18:53 25 Sie '05

Bono: Czuję więcej niż wiem

U2 jest zespołem, który bez wątpienia znacząco zmienił nasze wyobrażenia o sposobie, w jaki w muzyce rockowej można podejmować problematykę wiary.

Mimo nieustannego eksperymentowania z przeróżnymi stylami i tradycjami muzycznymi, dublińczycy nie przestają odwoływać się do chrześcijaństwa. Cokolwiek myśleć o ich poglądach oraz kontrowersyjnych i ekscentrycznych zachowaniach, nie można odmówić im szczerości i bezpośredniości wypowiedzi.

Stało się już wręcz normą, że spragniona sensacji i mocnych sformułowań prasa (i to nie tylko muzyczna), przesadnie akcentuje te fragmenty wypowiedzi Bono, które komentowane są jako obrazoburcze. Faktem jest, że język i porównania, jakich używa lider U2 dalekie są od gładkiej i hiperpoprawnej retoryki absolwentów Oxfordu czy Cambridge. Każdy jednak, kto choć trochę interesuje się kulturą Irlandii lub przynajmniej miał okazję przespacerować się ulicami Dublina, doskonale rozumie, w czym leży tajemnica pozornej chamowatości Paula Hewsona.

Oczekiwać od niego grzecznego lub zachowawczego tonu angielskiego arystokraty, to jakby spodziewać się po górniku, który po pracy wyjechał "na powierzchnię", by zażądał filiżanki herbaty i tomiku poezji. Oczywiście, mamy prawo oburzać się na takie czy inne "teksty" i kompletnie ignorować ich przesłanie. Wydaje mi się jednak, że skupianie się na fragmentach wyjątkowo "ostrych" sprawia, iż tracimy z oczu cały kontekst, w jakim zostały wypowiedziane, a tym samym i treść, która, ośmielam się twierdzić, jest często godna przemyślenia.

Zamiast więc denerwować się fragmentarycznie cytowanymi wypowiedziami "wielkiego pyskacza" z Dublina, proponuję prześledzić kilka jego wypowiedzi przez pryzmat tekstu jednej z piosenek U2 - "wszystko co mam, to czerwona gitara, trzy chwyty i prawda - reszta należy do ciebie".

Coś wisiało w powietrzu. Być może nawet w dosłownym tego słowa znaczeniu. W lecie 1977 roku Odnowa Charyzmatyczna, nowy ruch ewangelizacyjny tworzący się w łonie Kościoła Katolickiego, zorganizował w Royal Dublin Society czterodniową konferencję. Około siedemnaście tysięcy delegatów z osiemdziesięciu krajów przybyło, aby wysłuchać obietnicy Nowego Zesłania Ducha Świętego.

Obecny na tym spotkaniu Bono wspominał w 1993 roku: "W 1977 roku występowaliśmy w ramach misji na ulicy. To właśnie wtedy poznaliśmy naszego pierwszego kaznodzieję, Denisa Sheedy. To było w Mc''Donaldsie na Grafton Street. Facet był ostry jak brzytwa. Mówił: "Jesteście kopnięci, no nie? siedzicie w muzyce. Popatrzcie na siebie. Co to za ciuchy? Jesteście kopnięci! No i nie pijecie! I nie jesteście na kwasie!" Mówił i zaczynał opowiadać o sprawach, które już słyszałem jako mały chłopiec, kiedy odwiedzałem rodzinę Guggi. Była ona jakby wyjęta ze Starego Testamentu, mieszkała zaraz za rogiem. W tym domu musiało ich mieszkać chyba kilkaset. Było trzynaście dzieciaków. Robbie Rowan był niesamowitym protestantem. Po prostu byli z "tamtej" strony. I kiedy on mówił, wiedziałem, że "coś w tym musi być". Uwielbiałem sposób, w jaki mówił o tych sprawach (o Bogu - przyp. autora). Gdy byłem młodszy poszedłem na kilka spotkań ewangelizacyjnych w Merrion Hall. No i nie spodobało mi się. Wyczułem bigoterię. Nie lubiłem tego. Pamiętam, jak po jednym z takich spotkań podwoził mnie do domu taki jeden protestancki bigot. Pyta mnie, dzieciaka w samochodzie: "Jak masz na imię? Paul? To bardzo, bardzo słynne imię. Jaka jest najsłynniejsza osoba o tym imieniu?" Ja na to: "Paul McCartney". A facet na to: "Nie, Mówię o osobach pobożnych!" A ja odpowiadam: "Ach, bardzo przepraszam, chodzi o papieża Pawła!" Długi wdech i nerwowy szept: "O apostoła Pawła". Facet nie lubił katolików, a mój tata był katolikiem, więc mi się to nie spodobało. I wycofałem się z tego wszystkiego.

