18:47 25 Sie '05

Bono: Mam dość opowiadania w pierwszej osobie

Rozmowa z Bono - liderem grupy U2, współscenarzystą filmu "The Million Dollar Hotel"

- Zawsze szukałem pereł w błocie. Odkrycie piękna jest tym, czego pragnie każdy artysta. I nie chodzi o fotografię mody, gdzie jest to oczywiste - masz piękną twarz i mówisz że jest piękna. Tak jest najłatwiej. Zadaniem artysty jest odszukanie piękna w niezwykłych miejscach. Wkroczyć prosto do filmowej stolicy USA, ominąć Hollywood, pójść w dół miasta... Fajnie jest udać się do dzielnicy, gdzie ludzie nie chodzą po zmroku, znaleźć trochę piękna, światła, koloru w Million Dollar Hotel.

- To nienormalna historia miłosna, bajka o potędze miłości - mówi Bono. Dziesięć lat po tym, jak zasiadł do pióra w wolnej chwili po płycie "Joshua Tree", ujrzał światło dzienne film "The Million Dollar Hotel".

Rozgrywająca się około 2001 roku historia hotelu położonego w dolnej części Los Angeles, została wyreżyserowana przez Wima Wendersa. Scenariusz jest dziełem Nicholasa Kleina, a w obsadzie pojawia się Mel Gibson i inne znakomitości: Jeremy Davies, Milla Jovovich, Jimmy Smiths, Peter Stormare i Amanda Plummer.

Obraz opowiada o "kolorowej" gromadzie wyrzutków, żyjących w starym hotelu. Obserwujemy ich z perspektywy niewinnej, wrażliwej osoby - Tom Toma (Jeremy Davies), zakochanego w upadłej królowej ulic - Eloise (Milla Jovovich). Ta miłość przewróci ich świat do góry nogami.

Związek Tom Toma i Eloise wychodzi na jaw, gdy Million Dollar Hotel jak nigdy skupia na sobie uwagę. Jeden z mieszkańców, sympatyczny narkoman o imieniu Izzy, umiera w podejrzanych okolicznościach, zmieniając współlokatorów w podejrzanych i obiekt zainteresowania mediów. Do tego dochodzi śledztwo detektywa Skinnera (Mel Gibson), bezkompromisowego agenta FBI...

Według producenta, jest to opowieść o "przyjaźni, zaufaniu, zdradzie i wzruszającej, niepokonanej sile bezwarunkowej miłości". - To jest groteskowa i mocna historia - wyjaśniał Mel Gibson, którego producencka firma Icon zrobiła film. - Ale również historia o miłości, z mnóstwem humoru. To sprawia, że w grę wchodzi wiele wariantów.

Gibson przeczytał scenariusz siedem lat temu. - Dał mi go Bono - mówi świetny aktor. - To był pomysł, w który włożył prawdziwe zaangażowanie. Rzecz naprawdę mi się spodobała. Dużo czasu zabrało zebranie wszystkich elementów, z których najważniejszym jest -tak myślę - Wim Wenders. Dołączył jako ostatni, ale wykazał największe zaangażowanie.

Kilka miesięcy przed premierą, Bono powrócił na dach prawdziwego Million Dollar Hotel, gdzie udzielił wywiadu na temat tego projektu.

Kiedy wpadłeś na pomysł napisania "Million Dollar Hotel"?
Bono:
Myślę że to było tutaj, na tym dachu. Nie pamiętam daty, ale jakieś 10 lat temu. Byłem tu z Edgem, włóczyliśmy się po dolnym Los Angeles, bo mieli tam kilka świetnych klubów. W L.A. każdy dosyć wcześnie kładzie się spać, szukaliśmy więc niewielkiego towarzystwa do zabawy i znaleźliśmy takie w tym rejonie - co było miłe. Znaliśmy więc okolicę. Anton Corbijn zabrał nas na ten dach, żeby zrobić zdjęcia. Ja i Edge na dachu Million Dollar Hotel, nie mogliśmy uwierzyć, że to miejscetak właśnie się nazywa. To zabawna rzecz w USA - poetyka nazw miejsc... Słowa wydają się tu spadać z nieba, a taka nazwa jest stworzona do książki, sztuki, czy filmu. Trzeba je tylko napisać.

