12:33 30 Sie '05

Ali Hewson: In the Name of Love

Ali Hewson, dawniej Alison Stewart, dorastała na średnio zamożnych przedmieściach północnego Dublina, a Bono poznała w szkole dla dzieci różnego wyznania, Mount Temple.

Ali Hewson, dawniej Alison Stewart, dorastała na średnio zamożnych przedmieściach północnego Dublina, a Bono poznała w szkole dla dzieci różnego wyznania, Mount Temple.', 'Pierwszego dnia w szkole Bono próbował do niej zagadać, lecz ona ignorowała jego zabiegi. Starał się o jej względy przez kilka lat, usiłując ją oczarować poczuciem humoru. Przyjaźń rozwijała się powoli, ponieważ Ali nie chciała być tylko jeszcze jedną dziewczyną Bono.

u2 photos Kiedy zmarła jego matka, pojawiła się bardziej praktyczna Ali, która pomagała opiekować się roztargnionym Bono, dbając o niezbędne rzeczy, takie jak jedzenie, ubrania czy klucze do domu. Para wzięła ślub, kiedy Ali miała 22 lata - w sierpniu 1982 roku w starym Guiness Church of Ireland w Raheny, w Dublinie, wybierając jako drużbę basistę, Adama Claytona.

Ali Hewson sprawia wrażenie osoby otwartej, naturalnej i szczerze czułej. Nie ma skłonności do formułowania fałszywych sądów na swój temat ani udawania, że posiada większą niż w rzeczywistości wiedzę. Jej uśmiech jest częsty i nierzadko skromny. W wieku 33 lat otrzymała stopień naukowy w naukach społecznych, polityce i socjologii, a teraz poświęca większość swojego czasu córkom, Jordan i Eve, oraz pracom w kampaniach Geenpeace.

"Czasem jest ciężko. Nienawidzę, kiedy ktoś nazywa mnie ''żoną Bono'' i identyfikuje tylko w ten sposób. Wiem, że ludzie, którzy znają mnie wystarczająco dobrze, nie myślą o mnie w ten sposób. Ale zawsze są tacy, którzy nie zauważają, ze mam odrębną tożsamość, którzy postrzegają nas jako jedną osobę. Ale w ostatecznym rozrachunku naprawdę nie przejmuję się tym, co ludzie myślą, tak długo, jak długo sama czuje się wystarczająco silnie".
Ali często jest zmuszona zdawać się na własne siły, ponieważ jej mąż, przebywając na trasach koncertowych, rzadko bywa w domu. "To problem innej, nieco cięższej, natury. Zwłaszcza kiedy dzieci osiągną taki wiek, że nie będą mnie chciały więcej słuchać", stwierdza. "Mówię im: ''Zmierzam zadzwonić do waszego ojca i powiem mu, żeby zrobił z wami porządek''. Ale to nie przynosi żadnych efektów, myślę, że dziewczynki mają jego charakter - obie są bardzo stanowcze".

Posiadanie dzieci sprawia, że Ali Hewson zaczęła myśleć o środowisku, w którym one dorastają. Zaangażowała się więc w Greenpeace i brała udział w akcji przeciwko budowie fabryki przerabiającej odpady radioaktywne, 200 kilometrów od Morza Irlandzkiego, na północnym wybrzeżu Wielkiej Brytanii. A żeby mieć duży wpływ na przebieg kampanii, zgodziła się zaprezentować w irlandzkiej telewizji mocny i poruszający dokument na temat skutków oddziaływania odpadów radioaktywnych z nuklearnych katastrof w radzieckim Czarnobylu, Black Wind i na Białym Lądzie.

Ponad 600 tys. osób zostało ewakuowanych z Białorusi w 1986 roku w następstwie wypadku w Czarnobylu. Od tamtej pory zachorowania na leukemię i dziecięcego raka wzrosły dwukrotnie, a genetyczne deformacje trzykrotnie. Cierpią ludzie we wszystkich kategoriach wiekowych.
Poziom zagrożenia radioaktywnego musi byś sprawdzany za każdym razem zanim udzieli się dzieciom pozwolenia na zabawę na zewnątrz. Mówi się o sterylizacji młodych dziewcząt, które osiągnęły dojrzałość płciową, w celu redukcji częstotliwości deformacji nowonarodzonych dzieci. Jak dotąd, współczynnik narodzin zmalał o 50 %.