A potem spotykamy tego gościa, Dennisa Sheedy. Klient totalnie stuknięty - dokładnie tak jak my! Mówi o Bogu? - spoko! Serdecznie witamy! Może kawy? Zaczęliśmy się od niego uczyć. To nas wciągnęło. To wtedy, w 1977, pojawiło się to poruszenie ducha. Bardzo sztywni katolicy nagle zaczęli się zmieniać. Dało się wśród nich wyczuć ten element podniecenia, jak w amerykańskich "czarnych" kościołach - ludzie tańczyli i śpiewali. Dotąd można było zobaczyć skaczących z radości dla Jezusa w Royal Dublin Society i wkrótce o tym zapomnieć. Potrzeba naprawdę wiele, aby zmienić sztywnych katolików w grupę ludzi, która skacze i szaleje, jakby była na prochach. To było jak impreza rave. Właśnie tak się działo. Po prostu oszaleli. Tyle że tutaj, zamiast amfetaminy, był sam Duch Święty.

To było pasjonujące. Bardzo się w to zaangażowałem i zaczęły się dziać ważne rzeczy. Widzę to wszystko. Widzę. O rety! Spotykam ludzi z różnych miejsc, którzy zapłonęli wtedy tym samym ogniem. Mówią: "Tak, przeżyłem to" i uzmysławiasz sobie, że to nie jakaś sporadyczna przygoda. To autentyczne Wydarzenie, które dzieje się cały czas.

Zielonoświątkowcy mówią, że Duch Święty wylewa się i można określić pole Jego działania. Takie wylania były w 1917 i 1918 i wynikło z tego wiele spraw. To są poruszenia Ducha. Gdzieś się "Coś" dzieje i zostaje. I takie wylanie my też przeżywaliśmy. Z tego właśnie brały się ruchy typu Odnowa. Kto kiedyś słyszał, żeby katolicy tak śpiewali? Wiesz, to szalone, skakać dla Jezusa w Royal Dublin Society, zwariowane! Ale to się działo. Wiem to na pewno".

Na pytanie, czy zawsze wierzył, Bono odpowiada: "Nie. Ja wiedziałem. Bardzo mocno wiedziałem, że w tym coś jest. Wtedy też, instynktownie, nie mogłem uwierzyć w hasło, które próbowała sprzedać mi szkoła i inteligencja. Hasło "Bóg umarł". Zawsze będę pamiętał napis na murze w mojej szkole - najpierw "Bóg umarł - Nietsche" a pod spodem "Nietsche umarł - Bóg". Klasyczne graffiti. Po prostu wiedziałem, że to prawda".