Pierwszym wątkiem było to, że do sąsiedniego budynku dzieliło nas jakieś 10 stóp i Edge uparł się, że potrafi przeskoczyć. Powiedział: "Jeśli masz wiarę, jeśli wierzysz że to zrobisz, uda się". To była pierwsza rzecz, jaka mnie uderzyła - "skok wiary". Piliśmy potem w pobliskim domu i spotkałem Nicholasa Kleina. Jak to w Los Angeles, rozmawialiśmy o robieniu filmów i wpadliśmy na pomysł zrobienia "Kinetic Cinema". Pojawił się wtedy wynalazek Steadicamu, dzięki któremu po raz pierwszy, można było obracać kamerę dookoła aktorów, a nie odwrotnie. Chcieliśmy znaleźć historię, którą można zrobić w taki sposób, gdzie po próbie z aktorami moglibyśmy się naprawdę szybko poruszać. Powiedziałem, że mam pomysł, który nazywa się "Million Dollar Hotel". O gościu próbujących przeskoczyć z jednego dachu na drugi. Pamiętam, że Nicholas powiedział: "Mam zdanie, od którego zawsze chciałem zacząć film: kiedy skoczyłem, przyszło mi na myśl"... On miał kilka fajnych pomysłów, ja miałem kilka, więc pomyśleliśmy że razem napiszemy scenariusz. Od tego wszystko się zaczęło, od tego "skoku wiary". Teraz gdy wchodzę na ten dach, również mam zawrót głowy - ale jest on związany z filmem, a nie skakaniem.

Jak doszło do twojej współpracy z Wimem Wendersem?
- Po raz pierwszy spotkałem go w Berlinie, gdy reżyserował klip zespołu U2 do piosenki Cole Portera "Night & Day" - na składankę na rzecz walki z AIDS "Red Hot & Blue". Ten projekt łączył muzyków i filmowców. Zrobiliśmy muzykę do kilku obrazów Wima, współpraca dobrze się rozwijała. Myśl, że mógłby wyreżyserować "Million Dollar Hotel" przekraczała trochę moje wyobrażenia, więc na początku go nie zapytałem. Nie pomyślałem, że może by się zgodził. A on ma niezwykłe spojrzenie na Amerykę. Myślę, że kocha Amerykę i poddaje ją pod wątpliwość zarazem, ale głównie przez pryzmat muzyki. Wydaje mi się, że uszy Wima są dla niego często o wiele ważniejsze, niż oczy. Wychowywał się słuchając amerykańskiej muzyki i kocha ten kraj. Widać to w filmie "Paryż - Teksas", widać miłość do krajobrazu... Potrzebowaliśmy kogoś, kto spojrzałby na dolne Los Angeles świeżym okiem, nienakręciłby tego jak reklamówki jeansów.

Wiele filmów Wima wydaje się opowiadać o tym, jak trudno jest kochać - a to jest nienormalna opowieść miłosna. Ale jednak miłosna. Tom Tom potrafi się dziwić, to moja ulubiona cecha u ludzi. Najbardziej nie lubię zmęczonych osób, które "już tu były, już to robiły". On przenosi tę zdolność dziwienia się na Eloise. Jeremy Davies i Milla Jovovich dobrze się czują w swoich rolach i to też było inspiracją. Tak, to staromodna, miłosna historia. Niezwykła historia miłosna ozwykłych ludziach.

Jaka jest rola Bono przy tym dziele?
- Jestem współautorem podstawy scenariusza i producentem - nawet jeśli nie wiem, co to znaczy. Piszę też kilka piosenek do soundtracku, zamierzam zaangażować do tego zespół. Chcemy zrobić jeden z tych wspaniałych soundtracków, z wyraźnym nastrojem, różnymi odcieniami... Pracuje z nami Jon Hassell - jeden z najlepszych żyjących trębaczy, chciałbym zaangażować też kilka innych osób. Na przykład Ninę Simone. Daniel Lanois będzie produkował i napisze kilka piosenek, to samo Brian Eno. Kiedy byłem tu dziesięć lat temu, pamiętam jak chodziłem po korytarzach hotelu i znalazłem okropną pustą butelkę po tanim winie, jakie pijała jedna z mieszkających tu osób. Nazywało się "Irish Rose" - to popularny tu tani trunek. Więc zrobiliśmy piosenkę "Wild Irish Rose", została napisana dziesięć lat temu. Każda podróż do tego hotelu owocowała utworem lub dwoma.

