18:51 25 Sie '05

Bono niczym rozgnieciona mucha

Trasa koncertowa "Elevation Tour" grupy U2 rozpoczęła się 24 marca 2001 roku w Miami. Do Europy kapela dotarła dopiero w czerwcu. Wraz ze znajomymi starałam się o bilety na jej występ w Berlinie. Podobno rozeszły się w czterdzieści min

Wreszcie nadszedł ten dzień - 29 lipca (2001). O godz. 4 trzema samochodami (w sumie osiem osób) wyruszyliśmy na spotkanie z zespołem naszego życia. Kiedy po siedmiu godzinach podróży wreszcie dotarliśmy na miejsce, pod bramą amfiteatru Waldbuhne czekało już jakieś 300 osób. Przebraliśmy się w obowiązkowe koszulki U2 i dołączyliśmy do tłumu. Upał był niesamowity! Pomyśleliśmy, że trudno będzie wytrzymać do 18.30, kiedy to otwarte miały zostać bramy. A tu po dwóch godzinach niespodzianka! Oberwanie chmury, burza, deszcz leje przez godzinę, przez dobre 10 minut pada grad wielkości ziaren fasoli. Byliśmy przemoczeni do suchej nitki. Znów trzeba było się przebrać.

Fani ciągle przybywali, sądząc z ich rozmów - z różnych krajów Europy. Zaczęto nas wpuszczać o godzinę wcześniej. Biegliśmy ile sił w nogach, jednak nie udało nam się dostać do środka wybiegu w kształcie serca, zbudowanego tuż przy scenie. Mimo to miejsca "dostały" się nam świetne. Zaraz przy "serduszku". Koncert supportu odwołano, w zamian oferując popisy jakiegoś niemieckiego komika. Techniczni biegali po scenie, strojąc instrumenty, sprawdzając czy wszystko jest w porządku, wycierając kałuże deszczu na wybiegu... I nagle w naszą stronę poleciała kostka do gitary, taka sama, jaką gra The Edge. To facet, który sprawdzał sprzęt Dave''a Evansa rzucił nam ją!

Wreszcie o 20.50 z głośników rozbrzmiały znajome dźwięki "Elevation". Muzycy U2 wyszli na scenę, Bono klęknął i zrobił znak krzyża, a tłum po prostu oszalał z radości. Niesamowity okrzyk 20 tysięcy osób spowodował, że ciarki przeszły mnie po plecach. Kolejny "kawałek" to "Beautiful Day" - pierwszy singel z płyty "All That You Can''t Leave Behind". Bono przeszedł obok nas, był dosłownie na wyciągnięcie ręki. Wszyscy skakali do rytmu, klaskali - ogólna ekstaza. Dalej nastąpił "Until The End of The World" z krążka "Achtung Baby". Bono przypomniał, że to właśnie w Berlinie nagrali ten utwór i cały longplay, a The Edge wyprawiał z gitarą rzeczy przechodzące ludzkie pojęcie. Później nastąpiła kompozycja oczekiwana przez wszystkich Polaków - "New Year''s Day". Pojawiły się biało-czerwone flagi z napisami "U2". Atmosfera stała się coraz gorętsza. I znów powrót do najnowszego albumu, za sprawą cudownie wykonanego "Kite". Dalej "Gone" z płyty "Pop" i wreszcie "New York". To dopiero magia! Podczas "I Will Follow" chyba nie było osoby, która by nie skakała. Kiedy usłyszeliśmy pierwsze dźwięki "Sunday Bloody Sunday" nikt z naszej grupki już nie miał wątpliwości - to chyba najlepszy koncert, na jakim do tej pory byliśmy! Bono krzyknął "No more, no war", a tłum mu odpowiedział...

Po tym szaleństwie należała się nam chwila wytchnienia. Przy "Stuck In A Moment You Can''t Get Out of", na szczęście, nie trzeba było skakać. Bono rozglądnął się i zaprosił na scenę dziewczynę w koszulce z napisem "The Ramones". Zaczął śpiewać "In A Little While". Tańczyli razem i w końcu Bono odprowadził roztrzęsioną dziewczynę na jej miejsce. Został na wybiegu, a dołączyli do niego The Edge oraz Larry Mullen Jr., zaczynając akustyczną wersję "Stay Faraway So Close". I po tej piosence przeżyliśmy kolejny szok. Zagrali "Bad"! To niesamowite. Chyba nikt się tego nie spodziewał. Przeszli gładko do "Wild Horses", "Mysterious Ways" i "Fly". Tym razem Bono wyciągnął z publiki chłopaka przebranego za Macphisto. Dokładnie tak samo, jak Bono na poprzednim tournée. Złoty garnitur, złote buty, rogi, na biało wymalowana twarz. Wymienili się okularami, zaśpiewali razem, a na końcu Bono rozpłaszczył się na ekranie telebimu niczym rozgnieciona mucha. Po "Bullet The Blue Sky" nastąpiła krótka przerwa, a my już wiedzieliśmy, że do końca show, niestety, coraz bliżej. "With Or Without You", "One" i "Walk On". Dziękuję, dobranoc... Schodząc ze sceny, Bono, The Edge, Adam Clayton, Larry Mullen Jr. pomachali na pożegnanie. Z głośników rozbrzmiały dźwięki "Grace", a ludzie zaintonowali: "Jak długo musimy śpiewać tę pieśń". Ale to był już naprawdę koniec.

Długi marsz w kierunku wyjścia, zakupy na oficjalnym stoisku kapeli i powrót do domu. Teraz pozostaje czekać na następną płytę i kolejny koncert U2. Lecz to chyba dopiero za kilka lat, więc na co najmniej tyle muszą nam wystarczyć w pamięci te niezapomniane przeżycia w Berlinie.

  • jedrzej (źródło: Iza Wąsowicz, onet.pl)

Dodaj komentarz Wymaga loginu/hasła u2forums.com. Nie masz konta? Zarejestruj się.

Komentarze (0) Strona 1

    Newsletter

    Dodaj Usuń 

    Artykuły

    więcej

    Najczęściej komentowane

    W U2 wyjątkowa jest muzyka, nie muzycy. Muzyka, która jest na zmianę potężna i wzruszająca, współczesna, ponadczasowa, prowokująca do głębokich przemyśleń, od czasu do czasu absurdalna, a czasami zabawna - Bono