Ali i filmowa załoga byli naturalnie zaniepokojeni w związku z narażaniem się na promieniowanie podczas ich 3-tygodniowego pobytu w Białorusi. "Przebywaliśmy w strefach zamkniętych, gdzie promieniowanie osiąga najwyższy poziom. Głównym niebezpieczeństwem są teraz pozostałe pyły, zanieczyszczona żywność i gleba. Przywieźliśmy własne suszone jedzenie i wodę. Ale ludzie opiekujący się nami chcieli nam dawać swoje jedzenie i wodę. Nie mogliśmy po prostu powiedzieć, ''Może dla was jedzenie tego jest w porządku, ale ja nie zamierzam, dziękuję''. Więc jedliśmy tam i piliśmy, mając nadzieję, że nie jest tragicznie", mówi Ali.

Pomimo swojego zaangażowania Ali nie wzięła odpowiedzialności za ostatnie protesty U2 w związku z bliskimi planami otwarcia drugiej fabryki w Sellafield. "Prawdopodobnie oboje wpływamy na siebie, oboje zajmujemy się tymi samymi sprawami", mówi. "Plany otwarcia drugiej fabryki w Sellafield naprawdę mnie przerażają. Nie chcę spokojnie siedzieć i pozwalać, by zrealizowano te plany bez mojego protestu, stanowiącego wszystko, co mogę zrobić".

Jako osoba zamożna Ali czuje odpowiedzialność, by robić to, co może, w celu rozwinięcia świadomość problemów tego typu. Nie tylko dlatego, że nie pracuje na pełnym etacie. "Z pewnego punktu widzenia jestem bardzo uprzywilejowana. Nie czułabym się w porządku, wydając pieniądze na wszystko, co chcę. To naprawdę miłe, jeśli jesteś w stanie zaangażować się w coś, wiedząc, że nie jesteś zmuszonym czuć się od tego zależnym finansowo". Istnieje wiele kobiet związanych z bogatymi, przykuwającymi uwagę mężczyznami, które angażują się w prace charytatywne. Podczas gdy ich praca jest warta zachodu i godna pochwały, czy Ali kiedykolwiek czuła lęk przed tym, że zostanie oznakowana jako jeszcze jedna z tych tzw. "dam, które jadają lunch"?

"Domyślam się, skąd mogą pochodzić krytyki tego typu - ci ludzie są bogaci, mogą wyjść i zebrać pieniądze na cele charytatywne, czując, że coś zrobili, ale w rzeczywistości w ogóle się tym nie przejmując. Ale nie sądzę, żeby krytyka była uzasadniona. Ludzie, którzy oceniają takie kobiety, prawdopodobnie dają się ponieść cynizmowi, a ja myślę, że jeżeli jesteś cyniczny w swoim podejściu do życia, zatracasz jego prawdziwe znaczenie. Nie mogłabym pozwolić, by obawa przed kimś, kto powiedziałby coś takiego o mnie, spowodowała, że przestanę robić to, w co wierzę", mówi Ali.

"Wiele kobiet wykonuje naprawdę dobrą pracę, one są potrzebne, są osobami, które faktycznie są przejęte tym, w co się angażują. Uczciwym byłoby samemu ustawić się na pozycji, gdzie od czasu do czasu jest się wyśmiewanym za to, co się robi. Zwłaszcza, jeśli wypełniają one wolne przestrzenie tam, gdzie rząd zawiódł ludzi. Poświęcają się i myślę, że to dobra rzecz. Mogłyby po prostu siedzieć i nie robić nic, gdyby chciały. Mogłyby chodzić na lunch, nie zbierając przy tym pieniędzy na cele charytatywne."

Ali Hewson, na tyle, na ile jest to możliwe, wybrała życie dalekie od błyszczącego, inkrustowanego sławą kręgu. "Nie zostałam do tego wychowana. Pochodzę z północy! To po prostu tak się ułożyło. Znam wielu ludzi z tamtych kręgów i są oni naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Ale ten świat nie wydaje się odpowiedni dla mnie. Myślę, że to nie jest miejsce, w którym czułabym się naprawdę wygodnie."

Ali ma nadzieję, że jej praca środowiskowa nie sprawi, że przez dłuższy czas będzie się znajdowała w centrum zainteresowania. "Prawdopodobnie zrobię wszystko, co w mojej mocy, by tego uniknąć. To wyjątek, poczyniony dla czegoś, co uważam za naprawdę dobry powód. Bardzo duże znaczenie ma dla mnie chronienie dzieci oraz mojego życia z Bono. Jak dotąd bardzo dobrze na tym wychodziłam - osiągnęłam taki etap życia, w którym mogę wyjść i robić wszystkie normalne rzeczy, a on może się wyciszyć. Chciałabym przy tym pozostać. Wolałabym pracować poza sceną".