Czy tworzenie na potrzeby filmu było odświeżające po pisaniu piosenek?
- Mam dość opowiadania w pierwszej osobie. Idea pisania w trzeciej osobie jest dla mnie prawdziwym przełomem. Wiele kompozycji U2 napisanych jest z osobistego punktu widzenia, dlatego sprawdzają się na żywo. One nie opowiadają historii, właściwie nie robimy piosenek z historiami. Nie miałem więcnic przeciw zrobieniu sobie od tego przerwy - pisanie w trzeciej osobie, wcielanie się w kogoś, to jedne powody dla których mógłbym grać w filmie, jeśli kiedykolwiek bym się na to zdecydował. To chwilowa ucieczka od samego siebie i zanurzenie się w życiu kogoś innego. Ze scenariuszami jest tak, jak wysyłaniem gdzieś dzieci. Nie chciałbyś, żeby wróciły okaleczone. Jestem pewien, że Nicholas Klein uważa tak samo. Musisz się upewnić, że wychowawcy twojego dziecka są ludźmi, którym można zaufać. W przypadku Wima, nie uważam żeby był on zastępczym rodzicem. Czuję, jakby w jakiś dziwny sposób była to jego historia. Myślę, że on ją ulepszył, podobnie jak obsada. Można sobie tylko czegoś takiego życzyć, pragniesz być zaskoczony. Widziałem postęp prac, to świetny scenariusz. Ale rzecz nie sprowadza się tylko do dobrego pisania, czy reżyserii. Jest tu jakaś magia, wibracje, które - mam nadzieję - przerodzą się w znakomity obraz.

Jak pracowało ci się z Melem Gibsonem?
- Gibson był dla mnie jedną z niespodzianek - wniósł do roli Skinnera rodzaj humoru, ale też mroczności. Jest tu kapitalna scena z nim i Eloise siedzącymi w samochodzie, gdzie ona go onieśmiela, sprawia że staje się niemal bezbronny, staje się Tom Tomem. Myślę, że to kawał improwizacji z jego strony. Kiedy masz w swoim filmie tak wielkiego gwiazdora, zapominasz że może być on również wielkim aktorem. W tym przypadku tak jest. W ciągu ostatnich dziesięciu lat powstało tyle fajnych filmów: jaskrawych, wiesz,ultrafiolet, pięknie oświetlonych, z błyskotliwymi dialogami... To robi wrażenie. Ale chciałem żeby "Million Dollar Hotel" chwytał za serce - co nie jest cechą tego typu produkcji.

Gwieździe rocka łatwo jest mieć romantyczną wizję miejsca w rodzaju dolnego Los Angeles. To tak jak z ludźmi w garniturach depczących po bezdomnych w drodze do banków - czasami wygląda to bezdusznie. W tym hotelu mieszka każdy rodzaj ludzi. Nieuczciwi dłużnicy i osoby wypuszczone ze szpitali psychiatrycznych. Są też porządni ludzie, próbujący radzić sobie z życiem, albo uczciwi przybysze do Los Angeles szukający taniego noclegu. W ich postawie widać prawdziwą godność, godność i poczucie humoru. Zabawne było, jak kilku z nich ustawiało się na planie w kolejkach po jedzenie i niktnie powiedział ani słowa. Mam mieszane uczucia, jeżeli chodzi o przedstawianie niedoli niektórych ludzi, ale jestem zainspirowany światłem w ich oczach, które widać gdy spotykasz ich na ulicy.

Zawsze szukałem pereł w błocie. Odkrycie piękna jest tym, czego pragnie każdy artysta. I nie chodzi o fotografię mody, gdzie jest to oczywiste - masz piękną twarz i mówisz że jest piękna. Tak jest najłatwiej. Zadaniem artysty jest odszukanie piękna w niezwykłych miejscach. Wkroczyć prosto do filmowej stolicy USA, ominąć Hollywood, pójść w dół miasta... Fajnie jest udać się do dzielnicy, gdzie ludzie nie chodzą po zmroku, znaleźć trochę piękna, światła, koloru w Million Dollar Hotel.

  • jedrzej (źródło: onet.pl)

Dodaj komentarz Wymaga loginu/hasła u2forums.com. Nie masz konta? Zarejestruj się.

Komentarze (0) Strona 1

    Newsletter

    Dodaj Usuń 

    Artykuły

    więcej

    Najczęściej komentowane

    "Nie kierowaliśmy się wcale zasadą: "załóżmy zespół i nagrajmy parę dobrych numerów". Chodziło nam bardziej o przeżycie radości związanej z przebywaniem w zespole, którego czterech członków połączyła wspólna sprawa. - Adam