Kim jest dla Ciebie Jezus Chrystus? - standardowe pytanie zadawane nam już setki razy przy okazji przeróżnych rekolekcji, na które też, być może, dawaliśmy równie standardową odpowiedź. Oto jak do sprawy podchodzi lider U2: "Kiedy dochodzę do tego momentu, a jest to dla mnie dość trudne, myślę sobie: OK., wiemy, że Jezus istniał jako osoba. Wszystko to jest do przeczytania w historycznych książkach i nie ma cienia wątpliwości, że w konkretnym czasie żyła taka osoba i w konkretnych miejscach podawała się za Syna Bożego. Mój problem polega na tym: albo Jezus był tym, za kogo się podawał, albo był kompletnym świrem. Ta cała gadka o proroku, o "Dobrym Nauczycielu" - żeby było śmieszniej, Chrystus tego nie cierpiał. Kiedykolwiek ktoś do Niego przychodził i nazywał dobrym nauczycielem, On od razu go ustawiał. Ktoś przychodzi i mówi: " Nauczycielu Dobry, chcę za tobą iść ale zmarł mój ojciec i muszę go pochować". A Jezus na to: "grzebanie umarłych zostaw umarłym". Myślałem: "Co za okropne słowa. Ten facet chciał przecież pogrzebać swojego tatę". Pamiętam, że poszedłem z tym do kogoś, kto się na tych sprawach znał i zapytałem: "To okropne. Nie rozumiem. Mówi mu, żeby się odpieprzył. On tylko chciał zrobić pogrzeb tacie. To przegięcie!" I przypominam sobie jak mi wytłumaczył: "Nazwał go "dobrym nauczycielem", tu leży odpowiedź. To znaczy, że wcale nie załapał, o co chodzi". Najpopularniejsza wizja Jezusa w naszej zachodniej cywilizacji to wizja Jezusa-Dobrego Człowieka, kogoś, kto miał dobre pomysły na temat życia. Według mnie, gdyby ta wersja byłaby prawdziwa, to mielibyśmy świrusa na skalę Charlesa Mansona. Czujesz, o co chodzi?! A człowiek ten poszedł na krzyż, został ukrzyżowany! Król Żydów! Oto jestem! Mówimy o psychopacie? Uderza mnie, że byłaby to największa ironia ludzkiej egzystencji, gdyby cały nasz świat został ukształtowany przez wariata. Bo na tym świecie jest pełno wariatów, niektórzy nawet o wiele bardziej efektowni od tego. I zadaję sobie pytanie: "Jak cały świat mógłby być realnie ukształtowany przez waiata? Jak moglibyśmy żyć według post-wariackiego kalendarza? Rozumiesz, tego już za wiele! Ale to nie wszystko! Gdyby moja wiara była oparta jedynie na tym, byłaby niczym. Moja wiara opiera się także na czuciu, zmysłach, instynkcie, muzyce. Jestem muzykiem. Cała muzyka opiera się na wierze. Idziesz od jednej nuty do drugiej, wierząc, że ona tam właśnie będzie, gdy wykonasz kolejny krok. Kroczysz po wodzie - cały czas. Na tym polega wiara. Nie mam wszystkiego idealnie poukładanego, czy coś w tym stylu, ale wiem, że to prawda. I czuję więcej, niż wiem".

Czy jednak taka postawa nie zakłada wiary naiwnej, ślepej? Postawa typu: nie wiem za bardzo dlaczego, ale idę... Czy taka naiwno-romantyczna wizja wyznawcy-straceńca z góry skazanego na szukanie po omacku nie jest głównym motorem napędowym Bono? Na tego rodzaju wątpliwości Paul Hewson odpowiada:
"Nie. Nie wydaje mi się, aby było to takie proste. To prawie jak chodzenie o kulach. Skoro działa, to znaczy, że należy ich używać. Ale nie myślę, że właśnie o to chodzi. Żyjemy w wyjątkowych czasach. Jeszcze nigdy w historii naszej cywilizacji ludzie w tak radykalny sposób nie odrzucili duchowości i Boga. My teraz tego doświadczamy. To się dzieje. Nigdy tak nie było. Nigdy, nigdy, nigdy. Ludzie czcili nawet gwiazdy i księżyc. My oddajemy cześć pieniądzom. To niesłychana sprawa. Religia zaś jest jak skorupa. Myślę więc, że gdyby Bóg naprawdę nie żył, jeśli byłby tylko mitem, to jest to mit, który bardzo trudno odrzucić, bo żyliśmy z nim przez setki lat. A przecież ciągle istnieje, nawet w komunistycznej Rosji, gdzie wzmianki o religii usunięto z książek, kompletnie ze wszystkiego. To bardzo głęboko w nas tkwi. I nawet jeśli nie wierzysz, że Bóg istnieje tam, to musisz uznać, że obecność Boga jest tutaj. Więc musisz się jakoś z tym pogodzić. Ale dlaczego nikt nie chce o tym rozmawiać? Jakim cudem tak mało artystów podejmuje ten temat, tak mało pisarzy nad tym pracuje? A o to przecież chodzi (by o Nim mówić - przyp. autora). O to chodzi U2, Patti Smith, Bobowi Dylanowi. Ludzie starają się odnaleźć prawdę: co to za sprawa i dlaczego nie da się jej zignorować? Co to jest? Jak mamy się wobec niej ustawić? Czy to jest to samo co muzyka? Czy pochodzi z tego samego miejsca co muzyka? Czy to nasz język, którym komunikujemy się z Bogiem - czy to jest muzyka? Jest tak wiele pytań. I to wszystko jest takie głębokie".

