyna ma tatuaż od lat. Ludzie tatuują sobie różne wzory, ale oryginalne tatuaże są formą sztuki. I jeśli są traktowane jak sztuka, a ty decydujesz się wytatuować sobie jakiś wzór, to znaczy, ze dostrzegasz w nim coś wyjątkowego. Nie zamierzam robić sobie więcej tatuaży na ciele. A tego, który mam, nie zrobiłem ze względu na to, że jestem gwiazdą rocka.
MAX: Jakie nowe zespoły naprawdę lubicie?
BONO: Pulp jest dla mnie jak zespół science-fiction. Jarvis Cocker świetnie opowiada historie i ma fantastyczny charakter. Wiesz, wielu ludzi w Anglii i wiele angielskich zespołów uważa, że wszystko, co powstaje w Ameryce, jest beznadziejne i zbyt proste, ale Jarvis temu podołał. Oasis, Noel Gallagher pisze świetne piosenki, piękne melodie. Jest jeszcze grupa, która nazywa się Bloody Valentine. Dwójka z nich to Irlandczycy, ale od dawna mieszkają w Londynie. Kocham ich muzykę.
MAX: A co sądzicie o Becku?
BONO: O tak, on jest rewelacyjny! Myślę, że Beastie Boys to posegregowali, zauważyli, że rock zaczyna robić się przyziemny i wykonali zwrot w lewo. A Beck podążył za nimi tą drogą. Kocham piosenkę Truckdrivin' Neighbors Downstairs z Mellow Gold. Posiada poczucie humoru i ono odgrywa kluczową rolę. Beck zdaje się posiadać starą duszę w młodym ciele.
MAX: Kiedy ostatni raz śmialiście się do łez?
LARRY: Rzeczywiście, dużo się śmiejemy.
BONO: Tak, śmiejemy się, Irlandczycy często się śmieją, mieszkam w domu wypełnionym śmiechem. Przeżywam swoje wzloty i upadki, raz jestem w lepszej, raz w gorszej formie, ale Irlandczycy są pełni śmiechu. Myślę, że amerykańskie podejście też jest bardzo zabawne, nie śmieję się z niego, ale istnieje szaleństwo w miejscach takich jak Nowy Jork, nieprawdaż?
LARRY: To bardzo dziwne przyjechać tam z Europy, gdzie wszystko wciąż się zmienia. Ameryka wcale się nie przeobraża, cały czas jest dokładnie taka sama. Nie mówię tego w negatywnym sensie, ale pewne rzeczy naprawdę pozostają tam niezmienne. Oni wciąż nie potrafią parzyć herbaty, nie pojmują kawy.
BONO: Myślę, że kawę pojmują. Strasznie się uśmiałem w Miami. Powinieneś sam to sprawdzić.
MAX: Które miejsca w Miami?
LARRY: South Beaches. Jest tam mnóstwo rzeczy, dawniej spotykałeś tam tylko starych ludzi, teraz przybywają tu młodzi chłopcy i dziewczęta. Nowa scena, mnóstwo muzyki, dużo dobrych restauracji, wiele fajnych miejsc. A nieruchomości są w Miami niewiarygodnie tanie.
BONO: Już same fryzury sprawiają, że się śmiejesz.
MAX: Wielkie, puszyste włosy?
BONO: Jak u pudla. Bardzo cool fryzury.
MAX: Wiem, że Larry interesuje się sportem i sam go uprawia. A co z tobą, Bono, czy Larry cię inspiruje?
BONO: Tak, Larry mnie inspiruje. Lubię pływać, dzięki temu jestem w dobrej formie. Obecnie moja kondycja jest nie najlepsza, bo spędziłem 6 miesięcy w studio. Będę musiał poprawić kondycję przed rozpoczęciem trasy, a także rzucić palenie cygar.
MAX: Dlaczego przestałeś palić cygara?
BONO: Zacząłem się nimi zaciągać.
MAX: Ojciec zawsze cię przed tym ostrzegał.
BONO: To prawda. Wciąż nie mogę palić przy ojcu. Ostatnio uświadomiłem sobie, dlaczego był tak zdenerwowany faktem, że palę. Ojciec mojego ojca, który był komediantem, zmarł na chorobę spowodowaną paleniem i nawet na łożu śmierci chciał zapalić. Myślę, że o niektórych rzeczach, które działy się dawniej rodzinie, trudno się dowiedzieć, ponieważ ludzie nie przywykli do rozmów o przeszłości. Więc wydaje mi się, że kiedy ojciec widzi, jak palę, ma przed oczyma jeden obraz. Obraz swojego ojca. Ale teraz zamierzam z tym zerwać.
MAX: Słyszałem wielokrotnie, jak opowiadasz o swoim ojcu, ale nigdy nie słyszałem, żebyś mówił o dzieciach? Nie lubisz o nich rozmawiać?
BONO: Generalnie, moja żona, Ali, jest osobą bardzo prywatną i stara się trzymać to wszystko z dala od dzieci. Myślę, że się o nie martwi. Uwielbiam mówić o swoich dzieciach. Nie powinieneś mnie o nie pytać, bo nie będę mógł przestać mówić.
LARRY: Nie pozwól, by zaczął opowiadać o Barbie!
BONO: Hahaha. Dokładnie. Mam dwie dziewczynki, Hollywood i Hollyweird, tak je nazywamy, jedna jest jak księżniczka, druga jak gwiazdka punk rocka, są fantastyczne.

  • jedrzej (źródło: Florian Brugger, Max)

Dodaj komentarz Wymaga loginu/hasła u2forums.com. Nie masz konta? Zarejestruj się.

Komentarze (0) Strona 1

    Newsletter

    Dodaj Usuń 

    Artykuły

    więcej

    Najczęściej komentowane

    Po przyjeździe do Etiopii nie przeżyłem żadnego szoku kulturowego. Zupełnie inaczej było po powrocie tutaj. Zacząłem zadawać sobie podstawowoe pytania dotyczące życia w Pierwszym Świecie przeciwstawionym Trzeciemu. Ludzie, których zostawiłem - Bono