Ali obala pomysł, jakoby Bono wprowadził jej doświadczenia z Białorusi w nastrój swoich ostatnich kompozycji. "Bono w najmniejszym stopniu nie podlega moim wpływom!", śmieje się. "Odkąd stał się sławny, odbyliśmy tylko jedną naprawdę znaczącą rozmowę na ten temat. Bardzo rzadko widywaliśmy się przez ostatnie półtora roku. Nasza komunikacja była nieregularna". Czy jest trudno sprawować pieczę nad związkiem w takich warunkach? "Myślę, że przez ten czas przyzwyczailiśmy się do tego. Spędziliśmy ze sobą wystarczająco wiele czasu, by teraz nie mieć z tym problemów. Zwykle wydaje mi się, że po takiej rozłące, nasze stosunki zyskują na wartości; kiedy na nowo się spotykasz, twój związek się rozwija."

"Przyzwyczajanie się do kogoś, kto wrócił do domu, może być naprawdę trudne. Nie mogę przestać myśleć: ''Co robisz w moim łóżku?'' albo ''Co robisz w mojej łazience?'' albo ''Dlaczego zostawiasz swoje ubrania w moim domu?''. Bono zawsze mówi, że czuje się trochę jak śmieci wokół domu, które po prostu chciałabym uporządkować."

"Ale abstrahując od takich praktycznych przystosowań, zwykle wydaje mi się, ze po każdej rozłące jesteśmy sobie bliżsi. Nie zaniedbujecie się nawzajem, jak to się zdarza w sytuacji, w której widujecie się codziennie. Zawsze jest coś nowego, o czym można rozmawiać.

u2 photos Radzenie sobie z Bono wracającym do domu z trasy koncertowej, mogłoby stanowić problem. "Wyjazd do Białorusi na trzy tygodnie przyniósł ciekawe rezultaty, ponieważ doświadczyłam tego co on, kiedy wróciłam do domu. Nigdy wcześniej nie byłam w ten sposób oddalona od Bono i dzieci, pracując nad niezależnym projektem. Więc nie mogłam do końca zrozumieć, jak on się czuje, kiedy wraca z trasy", mówi Ali.

"To dla niego bardzo trudne wrócić do domu i powiedzieć: ''Tak, jestem normalny''. On chce co noc wdrapywać się o jedenastej wieczorem na stół i występować! Zastanawia się, gdzie jest 50 tys. osób. Teraz się z tego śmiejemy".

Czy martwi się, że domowe życie poprzez porównanie wyda się Bono nudne i nieciekawe? "Cóż, nigdy nie sprawił, bym mogła to odczuć, ani odrobinę", odpowiada.

Czy czasami Ali nie żałuje, że nie wyszła za Joe Bloggsa z północnego Dublina? "Czasami tak, ale nigdy nie spotkałam Joe Bloggsa! Nie znam nikogo, kto jest stuprocentowo normalny - każdy ma swoje małe dziwactwa. Czasami chciałabym, by życie było prostsze. Ale nie mogę sobie wyobrazić Bono pracującego od 9.00 do 17.00. Mógłby popaść w szaleństwo".

"Byłoby miło spacerować przez Grafton Street i robić rzeczy, na których wspólne wykonywanie nie możemy sobie pozwolić. Ale prowadząc prywatne życie, przynajmniej ja mogę je wciąż wykonywać". Byłoby łatwo mieć pretensje to kogoś, kto wraca do domu i przyprowadza ze sobą zestaw kamer. "Cóż, to naturalny element jego pracy", zauważa Ali. "Ale jesteśmy szczęśliwi - przynajmniej jest to dobrze płatna praca, więc możemy od tego uciec, jeśli chcemy. Możemy wyjechać i mieć wakacje gdzieś z dala od tego wszystkiego. Więc ostatecznie wszystkiemu można dać radę."

Bono czasami pojawi się w domu wyczerpany swoim rozkładem tras z U2. "Musisz odrzucić pomoc zespołu i próbować naprawić wszystkie elementy, które uległy zepsuciu. Ale każdy związek przez to przechodzi. Po prostu kwestia tego, czy to działa czy nie, jeśli działa - wszystko jest w porządku. Myślę, że Bono jest szczęśliwy", mówi Ali, uśmiechając się.

"Nie czuję się zagrożona. Możesz żyć swoim życiem, będąc przerażonym, że możesz kogoś stracić, ale w ostatecznym rozrachunku, jeśli on zamierza cię opuścić, opuści cię, to wszystko", śmieje się.

  • jedrzej (źródło: Francine Cunningham, More)

Dodaj komentarz Wymaga loginu/hasła u2forums.com. Nie masz konta? Zarejestruj się.

Komentarze (0) Strona 1

    Newsletter

    Dodaj Usuń 

    Artykuły

    więcej

    Najczęściej komentowane

    Dla mnie Jezus Chrystus nie jest związany z żadną religią. Dla mnie religia, to zasady wymyślone przez ludzi, które mają wypełnić opuszczone przez Boga miejsce - Bono