Bono jest często i, należy to śmiało powiedzieć, nie bez racji krytykowany za głoszenie swojej własnej para-teologii. Trudno zaprzeczyć oczywistemu faktowi, że wypowiedzi lidera U2 nie można traktować jako Magisterium Kościoła. Do najczęściej cytowanych zdań z dziedziny obrazoburczych należy twierdzenie, jakoby religia stała w sprzeczności z wiarą. Trąci New Agem i brakiem oryginalności, a tego nie lubimy. Warto jednak prześledzić całą, dość obszerną wypowiedź Bono. Przy odrobinie dobrej woli można bowiem dojść do wniosku, że mamy do czynienia z dość powszechnie spotykanym zjawiskiem, którego sedno streszcza się w zdaniu - dobrze myśli, ale dlaczego oskarża nas o coś, czego tak naprawdę nie ma. O co mi chodzi? Proszę posłuchać.

"Religia jest wrogiem Boga, przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Może być bardzo niebezpieczna. Mam takie swoje ulubione zdanie, zawsze je cytuję - nigdy nie ufaj porządnemu człowiekowi, który na takiego wygląda. Nieszczególnie podoba mi się s trój, w jaki przebiera się moralność, co w jakimś stopniu może tłumaczyć, dlaczego w czasie "Zoo TV Tour" odrzuciliśmy tego typu stroje. Właściwie przebraliśmy się w łachy niemoralności - czarne skóry, okulary... Bo ludzie szukają dobra w złych miejscach. Myślę, że wrogiem może być status quo. Głównym założenie status quo jest twierdzenie, że wszystko jest w porządku. O to właśnie chodzi. Masz samochód. Masz swój własny telewizor. Masz bardzo słoneczne wakacje. Wszystko w porządku! Cóż, wszystko jednak nie jest w porządku. W pewnym sensie czujesz, że nadajesz na tych samych falach, co buntownicy, bo oni mówią w zasadzie to samo. Czasami buntownikowi może się wydawać, że to, co on uważa za prawdziwy problem, dla nas jest głupstwem. Chodzi o struktury. Ja tak nie myślę. Nie myślę, że to aż takie proste. Nie oceniam ludzi według dyscypliny, jaką sobie narzucają. Podziwiam ludzi zdyscyplinowanych, ale wcale nie myślę, że są w jakikolwiek sposób lepsi. W Piśmie Świętym jest taki fragment, można go czasem zobaczyć na autobusach, uwielbiam go - "wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są łaski Bożej" - czy coś w tym stylu. W sumie każdy siedzi w tym samym gnoju. Niektórzy mają tylko lepsze garnitury. Niektórzy zachowują się tak, jakby nie potrzebowali już niczego. Ten klasyczny cytat z Leonarda Cohena - jak to szło? - "tylko ci, którzy toną, wiedzą, że potrzebują pomocy", czy jakoś tak.

Fundamentalizm na serio mnie przeraża, bo niesie ze sobą ten stary pomysł, że czyjeś dobre uczynki mogą załatwić wstęp do Królestwa Niebieskiego. Jeśli wiodę spokojne życie, wstaję wcześnie rano, biorę zimny prysznic, biczuję się dwa razy dziennie i pomagam staruszce przejść przez jezdnię, to wtedy pójdę do nieba. A to są totalne bzdety. Po prostu nie wierzę, że Bóg, który stworzył tak niesamowicie skomplikowany wszechświat, mógłby myśleć w taki sposób. Wyznaję, że wszystko jest dane za darmo. To łączy mnie z tymi, którzy mówią, że narodzili się na nowo, czy jak to nazywają. To jest za darmo. Co martwi mnie w religii, to jej interesowność".

Jeśli ktoś miałby teraz ochotę nie zostawić na Bono suchej nitki za jego brak obiektywizmu i swoiste niedouczenie w sprawie pt. "Usprawiedliwienie przez wiarę - wizja katolicka i protestancka", ten nie docenia przeciwnika. Muzyk zdaję się rozumieć o wiele więcej, niż można by się spodziewać. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że krytykując religię, Bono tak naprawdę krytykuje jej wynaturzoną formę, zjawisko, które obserwujemy zawsze, gdy zewnętrzne znaki zaczynają górować nad treścią. Najłatwiej byłoby powiedzieć: ależ on nic nie rozumie, nie chwyta sprawy. Mam jednak niejasne przeczucie, że wątpliwości dublińczyka nie są tak do końca bezpodstawne.

"Oto co rozumiem przez za darmo i interesowność. Osobiście uważam, że trzeba zapłacić o wiele wyższą cenę, a jednocześnie wszystko dalej jest za darmo. To, co należy zrobić, to oddać wszystko. Poddać się. To jest postawa serca, duszy. To nie jest postawa polityczna czy społeczna, lub nawet "odpowiednia" pozycja. Myślę, że Bogu zależy właśnie na sercu. Wydaje mi się, że religia za bardzo wdaje się w szczegóły, tak jak w tej historii, kiedy Jezus spotyka się z dwoma siostrami. Jedna rozbija flakon z olejkiem i namaszcza Mu głowę. Ten olejek można użyć tylko raz w życiu, i ona go od razu rozbija. A ta druga zaczyna: "To idiotyczne! Po co to robić?" i sama idzie zmywać naczynia. Jezus mówi jej: "Tak bardzo obchodzą cię rzeczy nieistotne". I zawsze myślę, no wiesz, że to jest właśnie religia - zmywanie naczyń, przygotowywanie stołu dla księdza. A to jest kompletnie nieważne. I może my (U2 - przyp. autora) to już wiemy. Być może dlatego nasz styl życia stał się tak zaskakujący".

O ile Bono jest powszechnie kojarzony jako facet, który "wali prosto z mostu" i "nie owija w bawełnę", jego bliski przyjaciel, gitarzysta U2, The Edge sprawia wrażenie osoby refleksyjnej. Można odnieść wrażenie, że jest "antytezą" Bono, głębszym pokładem irlandzkiej osobowości. Jego wypowiedzi, o wiele rzadsze i wyważone, nie wzbudzają takich kontrowersji jak prowokacyjne stwierdzenia lidera zespołu. Oto jedna z nielicznych werbalnych wypowiedzi Edge''a na temat jego stosunku do wiary pochodząca sprzed sześciu lat:
"Nie uważam, żebyśmy zmienili nasze przekonania. Powiedziałbym, że osobiście polegam na wierze nawet bardziej niż kiedykolwiek. Im więcej widzisz, tym bardziej trudno ci uwierzyć, że istnieje jakikolwiek rodzaj łaski. Potrzebujesz więc innej logiki, która pomoże ci uporać się z zasadami, które panują w świecie.[...] Chodzi o śmierć niewinności, a jeśli nie o śmierć niewinności to na pewno o próbę trzymania się dziecięcego sposobu patrzenia na świat w obliczu tego wszystkiego, co dzieje się dookoła i co stale podkopuje twoją wiarę i twoje przekonania. Chodzi mi o to, że teraz potrzebuję wiary jeszcze bardziej. Zachowanie wiary jest teraz o wiele większym wyzwaniem, niż dziesięć lat temu.[...] Jest tyle brudnych spraw. Trudno jest więc w tym wszystkim wytrwać.[...] To rodzaj postanowienia, mówisz sobie, że się nie poddasz, że będziesz się trzymać przekonań, które przekraczają logiczne myślenie, dorosły sposób myślenia".

  • jedrzej (źródło: Michał Nolywajka, ruah.pl)

Dodaj komentarz Wymaga loginu/hasła u2forums.com. Nie masz konta? Zarejestruj się.

Komentarze (0) Strona 1

    Newsletter

    Dodaj Usuń 

    Artykuły

    więcej

    Najczęściej komentowane

    Po przyjeździe do Etiopii nie przeżyłem żadnego szoku kulturowego. Zupełnie inaczej było po powrocie tutaj. Zacząłem zadawać sobie podstawowoe pytania dotyczące życia w Pierwszym Świecie przeciwstawionym Trzeciemu. Ludzie, których zostawiłem - Bono